Dolmeny w Borkowie

Ostatni weekend oprócz intensywnych opadów, wręcz przypominających te spotykane w strefie subtropikalnej przyniósł również wycieczkę do Borkowa (koło Słupska) – jak zwykle w doborowym towarzystwie, bo nie z każdym można pooglądać kupę kamieni leżącą bezładnie na ziemi :). Znajdują się tam dolmeny, czyli grobowce utworzone w epoce Wiedyzmu. Niezwykła atmosfera tego miejsca była wzmocniona przez aurę i ciągle padający deszcz. Jednak pomimo cmentarnej genezy tego miejsca wcale nie kojarzyło się ze współczesnymi nekropoliami – wręcz przeciwnie. Odczuć można było spokój tego miejsca – otaczający las nie wydawał się mroczny, wręcz przeciwnie w pewnym oddaleniu od dolmenu znajdowała się polanka a rozrzedzone konary drzew przepuszczały do niej rozproszone światło. Jest to kolejne miejsce kultu, które odwiedziłem w ciągu ostatnich kilku lat. W następnych wpisach postaram się zamieścić zdjęcia Louisienlund na Bornholmie, gdzie znajdują się menhiry poukładane przez naszych przodków w kręgi.

Przytoczę fragment książki Władimira Megre – „Dzwoniące Cedry Rosji”. Znajduje się tam wyjaśnienie tego do czego służyły i czym są dolmeny.

Dowiedziałem się o tym miasteczku przypadkowo. Zapytałem Anastazję, czy często występują Dzwoniące Cedry?

– Bardzo, bardzo rzadko – odpowiedziała – być może dwa-trzy drzewa na tysiąc lat. Dzisiaj, oprócz uratowanego, jest jeszcze jeden. Można go ściąć i wykorzystać zgodnie z jego przeznaczeniem.

– Co to znaczy “zgodnie z przeznaczeniem”? Na czym to polega?

– Wielki Intelekt Wszechświata – Bóg, stworzywszy człowieka i wszystko, co jest wokół, być może przewidział danie ludziom możliwości przywrócenia utraconych umiejętności korzystania z mądrości skumulowanej w niematerialnym świecie. Ona istniała już u samych źródeł, ale poprzez grzeszność człowieka umiejętności jej odbierania została utracona. Dziadkowie opowiadali tobie o Dzwoniącym Cedrze, o jego nadzwyczajnych uzdrawiających właściwościach, ale nie wyjaśnili, że jego rytmy i pulsacje są bliskie Wielkiemu Intelektowi.

Gdyby je złączyć, pomnożyć z rytmami, które tkwią w wielu ludziach, to taki człowiek ze wzmocnionym rytmem, kładąc dłoń na ciepłym pniu Dzwoniącego Cedru i przesuwając po nim ręką, jakby głaszcząc, otrzymuje możliwość korzystania z bezkresnego wymiaru mądrości. Wtedy jest w stanie wiele sobie uświadomić w tej dziedzinie, w kierunku której pędziły jego myśli w momencie dotykania Cedru, oraz w przyszłości. Z każdą osobą będzie się to odbywało z różną mocą. Ja opowiadam ci o Najwyższym przejawie.

– Dlaczego on tak różnie działa? Wybiera sobie kogoś szczególnego?

– Działa jednakowo. Jego rytm i wibracje są zawsze się niezmienne; wszystko zależy od człowieka. Jedni mogą  się mu podporządkować i poczuć wszystko całościowo, inni tylko po prostu coś poczują. Większość ludzi za pierwszym razem w ogóle nic nie odczuje, ale i do tych nic nie odczuwających stopniowo będzie wracać świadomość. W skrajnym przypadku zwiększy się jej możliwość.

– Nie mogę pojąć, jak on wybiera?

– Władimirze, przecież ci tłumaczę, że nie chodzi o Cedr, lecz o człowieka… Otóż znalazłam. Przykład: muzyka! Rozumiesz, muzyka, kiedy brzmi… Muzyka to przecież też wibracja i rytm. Ale jedni ludzie wsłuchują się w nią wnikliwie, rodzą się w nich uczucia, czasami nawet łzy radości i roztkliwienia. Inni tej samej muzyki słuchają obojętnie albo wcale nie chcą jej słuchać.

Tak samo jest z Cedrem. Tylko ten, kto jest zdolny odczuwać i rozumieć, usłyszy wiele! Wielkość ta będzie w nim stopniowo rozkwitała. W momencie kiedy człowiek zechce się zastanowić. Kobiety mogą zyskać siłę i mądrość Praźródeł, spełnić swoje przeznaczenie, uczynić szczęśliwymi swojego wybranka-męża, siebie i zrodzone z miłości dziecko. Cud ten nie tkwi w Cedrze, lecz w ludzkich dążeniach. Cedr im tylko pomaga. Nie On jest najważniejszy w dobrych czynach.

– Niewiarygodne, ta opowieść podobna jest do pięknej, nęcącej legendy.

– Nie wierzysz mi? Uważasz moje słowa za legendę? To dlaczego w takim razie dążyłeś do tych miejscowości i bardzo pragnąłeś, bym pokazała tobie Dzwoniący Cedr?

– Nie wszystko uważam za legendę. W opowieść twoich dziadków o Cedrze też początkowo nie uwierzyłem. Później jednak, gdy wróciłem z ekspedycji, przeczytawszy popularnonaukową literaturę, zapoznałem się ze stwierdzeniami naukowców odnośnie jego uzdrawiających właściwości – byłem zaskoczony i zachwycony tym, że i naukowcy, i Biblia mają takie samo zdanie. Nigdzie jednak, nawet w przybliżeniu, nie wspomniano o możliwości odczucia poprzez Cedr połączenia z Wielkim Intelektem, czyli Bogiem, tak jak ty o tym mówisz.

– Nie czytałeś wnikliwie ani wypowiedzi naukowców, ani Biblii, albo nie przywiązałeś wagi do najważniejszego, inaczej nie wątpiłbyś w moje słowa.

– Co mogłem przeoczyć? W Biblii tylko dwa razy jest mowa o Cedrze: kiedy Bóg uczył, jak z jego pomocą uzdrawiać ludzi, a następnie jak odkażać izby.

