Majówka w Krakowie

O walorach tego miasta napisano już wiele. Kraków stanowi nierozerwalną część tożsamości Polaków z wspaniale zachowanymi zabytkami, folklorem, oraz stanowi jedno z centrów kultury i nauki. Co może stanowić zachętę by odwiedzić to miejsce? Niektórzy przecież byli tam już niejednokrotnie i nie mają ochoty zwiedzać po raz dziesiąty wyłożonych arrasami komnat na Wawelu. Kraków to przecież także wiele nieodkrytych miejsc, owianych tajemnicą, legendami, lub po prostu tych mniej znanych.

Do Krakowa warto pojechać pociągiem, tak aby nie martwić się o miejsce do parkowania – w centrum obowiązuje strefa płatnego parkowania, więc w efekcie podroży to wyjazd jeśli mamy zamiar nocować blisko centrum. Pociągi z Trójmiasta docierają do stolicy Małopolski w 5 godzin (Pendolino), więc jest to szybciej niż przeciętny czas podróży samochodem. Oszczędzamy na autostradzie, benzynie i późniejszych kosztach, a przede wszystkim można się zrelaksować w czasie podróży i zachować siły na późniejsze zwiedzanie. W samym Krakowie warto skorzystać z usług biur wynajmujących apartamenty – przeciętnie cena podobna do noclegu w hostelu na zachodzie Europy – ok 20 euro / dobę.

  • Dzień pierwszy „Żydowski Kazimierz i spotkanie z magiem”

Rano przywitała nas deszczowa pogoda. Dzień zaczęty od wycieczki na krakowski Kazimierz – dzielnicę, w której dominowała obecność Żydów, o czym świadczą zachowane synagogi, cmentarz żydowski i inne zabytki, a także od czasu do czasu szyldy sklepów ze znajomo brzmiącymi nazwiskami 🙂 Jest to pewien folklor tego miejsca, można poczuć klimat tej dzielnicy poprzez takie drobne detale, które pojawiają się w niektórych uliczkach. Warto odwiedzić ulicę Szeroką, a także okoliczne uliczki, w każdej jest coś ciekawego. Po obejściu całego Kazimierza w poszukiwaniu przyzwoitej kawiarni (w sumie nie znaleźliśmy), poszliśmy do kościoła ojców Paulinów, a następnie bulwarem nad Wisłą wróciliśmy na starówkę i rynek, gdzie w końcu znaleźliśmy dobrą kawiarnię z wyrobami z Wadowic.

Zastanawiając się co warto zwiedzić stwierdziliśmy, że można pójść na Wawel, ale raczej nie po to aby zwiedzać go dokładnie. Zakupiliśmy jedynie bilety do Smoczej Jamy, ale przedtem poszliśmy  na dziedziniec zamkowy (można wejść bez biletu). Instynktownie zacząłem szukać wejścia do podziemi, gdzie znajdują się ruiny nie istniejącego już kościoła św. Gereona. Niewiele osób wie o istnieniu takiego miejsca, a żadna informacja, która mogłaby wskazywać to miejsce nie istnieje, więc przeciętny turysta przejdzie sobie obok, nie zdając sobie sprawy z kilku rzeczy:

1. Historycznie, jest to kościół, który powstał najprawdopodobniej ok. XI wieku (budowla romańska) – trójnawowy, z transeptem. Najprawdopodobniej przed nim istniała inna budowla w jego miejscu (może inny kościół, przedromański). A przed nim… pewnie było to miejsce kultu pogańskiego… (przecież nie od dzisiaj wiadomo, że kościół przywłaszczał sobie miejsca kultu naszych pogańskich przodków).

2. Ezoterycznie, jest uważany za miejsce o silnym promieniowaniu energii subtelnych, oraz miejsce, w którym znajduje się tzw. czakram wawelski.

3. Dostęp do tego miejsca jest pilnowany przez władze, nie każdy ma do niego dostęp – świadczyć o tym może chociażby to, że nie ma prawie żadnych zdjęć pokazujących wnętrze tego kościoła, żadnej informacji na drzwiach, albo w przewodnikach.

