Miesiąc: Styczeń 2016

Gdynia – baseny na Polance Redłowskiej

Jako rodowity Gdynianin, postanowiłem rozpocząć cykl postów dotyczących konkretnych miejsc z historii miasta, oraz porównać to w jaki sposób wyglądają te miejsca obecnie. Być może zainspiruje to kogoś do dalszych poszukiwań dotyczących tematu historii miasta.

Dzisiaj odwiedziliśmy miejsce, które jakiś czas temu tętniło życiem, bo znajdowały się baseny miejskie. Miejscem tym jest Polanka Redłowska w Gdyni. Baseny zostały wybudowane w latach 50 ubiegłego wieku. Jeden z nich miał wymiary basenu o wymiarach 50×20 m, wyposażony był w wieżę do skoków o wysokości około 10 m. Drugi z basenów przeznaczony był dla dzieci i osób nie potrafiących pływać. Baseny napełniano wodą z Zatoki Gdańskiej, co było przyczyną częstych jego zamknięć przez Państwowego Inspektora Sanitarnego. Basen niszczał. W końcu po transformacji ustrojowej 1989 roku wszedł w zarząd miejskiego ośrodka sportu i rekreacji, podjęto próbę jego reanimacji, co się nie udało. Miał tu powstać także kompleks hotelowy, jednak plan również nie wypalił. Miejsce po basenach obecnie pozostaje klepiskiem, po bokach którego widoczne są jeszcze pozostałości podkonstrukcji trybun. Szkoda, że potencjał tego miejsca się marnuje. W mojej opinii miejsce to powinno służyć mieszkańcom a powrót do idei kąpieliska wydaje się być uzasadniony. Najprawdopodobniej skończy się na tym, że w tym atrakcyjnym miejscu powstanie kolejne ogrodzone osiedle dla burżujstwa z widokiem na wody Zatoki Gdańskiej.

 

redlowo2

Stare zdjęcie basenu pływackiego na Polance Redłowskiej w Gdyni

IMAG0505

Polanka Redłowska w dniu 10.01.2016. Widoczne po obu stronach skarpy były wcześniej trybunami.

Reklamy

Analogia pomiędzy zabijaniem zwierząt a działalnością SS

Czytając ostatnio książkę autorstwa Richarda Rhodes’a („Mistrzowie śmierci. Einsatzgruppen”) o Einsatzgruppen –  jednostkach SS, które mordowały na szeroką skalę ludność żydowskiego (i nie tylko) pochodzenia, natrafiłem na ciekawy tekst, który zawarty został w Epilogu wspomnianej książki i pokazuje analogię pomiędzy mordami dokonywanymi na ludności cywilnej, oraz na zwierzętach – pokazany został mechanizm, który zastosowany został podczas mordowania ludzi, tak aby poczucie odpowiedzialności za taki czyn był jak najmniejszy – innymi słowy, aby osoby, które dokonują takiego aktu, nie popadały w różnego rodzaju problemy psychiczne, które występują na skutek poczucia winy. Warto zapoznać się z fragmentem, ale także z całą książką Richarda Rhodes’a. Uważam, że w przytoczonym tekście jest dużo prawdy, ludzie chcą myśleć, że zabijanie zwierząt odbywa się w sposób humanitarny, a osoby które dokonują mordu na zwierzętach chcą myśleć, że tak naprawdę „ostateczny cios” nie został zadany przez nich. Jednak koniec końców odpowiedzialność leży także w konsumentach, którzy na co dzień poprzez wspieranie tego przemysłu robią zrzutę i sprawiają, że ów przemysł prosperuje, a zwierzęta idą na rzeź.