– Biblia opowiada również o królu Salomonie jako jednym z najmądrzejszych królów szanowanych przez swój naród. Przecież król Salomon jest postacią autentyczną, historyczną, nie jest legendą.

– No i co z tego?

– A to, że Biblia opowiada, że ten król zbudował Bogu świątynię z Cedru i obok także z Cedru swój dom. Ażeby otrzymać drewno cedrowe, wynajął ponad trzydzieści tysięcy pracowników, którzy dostarczali drewno z innego państwa. Ażeby ściąć drzewo cedrowe, Salomon zwrócił się do innego króla, Hurama, z prośbą o ludzi, “którzy umieliby ścinać Cedry”. Za ten Cedr Salomon oddał dwadzieścia miast swojego cesarstwa. Pomyśl, dlaczego najmądrzejszy władca zdecydował się na takie straty i wybudował świątynię i dom z materiału mniej odpornego i wytrzymałego niż ten, który miał pod ręką?

– Dlaczego?

– Odpowiedź mógłbyś też znaleźć w Biblii: “Kiedy wyszli kapłani z Miejsca Świętego […], świątynia napełniła się obłokiem chwały Pańskiej, tak iż nie mogli kapłani tam pozostać i pełnić swej służby z powodu tego obłoku, bo chwała Pańska wypełniła świątynię Bożą” (II Ks. Kronik 5, 11–14). Pośrednie dowody możesz równie ż znaleźć w wypowiedziach waszych najbardziej światłych naukowców.

– Pięknie, wychodzi na to, że można uwierzyć twoim słowom. Okazuje się, że Cedr wiele ludziom wyjaśni. Pokaż mi ten drugi Dzwoniący Cedr, który można ściąć. Przywiozę go do miasta, gdzie bez problemu z każdego punktu Ziemi dotrze każdy, kto będzie pragnął go dotknąć.

– Ale gdzie dzisiaj znajdziesz takie miasto na Ziemi, którego mieszkańcy nie zbezcześciliby tego Świętego Drzewa, zapewniliby ochronę, stworzyli warunki dla pragnących do niego podejść?

– Spróbuję je znaleźć. Dlaczego uważasz, że to będzie trudne?

– Bardzo skomplikowany jest rozum dzisiejszych ludzi przez programy technokratycznego świata. Stają się podobni do biorobotów.

– Jakich biorobotów?

– Świat techniczny jest tak uporządkowany, że człowiek wynajduje różne mechanizmy, społeczne postulaty jakoby dla ułatwienia swojego życia, ale w rzeczywistości ułatwienie to jest iluzoryczne. Człowiek sam staje się robotem technologicznego świata. Stale brakuje mu czasu na zastanowienie się nad sednem bytu, wysłuchanie kogoś i nawet nie myśli nad własnym losem. Postępuje jak zaprogramowany robot. Na przykład ty teraz widzisz wszystko na własne oczy, słyszysz swoimi uszami, lecz uwierzyć jest ci trudno.

– Anastazjo, co do mnie, to ja jestem w całkiem innej sytuacji. Nie mogę siebie nazwać praktykującym chrześcijaninem. Nie jestem aż tak wierzący. Wierzę, ogólnie, oczywiście, ale domyślam się, że nie tak jak inni. U nas teraz jest wielu prawdziwie wierzących ludzi. Większość czyta Biblię. Oni od razu podchwycą temat Cedru, gdy zauważą, ile Biblia mówi o tym drzewie, sprawdzą i z życzliwością się odniosą do twego kawałka Cedru.

– Wyznania, Władimirze, są różne. Często człowiek trzyma w rękach Koran, Biblię lub księgę mądrości Początków, zarzeka się, że wierzy, nawet innych usiłuje nauczać, ale tak naprawdę on jakby targuje się z Bogiem: “Widzisz, wierzę w ciebie. Zanotuj to w razie czego”.

– To jaka jest w takim razie prawdziwa wiara? W czym powinna się przejawiać?

– W sposobie życia, odbiorze świata, zrozumieniu swojego sedna i przeznaczenia, w odpowiednich czynnościach i odnoszeniu się do otoczenia, i również w pomysłach.

– To znaczy, że tak po prostu wierzyć w Boga nie wystarczy?

– Tak, wierzyć tak po prostu nie wystarczy. Wyobraź sobie armię. Wszyscy żołnierze, co do jednego, wierzą swojemu dowódcy, lecz walczyć nie idą. Tak mocno w niego wierzą, że sądzą, iż on sam zwycięży. No i żołnierze siedzą i obserwują, jak ich dowódca idzie sam na spotkanie z gromadą wrogów. Krzyczą do niego w uniesieniu: “Naprzód, naprzód! Wierzymy w ciebie, mocno w ciebie wierzymy!!!”.

– Ale co ty… Dałaś takie porównanie, przecież taki absurd nie istnieje.

– Właśnie takie absurdy istnieją w realnym życiu.

– W takim razie daj konkretny przykład z naszego realnego życia, a nie jakiś wymyślony.

– Dobrze, na południu Rosji, nad Morzem Czarnym, znajduje się miasto Gelendżyk. Jest to miejsce, gdzie turyści przyjeżdżają jak do kurortu. Jego przeznaczeniem jest, aby ludzie mogli tu odpocząć od codziennej krzątaniny, zastanowić się nad życiem, dotknąć świętych miejsc. W okolicach miasta i w samym mieście jest ich wiele. Znaczenie tych miejsc jest znacznie cenniejsze niż świętych miejsc w Jerozolimie i Piramid Egiptu. To miasto mogłoby być jednym z najbogatszych miast świata, bogatszym od Jerozolimy i Rzymu, lecz ono coraz bardziej upada. Jego domy i hotele opustoszały i ulegają coraz większej ruinie. Egoistyczny umysł miejscowych władz, które poza pieniędzmi nie widzą nic więcej, nie pozwala im dostrzec wartości świętych miejsc, zdolnych zrobić z miasta Gelendżyk kwitnący zakątek świata. Opowiadając o swoim mieście, mówią tylko o morzu, o sztucznych metodach leczenia, o tym, że w pokojach hotelowych są lodówki i nowoczesne meble, a o świętych miejscach nawet nie wspominają. Oni sami o nich niewiele wiedzą, a nawet nie chcą wiedzieć. Priorytetem jest dla nich coś innego.