Sam namęczyłem się, żeby znaleźć to miejsce, ale podpowiedź przyszła jak zwykle przypadkiem – miejsce to znane jest z silnego promieniowania energii, więc często stoją przy drzwiach ludzie, którzy „czerpią”. Tym razem także była taka osoba, okazało się, że jest to osoba, która zajmuje się ezoteryką, co pokazała nam wyjmując dłonie z założonymi srebrnymi pierścieniami z symbolami magicznymi takimi jak pentagram i inne. Chwila ciekawej rozmowy i zdecydowaliśmy się kontynuować zwiedzanie, bo nie było szans na zejście o odwiedzenie tego owianego tajemnicą miejsca…

Przyjrzeć się warto także renesansowemu gmachowi zamku królewskiego. Jego obecna forma jest efektem przebudowy zainicjowanej w XVI wieku przez Aleksandra Jagiellończyka. Na owy czas styl renesansowy był czymś zupełnie nowym, modnym – wszak styl ten już zadomowił się we Włoszech, skąd z opóźnieniem przyjechał do Polski.

Przykładem architektury renesansowej jest kaplica zygmuntowska będąca pierwszym w Polsce obiektem w pełni renesansowym o bogatym programie. Zaprojektowana została przez Bartolomeo Berecciego – florenckiego artystę. Niemiecki historyk sztuki August Ottmar Essenwein nazwał ją „perłą renesansu z tej strony Alp„. Konsekrowana została w 1533 roku. Jej dach stanowi miedziana kopuła lśniąca z daleka i ogniskująca wzrok osób znajdujących się przed zamkiem. W kaplicy znajdują się nagrobki Zygmunta I Starego, Zygmunta II Augusta, oraz Anny Jagiellonki.

Po obejrzeniu zamku poszliśmy do smoczej jamy – jaskini znajdującej się na Wzgórzu Wawelskim, związaną z legendą o smoku.

Jaskinia ta, jak i inne w obrębie wzgórza wawelskiego, znana była od dawna. Wspomina o nich już Jan Długosz, jednak pierwsza pisemna wzmianka o tej konkretnej jaskini pochodzi z I połowy XVI w. W 1565 król Zygmunt II August ze względów bezpieczeństwa polecił zamurować otwory, gdyż zamieszkiwali w nich włóczędzy, żebracy, biedota itp. Niedługo później jednak Smocza Jama znów była użytkowana, istniała tam ciesząca się szeroką sława karczma (opisał ją w wierszu Jan Andrzej Morsztyn), a nawet dom publiczny.

Pod koniec XVIII w. dolne wejście od strony Wisły zamurowano w związku z pracami fortyfikacyjnymi. Istniały dwa otwory w stropie, jeden z nich wykorzystał w 1829 Ambroży Grabowski w celu dostania się do jaskini; wnętrze jednak było zagruzowane, w miejscu, gdzie przebiegały nad Smoczą Jamą mury obronne, wymurowano podtrzymujące filary. Rok później otwory te zamurowano, jednak w 1842 Senat Wolnego Miasta Krakowa nakazał odgruzowanie jaskini i udostępnienie jej publiczności. Po zajęciu miasta przez Austriaków, dolny otwór ponownie zamurowano, wykuto również tunel stanowiący część systemu wodociągów, w 1918 wykorzystany do wybudowania kręconych schodów prowadzących do Smoczej Jamy; wtedy też zainstalowano oświetlenie elektryczne. W 1974 górnicy pod nadzorem naukowców z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie przystosowali jaskinię dla zwiedzających. [1]

smocza

Rys. Plan jaskini Smocza Jama [2]

Po zwiedzeniu jaskini można pójść na ulicę Podwale do pubu C.K. Browar – oferta składa się z kilku rodzajów warzonego na miejscu piwa.