Francuska antropolog Noëlie Vialles w swojej książce Animal to Edible zajmuje się badaniem uboju zwierząt. Autorka zwraca uwagę na paralele „między masową rzezią zwierząt i dokonywanymi na podobnie ogromną skalę eksterminacjami ludzi”, gdyż sama niejednokrotnie była świadkiem takich porównań dokonywanych „przy wielu okazjach, w samych rzeźniach”. Vialles dowodzi, że w dzisiejszych czasach ubój zwierząt jest starannie organizowany w taki sposób, aby osłabić poczucie odpowiedzialności za konkretny akt zabijania. W tym celu czynność dzieli się między dwie osoby, które wykonują swoją pracę, nie widząc się, w dwóch osobnych pomieszczeniach, więc trudno stwierdzić, która faktycznie zabija zwierzę. Jedna osoba odpowiada za ogłuszanie zwierzęcia (za pomocą młota lub paralizatora), druga za spuszczanie krwi (przez poderżnięcie gardła). „W efekcie – pisze Vialles – nie dochodzi do «prawdziwego» zabijania, nie ma również osoby, która «faktycznie» zabija. Dzieląc czynność między dwie osoby, osłabia się poczucie odpowiedzialności i poczucie winy, nawet jeśli jest ono słabe i usilnie powstrzymywane”. Autorka porównuje ten mechanizm osłabiania poczucia odpowiedzialności do sytuacji, gdy w plutonie egzekucyjnym jeden ze strzelających ma w lufie ślepy nabój, więc „w momencie naciskania spustu każdy ze strzelających może wierzyć, że w rzeczywistości to nie on zabija lub przynajmniej nikt nie może mieć absolutnej pewności, że to właśnie on dopuścił się zbrodni”. W masakrach przeprowadzanych przez Einsatzgruppen na początku podobną rolę spełniało zabijanie przez wielu oprawców. Z czasem jednak, gdy zbrodnicza działalność Einsatzgruppen zataczała coraz szersze kręgi, mordy nabrały innego charakteru. To jednak również miało miejsce wcześniej w historii zabijania zwierząt. Jak pisze Vialles: W dawnych czasach, gdy rzezie zwierząt odbywały się na rynkach miast, rzeźnikom mającym na co dzień styczność z krwią przypisywano brutalne i okrutne cechy charakteru. Niezależnie od tego, w jaki sposób i jakimi środkami wykonywali swoją pracę, uważano, że „rzeźnicy utrzymują się z podrzynania zwierzętom gardeł, więc zawsze będą mieć, nawet w sensie metaforycznym, krew za paznokciami”. Przeniesienie rzeźni poza granice miast wprawdzie przyczyniło się do zerwania z wizerunkiem brutalnego, umazanego krwią rzeźnika, ale w rzeczywistości od tej pory ludzi tych kojarzono wyłącznie z aktem zarzynania zwierząt. Krew nie tylko plamiła ich ubrania, ale również odciskała piętno na ich moralności. Widok krwi zdawał się sprawiać, że ludzie byli jej jeszcze bardziej żądni, a krwawe temperamenty popychały ich w stronę tej krwawej profesji.762 Wyjściem z sytuacji było uprzemysłowienie uboju zwierząt. Rzecz jasna, industrializacja sposobu pozyskiwania mięsa oznaczała większą efektywność i korzyści finansowe. Przyczyniała się jednak również do poprawy psychicznego samopoczucia zabijających. Według Vialles: Fakt, że pierwszymi przemysłowymi liniami produkcyjnymi w rzeczywistości były rzeźnie w Chicago, daje nam do myślenia. […] Zdajemy sobie sprawę z faktu, że rozdzielenie wykonania jakiegoś zadania między większą liczbę ludzi sprawia, że spada ich poczucie odpowiedzialności za wykonanie tego zadania. Nie inaczej jest w przypadku zmian w metodach uboju zwierząt. Dzieląc wykonanie jakiejś czynności na kolejne, niewielkie etapy, skłonni jesteśmy pomniejszać ich znaczenie. Pracownicy rzeźni często podkreślają, że kiedy już ktoś „przywyknie, to przestaje zwracać uwagę i traktuje tę pracę jak każdą inną”. Emocjonalna pustka i brak utożsamiania się z wykonywaną pracą, w innych zawodach traktowane jak niepożądane efekty pracy przy linii produkcyjnej, tu wprost przeciwnie, stanowią warunek konieczny do „przywyknięcia do pracy”. Zwrot w stronę „humanitarnych” metod uśmiercania zwierząt, kolejny mechanizm napędowy współczesnych przemysłowych technologii uboju, pochodził nie od samych rzeźników, ale od angielskiej klasy średniej, w której odrazę budziła idea masowego uboju zwierząt. „Zmiany w [angielskim] prawie z 1835 roku sprzeciwiające się okrucieństwu wobec zwierząt – komentuje jeden z brytyjskich historyków – miały na celu zniwelowanie zarówno cierpienia niemych stworzeń, jak i «demoralizacji ludzi». […] Utworzenie SPCA może więc być postrzegane jako kolejny krok klasy średniej w stronę ucywilizowania klas niższych”. Usunięcie miejsc uboju zwierząt z widoku można porównać do usunięcia z widoku publicznych egzekucji, co stanowi kolejny etap w procesie cywilizacyjnym postępującym od czasów średniowiecznych. Wrażliwość Himmlera była właśnie tego rodzaju wrażliwością klasy średniej, groteskowo spotęgowaną brutalnością urzędnika o zapędach mordercy. Dążąc do wypracowania bardziej „humanitarnej” metody eksterminacji Żydów, opracował rozwiązanie podobne do (być może nawet oparte na) ulepszonej metody uboju zwierząt. Według Vialles zarówno dla Himmlera, jak i dla angielskich reformatorów z klasy średniej: Logika przemawiająca za uprzemysłowieniem rzeźni nie tylko zaspokajała konkretne technologiczno-ekonomiczne potrzeby branży. Zaspokojone również było współczesne poczucie wrażliwości: zwierzęta traktowane były przecież od tamtej pory w sposób humanitarny, mięso, którym zaspokajaliśmy nasz głód, pozyskiwano bez rozlewu krwi, pracownicy rzeźni traktowani byli jak „wszyscy inni pracujący”, a same rzeźnie postrzegano jak „zwyczajne fabryki, podobne do setek innych”. Himmlerowi również zależało na zabijaniu ofiar bez rozlewu krwi, a jego podwładnym z SS na wykonywaniu pracy takiej jak inni, co stanowiło podstawową przyczynę zamiany egzekucji wykonywanych przez Einsatzgruppen na ciężarówki, w których gazowano ludzi, i komory gazowe. Różnica między zabijaniem zwierząt i ludzi nie polega, niezależnie od tego, co sądzą obrońcy praw zwierząt, na stopniu premedytacji. Himmler zdawał sobie sprawę z daremności swojego projektu, w przeciwnym razie nie chełpiłby się do znudzenia „koniecznością” przeprowadzania masowych egzekucji, by uczynić esesmanów „twardymi”.