W tym miejscu jest wielu ludzi uważających siebie za mędrców, za oddanych Bogu, jest bardzo dużo różnych wyznań. Niektórzy z nich aktywnie nauczają innych. Lecz czego nauczają? Przez swój stosunek do otoczenia łamali i łamią nawet te przykazania, które są również zawarte w szanowanych przez nich Świętych Księgach. Na przykład w Biblii jest przykazanie: “Kochaj bliźniego swego…”, ale aby kochać, należy najpierw dobrze znać swojego bliźniego. Nie można kochać tego, kogo nie znasz. A jednak oni, uważając siebie za wierzących, nie wiedzą nic o swoich bliźnich i rodakach, którzy żyli na świętej ziemi i zostawili im w spadku skarb niewyczerpany – Święte Relikty Przeszłości. Przenieśli przez tysiąclecia porywy mądrości i światło własnych dusz. Wielu określa siebie jako wierzących, ale nie dostrzega wokół siebie Świętych Miejsc, pozostawionych przez rodziców dla ich dobra.

– Co to za wybitne świętości w tym mieście?

– Wiesz, Władimirze, obok tego miasta rośnie taki sam libański Cedr, jaki często pojawia się w tekście Biblii. To żywe, pochodzące prosto od Boga stworzenie, o którym tak wiele mówiono jeszcze przed pojawieniem się Jezusa Chrystusa na Ziemi, znajduje się obok miasta. Zaledwie stuletni Cedr jest jeszcze młodzieńcem, ale już pięknym i bardzo mocnym. Wyrósł tam tylko dlatego, że był posadzony przez prawego i godnego człowieka. Był to pisarz Korolenko. Dopóki darzono go szacunkiem, wokół Cedru stał płot; dzisiaj i dom pisarza jest zrujnowany, i na drzewo też nikt już nie zwraca uwagi.

– Wierzący też?

– Wielu ludzi tego miasta uważających siebie za wierzących nie zwraca uwagi ani na Cedr, ani na inne wielkie święte miejsca swoich przodków, a nawet je dewastuje – w rezultacie miasto upada.

– To znaczy, że Bóg się mści? Karze ich?

– Nie, Bóg jest dobry, On nigdy się nie mści. Jednak co On może zrobić, jeżeli Jego stworzenia nie są zauważane i doceniane?

– Niewiarygodne! Czy naprawdę istnieje takie drzewo? Należy to sprawdzić!

– Istnieje. Istnieje Ono i wiele innych świętych reliktów w okolicach tego miasta. Jednak i do nich odnoszą się z punktu widzenia technicznego światopoglądu, tak jak na przykład do piramid Mądrych Faraonów.

– Co? Skąd ty wiesz o istnieniu egipskich piramid?

– Dzięki pokoleniom moich przodków tkwi we mnie zdolność do obcowania z wymiarem zamieszkiwanym przez myśli i mądrość. Obcując z nim, można dowiedzieć się o wszystkim, o czym pomyślisz i co cię zainteresowało.

– Poczekaj, poczekaj, teraz chcę cię sprawdzić. Odpowiedz, czy ty naprawdę znasz tajemnicę egipskich piramid?

– Tak, znam. Tak samo, jak wiem o tym, że badacze piramid cały czas szli w nieodpowiednim kierunku, kierując się materialnymi zdobyczami. Interesowało ich głównie to, jak były wybudowane, jaki był ich wymiar, współzależność ścian oraz co było ukryte wewnątrz i jakie rzeczy tam się znajdują. Ludzi żyjących w czasach powstania piramid odbierali jako istoty przesądne. Same piramidy uważali tylko jako sposób na przechowywanie skarbu i rzeczy faraona, jego ciała i sławy. Dlatego oddalali się badacze od dobrze przemyślanego najważniejszego sensu założonego w budowie piramid.

– Nie rozumiem cię, Anastazjo. Od jakiego sensu się oddalali?

Anastazja milczała przez chwilę, jakby wpatrując się w bezkres, i następnie rozpoczęła swoją zadziwiającą

opowieść:

– Wyobraź sobie, w głębokiej starożytności ludzie żyjący na Ziemi posiadali zdolności pozwalające im być bezwzględnie mądrzejszymi od dzisiejszego człowieka. Ludzie Praźródeł mieli możliwość swobodnego korzystania z całej informacyjnej bazy danych wypełniającej Wszechświat. Ta informacja Wszechświata stworzona została przez Wielki Intelekt – przez Boga. Cały czas pogłębiana przez Niego i przez samych ludzi, przez ich myśli – jest na tyle obszerna, że jest zdolna udzielić odpowiedzi na każde pytanie. Nie jest jednak natrętna. Na pytanie, które człowiek zadawał, odpowiedź rodziła się w podświadomości w jednym mgnieniu.

– A co im to dało?

– Tym ludziom nie był potrzebny statek kosmiczny, ponieważ gdyby tylko chcieli, mogli zobaczyć i bez niego, co dzieje się na innych planetach. Tym ludziom nie był potrzebny telewizor, telefon, który przewodami oplata Ziemię, jak również umiejętność pisania, bowiem informacje, które dzisiaj czerpie się z książek, oni po prostu mogli w jednym mgnieniu otrzymać, wykorzystując inne możliwości. Tym ludziom nie był potrzebny przemysł farmaceutyczny, mogli w razie potrzeby otrzymać niezbędne najlepsze lekarstwa jednym lekkim ruchem ręki, ponieważ znajdują się one w przyrodzie. Tym ludziom nie były potrzebne dzisiejsze środki komunikacji, maszyny, samochody i przedsiębiorstwa do produkcji żywności, ponieważ i bez tego wszystkiego mieli pod dostatkiem. Oni rozumieli, że zmiana warunków klimatycznych w jednym rejonie Ziemi jest sygnałem do przeniesienia się na inny, aby ten mógł odpocząć. Rozumieli zarówno Kosmos, jak i swoją planetę. Oni byli myślicielami i rozumieli swoje przeznaczenie… Udoskonalali planetę Ziemię i nie było im równych w całym Wszechświecie. I tylko sam Wielki Intelekt Wszechświata – Bóg przewyższał ich mądrością. Około dziesięciu tysięcy lat temu pośród cywilizacji ludzkiej zamieszkałej na terenie dzisiejszej Europy, Azji, północnej części Afryki i Kaukazu zaczęły pojawiać się indywidua, u których kontakt z Intelektem Wszechświata został częściowo lub całkowicie zakłócony. Właśnie od tego momentu zapoczątkowany został ruch człowieczeństwa ku katastrofie planetarnej, nieważne jakiej konkretnie: czy ekologicznej, jądrowej, bakteriologicznej, czy jakiejkolwiek, które prognozują naukowcy, o których mówią starożytne religie, opisując je poprzez mity.