  • Dzień drugi „Botaniczny raj i socrealistyczne migawki”

Wiosna w pełni, więc szkoda by było nie odwiedzić ogrodu botanicznego Uniwersytetu Jagiellońskiego. Znajduje się on na ulicy Mikołaja Kopernika, można dojść na pieszo ze starówki – czas przejścia to około 20-30 minut. Nie ma sensu rozpisywać się na temat gatunków roślin, które można tam zobaczyć – są to zarówno gatunki egzotyczne, jak i miejscowe, wszystkie okazy są bardzo zadbane, zlokalizowane albo w szklarniach albo na świeżym powietrzu. Jest to oaza spokoju w centrum aglomeracji i gdyby nie szum ruchu ulicznego gdzieś w oddali, można by zapomnieć, że jest się w mieście.

Poza bujną roślinnością, park jest także domem wielu zwierząt – ptaków i wiewiórek. Spotkane zwierzątka wydają się oswojone z obecnością człowieka, nie boją się i chętnie dają fotografować.

Czas potrzebny na zobaczenie wszystkich roślin i sfotografowanie ciekawszych okazów to około 2 – 2,5 godzin, ale w trybie ekspresowym można to zrobić szybciej… tylko pytanie czy warto?

Kraków to także historia najnowsza, choć już słusznie miniona. Nowa Huta to dzielnica, a właściwie miasto, które zostało zaprojektowane od podstaw – wybudowane w latach 1949 – 1951. W 1951 została włączona do Krakowa jako jego dzielnica. Zbudowano je dla pracowników Huty im. Lenina. Dostaliśmy się tam tramwajem nr 4 z ulicy Lubicz, do której bardzo łatwo można dojść z ogrodu botanicznego.

W maju 1952 ukończono projekt centralnej części miasta. Wiadomość o planie generalnym przygotowanym przez Tadeusza Ptaszyckiego ukazała się w „Architekcie” jednocześnie z nekrologiem Józefa Stalina (plac Centralny nazwano jego imieniem). Zaprojektowano budynki mieszkalne mierzące do ośmiu kondygnacji, przy czym najniższe dwie przeznaczono na cele handlowo–usługowe. Budownictwo administracyjne mieszczące siedziby partii, związki zawodowe i organizacje społeczne miało się koncentrować wokół placu Ratuszowego, a budynek Ratusza przewidywano dla siedziby Dzielnicowej Rady Narodowej. Przy placu Centralnym zogniskowano życie kulturalne, a w środkowej jego części projektowano monument (podobny do monumentu Waszyngtona) mający podkreślać charakter miasta i więź z kombinatem. W Domu Kultury, który zamykał plac od południa, planowano umieszczenie biblioteki, sali teatralnej, świetlicy, księgarni i restauracji. Dom Kultury i wkomponowana weń podwójna kolumnada stanowiły wejście na teren planowanego w miejscu dzisiejszych Łąk Nowohuckich ogromnego zalewu rekreacyjnego. Dużą wagę przywiązywano do urządzeń sportowych.

Arterie wyznaczają najważniejsze kierunki miasta: „oś huty”, dzisiejsza Aleja Solidarności jest „osią pracy”, „oś śródmieścia”, czyli Aleja Róż łączyć miała Plac Centralny z placem Ratuszowym. Dalszy, północny odcinek dzisiejszej Alei Róż stanowi promenadę spacerową. Pozostałe osie miały pełnić funkcję komunikacyjną łączącą centrum z peryferyjnymi osiedlami i Starym Krakowem. W listopadzie 1953 nadano nazwy najważniejszym arteriom: Lenina (dzisiejsza aleja Solidarności), Przodowników Pracy, Planu 6-letniego (dzisiejsza aleja Jana Pawła II), Rewolucji Październikowej (dzisiejsza aleja Andersa).

