Architektura a szczęście

Ludzie poszukują szczęścia. Szukają go w materialnych przedmiotach, które niestety nie są w stanie im go zagwarantować. Szukają go również w przestrzeni, w której żyją jak i w architekturze, z którą się utożsamiają. Dla jednych mogą to być gotyckie ostrołuki, dla innych barokowych przepych, albo ascetyczny minimalizm. Sformułowanie bliskiego związku między gustem estetycznym a wartościami znaleźć możemy u Stendhala: „piękno to obietnica szczęścia”. Zaletą tego aforyzmu jest oddzielenie naszego zamiłowania do piękna od akademickiej troski o estetykę i utożsamienie go z przymiotami, których jako istoty ludzkie potrzebujemy, by wieść udane życie. Jeśli poszukiwanie szczęścia jest podstawowym dążeniem życia, wydaje się naturalne, że powinno być jednocześnie najważniejszym przedmiotem aluzji czynionych przez piękno. Jednak jakimi słowami można określić piękno. Stendhal szczęśliwie powstrzymał się od precyzowania jego konkretnego typu, gdyż każdy z nas z osobna może uznać za piękną inną rzecz, albo wartości – „Piękno przybiera tak wiele postaci, jak wiele jest wizji szczęścia”.
Jednak pokusić się można o zastanowienie się nad tym, czy wartości, które reprezentuje współczesny świat dają człowiekowi szczęście – szybki tryb życia, konieczność pracy po 18 godzin dziennie, brak snu, niezdrowe odżywianie, brak czasu dla rodziny i przyjaciół. Ideały te i maksymalizacja, intensyfikacja wszystkiego dookoła znajduje wydźwięk w architekturze i przestrzeni. A określając obiekt architektoniczny lub dzieło sztuki jako piękne, rozpoznajemy w nim wartości niezbędne do tego, by żyło nam się dobrze. Jest to ucieleśnienie naszych indywidualnych ideałów w materialnym nośniku. Dlatego dla niektórych szczytem marzeń jest snobistyczne mieszkanie na ostatnim piętrze wieżowca zaaranżowane z przepychem, dla innych będzie to drewniana chatka w górach w otoczeniu naturalnych krajobrazów. Jesteśmy zależni od otoczenia, ponieważ potrzebujemy tego, aby odzwierciedlało szanowane przez nas idee oraz nastroje. Chcemy, aby nasze domy były uzewnętrznieniem nas samych i dlatego tworzymy wokół siebie materialne formy, które informują nas, czego sami wewnątrz siebie potrzebujemy i do czego dążymy. To właśnie dlatego miejsca, które ucieleśniają nasze wewnętrzne „ja” określamy mianem naszych domów – określają one naszą wewnętrzną melodię. Człowiek potrzebuje podpory dla swoich własnych stanów ducha, ponieważ ogromna część otaczającego nas świata przeciwstawia się wyznawanych przez nas zasadom. Potrzebujemy naszego domu, miejsca, pokoju, aby żyć w zgodzie z pożądaną wersją nas samych i utrzymać przy życiu ważne, choć nietrwałe aspekty własnej osobowości.
Ludzie potrzebują miejsc kultu, świątyń, w których oddają cześć Bogu. Kiedyś najwspanialsze budowle, jakie były tworzone na powierzchni Ziemi były budowane w imię jakiegoś kultu. Zdaje się, że ówcześni architekci chcieli pokazać, że to jak blisko Boga jesteśmy zależeć może od wielkości świątyni, pozłacanych malowideł i rozpiętości kopuł na skrzyżowaniu naw. „Zwiedzając dziś katedry z kamerą w jednej ręce i przewodnikiem w drugiej, możemy czasem doświadczyć czegoś, co zupełnie się nie zgadza z naszym praktycznym sekularyzmem – kłopotliwej pokusy, żeby upaść na kolana i uczcić byt tak potężny i wspaniały, jak my jesteśmy mali i niedoskonali. Reakcja ta nie zaskoczyłaby rzecz jasna tych, którzy budowali katedry, ponieważ ich trud miał właśnie na celu doprowadzenie nas do rezygnacji z poczucia samowystarczalności”. Jeśli piękną architekturę można rozpoznać po jej celu, to czy cel przyświecający architekturze sakralnej Zachodu nie jest jak najbardziej obrzydliwy?
Dlaczego człowiek, aby oddać hołd Bogu, podziękować za jego stworzenie potrzebuje grubych, zimnych murów, wielkich rozpiętości sklepień i gry aksamitnego światła, które wpada przez kolorowe witraże obrazujące życie licznych świętych? Czy nie jest to świadoma gra jaką zachodni system starał i stara się prowadzić z nami? Chcąc zobaczyć boską myśl tworzenia człowiek świadomy nie uda się do katedry, kościoła, lecz … do lasu, gdyż tam znajdują się między innymi jego najwybitniejsze dzieła, które w przeciwieństwie do konstrukcji z kamienia i cementu mają możliwość regeneracji, a efekty estetyczno-świetlne w pogrążonym mgłą lesie o zachodzie słońca są o wiele bardziej zjawiskowe niż te w nawet najwybitniejszych dziełach stworzonych przez człowieka, a doznania te zbliżają człowieka do myśli boskiej, znajdującej się wszędzie wokół niego.
Wobec tego, gdzie jest to piękno, którego każdy z nas szuka? Czy kreacje stworzone myślą człowieka, nie ważne w jakim stylu, oddają choćby w ułamku to, co stworzone zostało już wcześniej. Czy piękno tworzone przez ludzi znajduje wydźwięk w celowości stworzenia tych wszystkich rzeczy?

Sagrada Familia, Barcelona, Hiszpania (arch. Antonio Gaudi) – kolumny przypominajace drzewa podtrzymuja ciężkie betonowe sklepienia katedry.

Wizualizacja „leśnej katedry” – drzewa tworza sklepienia nawy głównej, a z boku wpada delikatne światło niczym przez witraże naw bocznych.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s