– Poczekaj, Anastazjo, już w ogóle nic nie rozumiem. W jaki sposób można połączyć pojawienie się tych “inwalidów” z katastrofą planetarną?

– Trafnie znalazłeś dla nich nowoczesne określenie “inwalidzi”. Oczywiście byli oni inwalidami, nie pełnowartościowymi ludźmi, a czego potrzebuje człowiek nie posiadający wzroku?

– Żeby ktoś go poprowadził.

– A nie posiadający słuchu?

– Aparatu słuchowego.

– A nie mający rąk albo nóg?

– Protezy.

– Jednak oni nie posiadali czegoś ważniejszego: nie mieli kontaktu z Wielkim Intelektem Wszechświata, zgubili umiejętność nawiązywania łączności. Stąd wynika utrata wiedzy, za pomocą której można udoskonalać Ziemię, kierować nią. Wyobraź sobie ekipę supernowoczesnego statku kosmicznego, gubiącą nagle w dziewięćdziesięciu procentach swój rozum. Niczego nie pojmując, zaczynają ściągać osłonę statku i rozpalać w kabinie ognisko, odrywać od pulpitu przyrządy sterownicze i robić z nich dla siebie zabawki i biżuterię.

Właśnie z taką zwariowaną załogą, jak najbardziej, można porównać tych ludzi. I właśnie ci, jak ich określasz, “niepełnowartościowi inwalidzi” najpierw wynaleźli kamienną siekierę, włócznię. Następnie… ich myśl, rozwijając się, doszła do wynalezienia głowicy jądrowej. Po dziś dzień ich myśl z niezmordowanym uporem nadal niszczy unikalne i doskonałe stworzenia, zastępując je swoimi prymitywnymi wynalazkami. To ich pokolenia zaczęły tworzyć wciąż więcej i więcej, dręcząc przy tym supernowoczesny przyrodniczy mechanizm Ziemi, tworząc wszelkie możliwe sztuczne społeczne urządzenia. W skutek tego ludzie zaczęli ze sobą walczyć, tracąc do końca daną im na początku mądrość. Te mechanizmy i maszyny nie tylko nie mogły siebie reprodukować, ale również same się nie regenerowały, gdy uległy uszkodzeniu, jak na przykład drzewo. Wówczas technokraci zaczęli mieć większe zapotrzebowanie na ludzi do obsługi mechanizmów, a tak naprawdę do przekształcenia ich w roboty. W związku z tym, że bioroboty pozbawione są indywidualnej zdolności do poznania Prawdy, bardzo łatwo jest nimi kierować. Na przykład za pomocą sztucznych nowoczesnych mediów można zakodować w nich program: “Powinniście budować komunizm”, stworzyć dla nich symbole, plakietki, flagi określonego koloru, a następnie za pośrednictwem tych samych mediów zakodować u części ludzi inny program:

“Komunizm jest zły”, podać inne symbole, kolory flag. I wtedy te dwie grupy z różnymi programami będą się nienawidzić nawzajem aż do fizycznego zniszczenia. Rozpoczęło się to już dziesięć tysięcy lat temu, kiedy ludzi pozbawionych kontaktu z Intelektem pojawiało się coraz więcej. Faktycznie można ich określić wariatami, ponieważ żadna z żyjących istot nie marnotrawi Ziemi tak jak oni.

W tych dawnych czasach pozostało niewielu z tych, którzy mogli swobodnie korzystać z mądrości Wszechświata. Mieli oni nadzieję, że kiedy społeczeństwo dojdzie do kresu, gdy zanieczyszczonym powietrzem będzie trudno oddychać, skażoną wodę niebezpiecznie pić, i gdy jednocześnie stworzony przez ludzi techniczny system zabezpieczenia, bardzo skomplikowany i spiętrzony, będzie coraz częściej się psuć – wtedy człowiek wreszcie zacznie myśleć…

Stojąc na skraju przepaści, zastanowią się ludzie nad sednem bytu, sensem swojego życia i przeznaczenia. Wielu z nich zapragnie wówczas osiągnąć Prawdę Praźródeł, a to jest możliwe tylko przy niezbędnym spełnieniu warunku powrotu zdolności Prazródeł. Dziesięć tysięcy lat temu już niewielu ludzi posiadało te zdolności. Zazwyczaj byli to stojący na czele rodu wodzowie plemion. Oni – a właściwie na ich polecenie – zaczęli budować specjalne zabudowania z ciężkich kamiennych płyt. Wewnątrz powstawała komora, czyli pomieszczenie półtora na dwa metry, o wysokości około dwóch metrów. Zdarzały się również większe i mniejsze. Kamienne płyty ustawiało się wewnątrz pod niewielkim kątem. Zdarzało się, że takie komory wydłubywano w monolitowym kamieniu, czasami je chowano pod ziemią, usypując kopiec. W jednej z bocznych płyt komory robiło się otwór w kształcie stożka o średnicy około trzydziestu centymetrów. Ten otwór zatykało się idealnie dopasowanym kamiennym czopkiem. Do tych kamiennych grobowców wchodzili przed śmiercią ludzie nie pozbawieni zdolności korzystania z mądrości Wszechświata. Tam, medytując, umierali. Pozostali przy życiu, a także urodzeni później mogli przez tysiąclecia podchodzić do nich i otrzymać odpowiedź na każde pytanie interesujące człowieka. W tym celu należało usiąść obok komory i pomyśleć. Czasami odpowiedź przychodził a od razu, czasami trzeba było na nią czekać, ale przychodziła obowiązkowo, bo te zabudowania z pozostałymi w nich na wieki ludźmi służyły jako odbiornik informacji. Przez nie łatwiej było się łączyć z Intelektem Wszechświata. Kamienne zabudowania przypominają swoim znaczeniem piramidy egipskie. Te ostatnie są jednak o wiele słabszymi odbiornikami, chociaż ich rozmiary są znacznie większe, lecz sedno i przeznaczenie mają jednakowe. Pogrzebani w piramidach egipskich faraoni byli też myślicielami, w nich również częściowo była zachowana zdolność Praźródeł. Jednak aby otrzymać z pomocą piramid odpowiedź na to czy inne pytanie, pozostali przy życiu powinni byli przychodzić do piramidy nie pojedynczo, a od razu większą grupą. Należało stać wzdłuż każdej z czterech ścian, wzrok i umysł kierując w górę, jakby ślizgając się po uchylonej ścianie do samego jej wierzchołka. Tam, na wierzchołku, wzrok i myśl ludzka łączą się w jednym punkcie, tworząc tym samym kanał kontaktu z Wielkim Rozumem Wszechświata. Dzisiaj także można w taki sam sposób otrzymać to, czego się pragnie. W miejscu połączenia wzroku i myśli tworzy się energia podobna do radiacji.