Pod względem stylistycznym architektura „staromiejskiego” zespołu Nowej Huty jest bardzo zróżnicowana i odpowiada charakterowi poszczególnych kwartałów i osiedli. Ciągi zwartej zabudowy placu Centralnego i najbliższe mu odcinki alei Andersa i Solidarności odwołują się wprost do postulatów architektury socrealistycznej. Pomiędzy zabudowaniami Centrum a prostymi domkami osiedli peryferyjnych wybudowano trzykondygnacyjne bloki o prostych bryłach, o niewiele różniącym się standardzie mieszkań. Ówczesne komentarze podkreślają, że zabudowa Nowej Huty nawiązuje do architektury Krakowa i stanowi pomost pomiędzy starym grodem a wielkim przemysłem. [3]

Uwagę zwraca bryła dawnego kina „Świt” funkcjonującego w latach 1953 – 2002. Kino to niegdyś mieściło dwie sale. Gdy zakończyło swoją działalność stało się bazarem obklejonym szyldami, dewastującymi elewację. Na skutek remontu można powiedzieć, że odzyskało część dawnego blasku, choć bannery supermarketu nie wyglądają w żaden sposób harmonijnie. Przywrócono także neon na szczycie kina, na wzór dawnego. Bardzo ładnie prezentuje się klatka schodowa z posadzką lastrikową, oraz elegancką balustradą. Uwagę przyciągają elementy wystroju wnętrza takie jak stare projektory pochodzące z Łódzkiej wytwórni sprzętu kinematograficznego, a ich tabliczki znamionowe świadczą o ich produkcji w latach 70-tych XX wieku. Na piętrze została zlokalizowana kawiarnia „Filmowa”, gdzie warto napić się espresso, a jak szczęście dopisze to być może uda się załapać na seans filmowy – jest duży ekran, oraz projektor. Szkoda, że takie budynki jak kino „Świt” zostały zapomniane, gdyż stanowią dobrze zaprojektowane obiekty, które nie stawiły czoła zmianom ustrojowym, zostały podeptane przez nową funkcję i elewacyjne doklejanki. Być może ich socrealistyczny rodowód stanowi o tym, że niektórzy nie dostrzegają w nich wartości, jednak porównując ich kameralny charakter z dzisiejszymi kinami mającymi charakter „przemysłowy” mogę stwierdzić, że wolę te stare… z widownią na kilkadziesiąt osób, wygodnymi fotelami i specyficznym zapachem widowni… tylko ile ich jeszcze w Polsce zostało?

  • Dzień 3 „Kulejący”

Trzeci dzień, to praktycznie dzień wyjazdu z Krakowa. Bolała mnie noga od chodzenia, więc zbyt dużo nie pozwiedzaliśmy. Za to można było posiedzieć w cieniu drzew na plantach pijąc kawę (dzień był słoneczny). Później ostatni widok na rynek, ratusz, kościół mariacki i opuszczamy Kraków.

Kraków jest miejscem, gdzie każdy może znaleźć coś dla siebie. Chcesz zjeść, popić – idziesz na stare miasto, tutaj czekają na Ciebie knajpy i restauracje (dużo obcokrajowców, których łatwiej znaleźć niż Polaka 🙂 Chcesz się wyciszyć – idziesz do ogrodu botanicznego. Wolisz Kraków tajemniczy? Są miejsca, które do dzisiaj kryją taką tajemnicę – jak kościół św. Gereona. Program rozrywkowy na 3 dni można zapełnić szybko. Nasz program został zrealizowany tylko w części – w planie był jeszcze Zakrzówek, kopce Kościuszki, Kraka, Wandy, podziemia rynku… będzie na następny raz.

PS. Do Trójmiasta wróciła z nami pasażerka – świnka. Pochodzi gdzieś z okolic Żywca :]

swinka

Bibliografia:

[1] Wikipedia, http://pl.wikipedia.org/wiki/Smocza_Jama_%28Krak%C3%B3w%29

[2] Szelerewicz M, Gorny A., 1986, „Jaskinie Wyzyny Krakowsko-Wielunskiej”, PTTK „Kraj”, Krakow-Warszawa

[3] Wikiedia, http://pl.wikipedia.org/wiki/Nowa_Huta_%28cz%C4%99%C5%9B%C4%87_Krakowa%29

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s