Gdyby w tym miejscu na wierzchołku piramidy ustawić odpowiednie urządzenie, wskazałoby ono istnienie tej energii. Niezwykłe uczucia ogarną również ludzi stojących na dole. Och, gdyby nie grzeszna pycha współczesnych ludzi, panujące przeświadczenie, że cywilizacje przeszłości były prymitywne i głupie… wtedy współcześni mogliby odgadnąć prawdziwe przeznaczenie piramid.

Archeologowie i naukowcy większe znaczenie przypisywali metodzie ich budowania, ale i tak do tej pory nie udało im się tego rozstrzygnąć. A przecież to takie proste: do budowy wykorzystywano jednocześnie wraz z siłą fizyczną i rozmaitymi urządzeniami energię myśli zmniejszającą grawitację. Całe zespoły ludzi posiadających takie zdolności pomagały budowniczym piramid. Dzisiaj też istnieją osoby, zdolne do przemieszczania małych przedmiotów za pomocą siły swojej myśli i koncentracji. Jednak niezmiernie bardziej wartościowe pod względem efektywności kontaktu z Rozumem Wszechświata są małe kamienne komory poprzedzające piramidy.

– Dlaczego, Anastazjo? Z powodu swojej konstrukcji, formy?

– Dlatego, Władimirze, że do nich ludzie wchodzili umierać jeszcze za życia. Więc niezwykła była ich śmierć. Oni oddawali się wiecznej medytacji.

– Jak to, żywi ludzie? Dlaczego? Po co?

– Po to, żeby stworzyć potomnym możliwość powrotu siły Praźródeł. Starszy człowiek, zazwyczaj jeden z najmądrzej szych przywódców rodu, czując swój bliski koniec, prosił swoich krewnych i bliskich o umieszczenie go w tej kamiennej komorze. Jeżeli uważano go za godnego, spełniano jego prośbę. Odsuwano ciężką, masywną górną płytę, mędrzec wchodził do środka, a płyta wracała na swoje miejsce. Człowiek zostawał całkowicie odizolowany od zewnętrznego materialnego świata. Jego oczy nic nie widziały i nic nie słyszały jego uszy. Taka zupełna izolacja – gdy nie można nawet dopuścić myśli o powrocie, nie będąc jeszcze na tamtym świecie, gdy są wyłączone zmysły wzroku i słuchu – otwierała możliwość całościowego kontaktu z Rozumem Kosmosu, zrozumienia mnóstwa zjawisk, jak również postępowania ludzi na Ziemi, a najważniejsze – możliwość przekazania przeszłości, tego wszystkiego, co zrozumiałe, pozostałym przy życiu i ich następnym pokoleniom. Dzisiaj podobny stan określacie jako medytację. Tylko że ona jest dziecięcym psikusem w porównaniu z medytacją prowadzącą do wieczności.

Później ludzie przychodzili do tej kamiennej komory, wyciągali czopek ze stożka i rozmyślali, radzili z unoszącymi się w komorze myślami. Duch Mądrości był tam zawsze i na zawsze tam pozostanie.

– Anastazjo, ale jak, za pomocą czego możesz udowodnić dzisiejszym ludziom istnienie takich zabudowań i to, że ludzie odchodzili do nich na wieczną medytację?

– Mogę to udowodnić, inaczej nie mówiłabym o tym.

– Jak to zrobisz?

– Bardzo łatwo, przecież te kamienne komory… jeszcze istnieją do dzisiaj. Nazywacie je dolmenami. Można je zobaczyć, dotknąć ich, a tym samym sprawdzić moje opowieści.

– Co? Gdzie? Czy możesz wskazać to miejsce?

– Tak. Na przykład w Rosji, w górach Kaukazu, niedaleko miast, które teraz nazywacie Soczi, Gelendżyk, Noworosyjsk, Tuapse…

– Sprawdzę to na pewno, Specjalnie tam pojadę. W głowie się nie mieści – to, o czym mówisz, jest niemożliwe! Na pewno to sprawdzę!

– Oczywiście, sprawdź. Mieszkańcy tych terenów wiedzą o dolmenach, tylko nie przypisują im odpowiedniego znaczenia. Większość dolmenów jest już rozkradziona, ludzie nie rozumieją ich prawdziwego przeznaczenia, nie wiedzą, że dzięki nim istnieje możliwość kontaktu z mądrością Wszechświata. Ci, którzy za życia odeszli w wieczną medytację, nigdy już się nie przemienią w nic materialnego. Złożyli w ofierze życie wieczne w imię potomków swoich, lecz ich wiedza i możliwości okazały się daremne, bo nikt z nich nie skorzystał. I z tego wypływa ich wielki żal i zmartwienie.

Dowodem na to, że ludzie za życia schodzili, by tam umrzeć, jest ułożenie kości szkieletu odkrytych w dolmenach. Niektórzy umierali, leżąc, niektórzy siedząc w kąciku, albo w pozycji półsiedzącej, opierając się o kamienną płytę. Współcześni badacze potwierdzili ten fakt. Opisane to również zostało przez waszych naukowców, jednak znów nikt nie przywiązał do tego wagi. Nie prowadzi się poważnych badań dolmenów. Tamtejsi mieszkańcy demontują dolmeny, a kamienne płyty wykorzystują w budownictwie.

Anastazja zatroskana opuściła głowę i umilkła, a ja obiecałem jej:

– Ja im wszystko wytłumaczę. Wytłumaczę im. Już nie będą ich grabić i niszczyć, nie będą z nich szydzić. Oni po prostu o tym nie wiedzieli.. .

– Myślisz, że będziesz w stanie im wytłumaczyć?

– Spróbuję. Pojadę tam i spróbuję wytłumaczyć. Jeszcze nie wiem, jak to zrobię, ale znajdę dolmeny, oddam im pokłon i postaram się wytłumaczyć wszystko ludziom.

– Byłoby dobrze. Jeżeli pojedziesz w to miejsce, pokłoń się, proszę, również dolmenowi, w którym umarła moja pramamusia.

– Nie do wiary! Skąd ty możesz wiedzieć, że twój praprzodek żył w tym miejscu i jak umarł?

– Jakże można, Władimirze, nie wiedzieć – odparła Anastazja jak żyli i co robili twoi przodkowie, czego pragnęli, do czego dążyli? A co dotyczy mojej dalekiej mamusi, to ona jest szczególnie godna pamięci. Wszystkie moje mamusie otrzymały mądrość, ona również i mi dzisiaj pomaga. Moja pramamusia była taką kobietą, która doskonale wiedziała, jak podczas karmienia niemowlęcia obdarzyć je zdolnością korzystania z Rozumu Wszechświata. Już w tych czasach, kiedy ona żyła, ludzie przestali doceniać znaczenie tej wiedzy tak samo, jak współcześni. Podczas karmienia dziecka piersią nie można myśleć o niczym innym, nie wolno odbiegać myślą od tej czynności. Należy myśleć tylko o swoim maleństwie przyssanym do piersi. Ona wiedziała, jak i o czym należy myśleć, dlatego więc chciała przekazać swoją wiedzę wszystkim ludziom. Moja pramama nie była jeszcze taka stara, ale poprosiła wodza swojego plemienia, aby zgodził się na umieszczenie jej w dolmenie.

Zrobiła to dlatego, że wódz był już dość starym człowiekiem, a jego następca nigdy by się na to nie zgodził. Kobietom bowiem bardzo rzadko pozwalano odejść do dolmenów. Stary wódz szanował moją pramamusię, cenił jej wiedzę i z tej racji wydał zgodę, jednak nie mógł zmusić mężczyzn, aby odsłonili ciężką kamienną płytę dolmenu, a następnie zasunęli ją za pramamusią. Wówczas same kobiety poradziły sobie z tą pracą.

To przykre, ale do dolmenu mojej pramamusi od dawna nikt nie przychodzi. Nikogo nie interesuje jej wiedza, a ona tak pragnęła przekazać ją wszystkim. Chciała, aby dzieci były szczęśliwe i sprawiały radość swoim rodzicom.

– Anastazjo, jeśli chcesz, to ja pójdę do dolmenu twojej pramamy i zapytam ją, jak należy karmić piersią niemowlęta, o czym i w jaki sposób należy przy tym myśleć. Tylko powiedz, gdzie on się znajduje.

– Dobrze, powiem. Tylko ty nie będziesz w stanie jej zrozumieć, nie jesteś przecież karmiącą matką. Nie znane są ci uczucia karmiącej matki. Mogą ją zrozumieć jedynie kobiety karmiące piersią. Wystarczy, że podejdziesz do dolmenu, dotkniesz go, pomyślisz dobrze o mojej pramamie i już tym sprawisz jej wielką przyjemność…

Milczeliśmy przez jakiś czas. Zaskoczony precyzyjnie wskazanym miejscem położenia dolmenów, nie chciałem zdradzić swoich wątpliwości dotyczących ich istnienia. Poprosiłem jednak Anastazję, aby udowodniła mi możliwość kontaktu z niewidoczną i niezrozumiałą dla mnie mądrością Wszechświata. Na co ona odparła:

– Jeśli wątpisz we wszystko, co ci opowiadam, to również moje udowodnienie będzie dla ciebie niezrozumiałe i nieprzekonujące. Do tego jeszcze stracę na to dużo czasu.

– Nie obrażaj się, Anastazjo, ale twoje niezwykłe pustelnicze życie…

– Jakie pustelnicze, jeśli mam możliwość kontaktu nie tylko ze wszystkim, co istnieje na Ziemi, ale również ze znacznie większym. Na Ziemi jest tak wiele ludzi podobnych do siebie, żyjących obok siebie, ale jednak całkowicie samotnych, zamkniętych w sobie pustelników. Nie jest strasznie, kiedy człowiek jest sam; znacznie gorzej, kiedy jest samotny wśród ludzi.

– Jednak gdyby którykolwiek z naszych światłych naukowców potwierdził istnienie wymiaru, w którym znajdują się myśli stworzone przez ludzkie cywilizacje, to bez wątpienia ludzie prędzej uwierzyliby jemu niż tobie, bo tak już jest zbudowany współczesny człowiek, że oficjalna nauka jest dla niego autorytetem.

– Są tacy ludzie, Władimirze, widziałam ich myśli, nie mogę jednak wymienić ich nazwisk. Moim zdaniem są to wielcy, zgodnie z waszą miarą, naukowcy. Oni mają możliwość dużo rozmyślać. Sam poszukaj dowodu, kiedy wrócisz, i porównaj z przytoczonym przeze mne.

* * *

Przyjechałem na Kaukaz. W górach niedaleko Gelendżyka znalazłem dolmeny i zrobiłem im zdjęcia. Odszukałem dolmen, w którym spoczywała pramama Anastazji, ukłoniłem się przed nim i ułożyłem kwiaty na porośniętym mchem kamiennym portalu. Patrzyłem na dolmeny – widzialne i odczuwalne potwierdzenie słów Anastazji. Do tej pory przeczytałem w Biblii, w drugiej Księdze Kronik, o królu Salomonie i jego stosunku do Cedru. Będąc człowiekiem niezbyt związanym z nauką, nie zamierzałem przewertować mnóstwa prac naukowych w poszukiwaniu potwierdzenia słów Anastazji. Jednak nieprawdopodobnym sposobem ta młoda pustelnica z głuchej syberyjskiej tajgi jakby potwierdzała na odległość, już w nowoczesnym języku nauki, swoją wiedzę.

Ludzie sami przynosili lub sami przysyłali prace naukowe traktujące o istnieniu Nadprzyrodzonego Rozumu. W rezultacie 26 listopada 1996 roku o godzinie 10.30 miało miejsce zdarzenie, które na pierwszy rzut oka nie pretendowało do miana sensacji lub niezwykłości, jednakże… Jestem pewny, że to było wydarzenie na skalę planetarną. Ku dolmenom szła grupka kobiet, pracownic sanatorium. W odróżnieniu od turystów, którzy odwiedzali to miejsce, aby nacieszyć się pięknem otaczającej przyrody i na próżno patrzyli na osamotniony w górach dolmen, kobiety, po raz pierwszy w ostatnim tysiącleciu, szły do dolmenu, aby uczcić pamięć swojego dalekiego przodka. Uczcić pamięć człowieka żyjącego ponad dziesięć tysięcy lat temu. Mądrego przywódcę swego rodu. Z własnej woli został żywcem zamurowany w kamiennym grobowcu; żywcem, aby i za tysiąc lat przekazywać potomkom mądrość Wszechświata.

Trudno powiedzieć, przez ile tysięcy lat jego starania, by przekazać tę wiedzę, były niewykorzystane. Ślady wandalizmu i niegodziwości naszego wieku zostały przypieczętowane na starożytnych płytach w postaci nowoczesnego graffiti oraz rozwalonego otworu w portalu dolmenu. Jak przypuszczam, ludzie przychodzący do dolmenów przez ostatnie stulecia nawet nie pomyśleli o nim, o człowieku tu spoczywającym, o jego mądrości, chęci i dążeniach, a to, żeby poświęcić się dla żyjących, nie przyszło im wcale do głowy.

Niestety, świadczą o tym również przedrewolucyjne, jak i współczesne monografie. Naukowców oraz archeologów interesował bardziej wymiar samego grobowca niż jego znaczenie. Dziwili się i starali zrozumieć, w jaki sposób zostały obrobione oraz wniesione wielotonowe płyty.

Patrzyłem na stojące przy dolmenie kobiety, na złożone przez nie na portalu kwiaty i myślałem: “Po jakim czasie, po ilu latach, stu czy nawet tysiącu, otrzymałeś pierwsze kwiaty, nasz mądry przodku? Jakie uczucia towarzyszą teraz twojej duszy? Co może się dziać w tym momencie w astralnym świecie? Czy odebraliście te kwiaty, nasi dawni i jednocześnie tacy bliscy prarodzice, jako pierwszą oznakę powodzenia waszych starań?

Również współcześnie żyją ludzie, wasi potomkowie, którzy także dążą do bardziej świadomej egzystencji. To tylko pierwsze kwiaty. Przypuszczam, że będzie ich o wiele więcej. Jednak te pierwsze są wyczekane najbardziej.

A wy pomożecie żyjącym dzisiaj w osiągnięciu mądrości Wszechświata i uświadomieniu istnienia. Wy, nasi dalecy prarodzice”.

W grupie kobiet zmierzającej do dolmenu znajdował się lekarz z sanepidu. Został zaproszony, aby zbadać poziom radiacji w okolicach grobowca, ponieważ w czasie jednej z wcześniejszych wycieczek turysta posiadał licznik Geigera, którzy wykazał wysoki poziom radiacji. Lekarz rozpoczął badanie poziomu radiacji zanim jeszcze wycieczka podeszła do dolmenu, kontynuując pomiar w miarę przybliżania się do niego i w jego wnętrzu.

Kobiety słuchały przewodnika, a mnie ogarniał coraz to większy lęk, że za moment lekarz ogłosi wynik pomiaru i to nie będzie już zwykła uwaga turysty, lecz oficjalne stwierdzenie zawodowca, a ludzie przestaną w ogóle odwiedzać dolmeny, wiedząc o wysokim poziomie promieniowania wokół nich.

Anastazja uprzedzała mnie, że dolmeny posiadają energię podobną do energii radioaktywnej, która może czasami się przejawiać. Ona błogo wpływa na człowieka i można nią kierować. Ale jakie mają znaczenie dla nas, współczesnych ludzi, słowa niezwyczajnej kobiety w porównaniu ze stwierdzeniem dzisiejszej nauki, faktem potwierdzonym nowoczesnym urządzeniem i jeszcze do tego dotyczącym promieni radiacji, których tak obawia się człowiek?

“O Boże – pomyślałem – biedna Anastazja. Ona tak chciała, żeby ludzie inaczej, bardziej troskliwie, delikatnie odnieśli się do tych starożytnych, zdumiewających i niezwykłym schronień naszych przodków. A za moment zostanie oficjalnie postawiona diagnoza o wysokim poziomie promieniowania, tak że w najlepszym wypadku nikt do nich nie będzie podchodził, nawet nie będą wykorzystywane w budownictwie, a w najgorszym zostaną w ogóle zniszczone.

Jeśli jednak naprawdę istniej e Rozum Wszechświata, jeżeli naprawdę Anastazja potrafi tak łatwo z niego korzystać, to niech Oni razem natychmiast coś wymyślą!”.

Lekarz podszedł do stojących przy dolmenach kobiet i przeczytał wyniki pomiaru. Były niewiarygodne! Zdumienie, a następnie radość ogarnęły mnie, ponieważ zgodnie z wynikiem pomiaru poziom radiacyjny ziemi i powietrza w miarę przybliżania się do dolmenu… zmniejszał się. To było niewiarygodne jeszcze dlatego, że grupa turystek przechodziła przez miejsce ze zwiększonym poziomem promieniowania. Ich odzież, obuwie oraz one same powinny przynieść tu ze sobą radiację. Jednak bez względu na to urządzenie wskazywało na zmniejszenie promieniowania radioaktywnego. Jakby ktoś niewidoczny mówił do nas w taki sposób: “Nie bójcie się, ludzie. Jesteśmy waszymi dalekimi rodzicami. Chcemy dla was tylko dobra. Weźcie naszą wiedzę, dzieci”. Nagle mnie olśniło – to Anastazja!

Właśnie dzięki niej miało miejsce to zdarzenie. Właśnie ona, znajdując się tysiące kilometrów od dolmenu, nakreśliła niewidzialną linię przez tysiąclecia, łącząc żyjących dzisiaj z cywilizacją starożytną. Umożliwiła skok w ludzkiej świadomości w dążeniu ku dobru. Niech to się wydarzy na razie tylko paru osobom, ale to tylko na początek. Ale ten początek istnieje, jest realny, ponieważ znajdują się przede mną realny dolmen, realne kobiety i przyniesione przez nie kwiaty.

W literaturze naukowej jest napisane, że dolmeny można spotkać niedaleko Soczi, Noworosyjska, w Anglii, Turcji, Afryce Południowej i Indiach. To potwierdza istnienie starożytnej cywilizacji o wspólnej dla wszystkich kulturze, możliwości ich obcowania ze sobą bez względu na dużą odległość. Bez wątpienia, w miarę rozpowszechniania informacji Anastazji również i do innych dolmenów, jeżeli one jeszcze nie zostały zniszczone, ludzie będą inaczej podchodzić. To jednak nie wszystko. Pracownicy muzeum w Gelendżyku, którzy zajmowali się żywotami świętych, potwierdzili istnienie w okolicach Gelendżyka świętych miejsc, o których opowiadał a Anastazja. Unikalnych świętych miejsc Rosji, o których nawet nie wspomina żaden przewodnik turystyczny.

Są to Libański Cedr, Góra Św. Niny, uzdrawiające źródło Święta Rączka. Te osoby, które zostały uzdrowione w źródle, do gałązek drzewa przywiązują wstążki, apaszki i inne rzeczy świadczące o ich uzdrowieniu. Patrzyłem na to wszystko i zastanawiałem się: “Ile jest jeszcze zapomnianych świątyń w innych twoich miejscach, Rosjo, i kto je odkryje?”.

Zrobiłem wszystko, co mogłem, może to niewiele, ale pojawiła się iskierka nadziei, że Anastazja pokaże mi syna. Nakupiłem dziecięcych ubranek, zabawek i słoików ze specjalnym pokarmem dla dzieci i pojechałem daleko w syberyjski tajgowy kraj, żeby znów zobaczyć Anastazję . . I swojego syna.

ObrazekObrazekObrazek

Dolmen w Borkowie jest najprawdopodobniej najstarszym tego typu obiektem w Polsce (a być może także i budowlą). Jest to przykład grobowca komorowego.

„…do 1896 r. stał tutaj jeszcze jeden grobowiec podobnego typu ale rozebrali go poszukiwacze skarbów, „które – jak głosiły stare legendy – miały się znajdować wewnątrz. Po wydobyciu prehistorycznych kamiennych i krzemiennych narzędzi oraz kruchej ozdoby bursztynowej rozczarowani poszukiwacze skarbów zaniechali swojej działalności. Badania archeologiczne prowadzone w latach 30. XX w. potwierdziły, że dolmen w Borkowie musiał powstać około 3 tys. lat p.n.e. Komora grobowa składa się z 12 olbrzymich głazów narzutowych, przykrytych 4 głazami stanowiącymi strop. Do dziś nie wyjaśniono tajemnicy transportowania potężnych głazów i konstruowania z nich komór grobowych. Niewykluczone, że grobowiec zbudowano dla wyjątkowego zmarłego – wodza, dostojnika czy kapłana. Mogło to być także miejsce kultowe. Prochy zmarłych składano w dolmenie wielokrotnie, uprzątając poprzednie pochówki pod ściany komory.”

Wielkie kamienie w budownictwie sepulkralnym występowały i występują w różnych kulturach świata- nie wszędzie chodzi o megalityzm. Archeolog, Ignacy Skrzypek mówi, że: „Przez megalityzm należy rozumieć międzyplemienny i międzykulturowy styl architektoniczny, będący wyrazem kultu przodków, przejawiający się w określonych monumentalnych, prostych i surowych budowlach, głównie grobowych, ale także świątynnych i ceremonialnych, na które składają się charakterystyczne struktury kamienne i kamienno – ziemne, najczęściej kurhany z grobami komorowymi różnych typów. Te formy to groby korytarzowe i tolosy, grobowce galeriowe, menhiry, dolmeny (Borkowo) i formy doń zbliżone. Ich zasięg na świecie jest olbrzymi. W Europie rozpowszechniły się w okresie neolitu (V – III tysiąclecie p.n.e.), natomiast na Niż Polski idee megalityczne dotarły w III tysiącleciu p.n.e., manifestując się głównie w postaci potężnych, najczęściej trapezowatych, kurhanów kamienno- ziemnych z obstawami z wielkich głazów narzutowych. Są to tzw. grobowce bezkomorowe. Długość ich na Pomorzu waha się od 15 do 70 m, na Kujawach do przeszło 100 m, szerokość u podstawy wynosi 8 – 10 m. w części zaś „ogona” 1 m, a wysokość pierwotna wynosiła od 1 do 4 m. Otaczająca je obstawa zbudowana była z głazów, których ciężar w partii szczytowej sięgał 7-10 ton, zmniejszały się one w miarę zwężania grobowca. Szpary w ścianach obstawy szczelnie wypełniano mniejszymi kamieniami (metodą tzw. suchego muru). Tylko w ścianie szczytowej pozostawiano przerwę -jedyne symboliczne wejście do wnętrza. Wewnątrz obstawy budowano liczne konstrukcje kamienne, m.in. poprzeczne ścianki dzielące obiekt na kilka części. Dno tworzyła warstwa drobnych otoczaków.”

Wyświetl większą mapę

 

Advertisements

5 comments

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s