Medytacja

Komunikacja z roślinami i zwierzętami, zmiania postaci

Natrafiłem na książkę autorstwa Serge Kahili King’a pt. Szaman Miejski [1] i chciałbym trochę o niej napisać w nawiązaniu do wcześniejszego postu o komunikacji ze zwierzętami. Generalnie rzecz biorąc jest to książka traktująca o hunie jednak rzeczą dla mnie nową był rozdział mówiący o „Zmianie postaci i służbie wspólnocie” – Przygoda siódma. Autor pisze, że zmiana postaci to jedna z najnaturalniejszych rzeczy jakie ludzie potrafią robić. Talent ten w swojej najniższej formie to naśladowanie, które posiadają oprócz ludzi także i zwierzęta: kameleon, który zmienia kolory jako reakcja na zmianę środowiska, tygrys z sierścią dostosowaną w taki sposób, aby zlewała się z otoczeniem. Wśród ludzi wykształcił się zawód aktora, polegający na przyjmowaniu określonej roli – jest to także swoiste naśladowanie.

Umiejętność grokkingu (tak autor nazywa umiejętność, gdy chcemy

przyswoić sobie wzorzec jakiejś rzeczy tak dobrze, żebyśmy mogli uważać siebie za będących tą rzeczą, i żebyśmy byli z nią w takim rezonansie, że zmiana naszego zachowania zmieni jej zachowania; równocześnie jednak chcemy pamiętać nasz pierwotny wzorzec, żebyśmy w dowolnej chwili mogli do niego powrócić. [1, s.173]

Procedura, którą opisuje King jest prosta. Polega ona na naładowaniu się energią (np. poprzez oddech), wejściu w ciało duchowe, stopieniu się z przedmiotem grokkingu, sprawdzeniu stosowności działania, zmianie zachowania oraz oddzieleniu się poprzez stopenie się ze swoim ciałem duchowym i powrocie do ciała fizycznego.

Przedmiotem grokkingu mogą być wszystkie elementy (żywioły), jakie występują w przyrodzie : woda, kamień, ogień, wiatr, rośliny, zwierzęta i ludzie. Szamani hawajscy używali i używają grokkingu aby niwelować lub unieszkodliwiać niebezpieczeństwa wynikające z żywiołów: huragany, fale tsunami, pożar (ale warto też wspomnieć, że nie każdy żywioł faktycznie da się opanować – jest to zależne od przeznaczenia, niekiedy można go opóźnić, ale czasem nie można mu zapobiec). Opisy te są zbieżne z obrazkami, które często są pokazywane w różnego typu programach i filmach, gdzie szaman (często Indianin) tańczy wymachując rękoma w powietrzu i śpiewając piosenki wołające np. o deszcz, lub o przybycie bizonów, tak aby można było nakarmić wioskę. Poprzez wprowadzenie się w trans szamani ci osiągali jedność z danym żywiołem i byli w stanie osiągnąć takie a nie inne efekty. Nauka może się tylko zastanawiać dlaczego tak jest, ale nie ma to większego znaczenia, skoro był i jest to skuteczny sposób na modyfikację pogody albo kontakt ze zwierzętami.

Jeśli chodzi o grokking ze zwierzętami to King podaje przykład J. Allena Boone’a [1, s.190], który opowiadał o swoim związku z owczarkiem niemieckim imieniem Strongheart. Polega to na uświadomieniu sobie i imitowaniu ich zachowań w sposób otwarty i wrażliwy, w poczuciu równości.

Wszystko co robi zwierzę, ma pewien cel, a każdy cel wiąże się z chwilą obecną. Zwierzęta nie rozpamiętują przeszłości ani przyszłości. Jeżeli pies wykonuje zadanie, którego nauczono go w przeszłości, zawsze jest to reakcja na bodziec z teraźniejszości. Kiedy wiewiórka gromadzi orzechy, nie planuje przyszłości, lecz reaguje stosownie na sygnały z obecnego środowiska, które wskazują, że już pora magazynować orzechy. Dopóki nie wejdziesz w grokking ze zwierzętami na tyle, żeby podzielać ich doświadczanie życia, dopóty nie będziesz tak naprawdę wiedział, czym jest chwila obecna. [1, s. 193-194]

Podobnie ma się rzecz, jeśli chodzi o rośliny. Grokking z nimi może dać nam wiedzę o tym, jakich rzeczy potrzebują, czy jest im dobrze w danym miejscu. Można także zasadzić nasiona i wchodząc w grokking zdobyć informacje o tym jak wzrastają w poszczególnych fazach rozwoju.

W celu zdobycia szczegółowych informacji na temat poruszany w tym poście zachęcam do lektury Szamana miejskiego. Oprócz tematyki związanej z grokkingiem znajduje się tam także wiele pożytecznych informacji dotyczącej natury świadomości (skądinąd jest to książka o hunie), ochronie, zmienianie świata i siebie dzięki szamańskiemu śnieniu (bardzo ciekawy rozdział, z informacjami, których wcześniej nie znałem), wprowadzaniu zmian dzięki intuicji.

Bibliografia:

[1] Serge Kahili King, „Szaman miejski”, Wydawnictwo KOS, Katowice 2010.

Tytuł oryginału: URBAN SHAMAN A Handbook for personal and Planetary Transformation Based on the Hawaiian Way of the Adventurer

Reklamy

Walentynki czy Sobótki?

Dzisiaj krótko do zastanowienia się nad sensem czegoś co w kulturze zachodniej zwie się Walentynkami. Nie ma to ani korzeni w naszej kulturze, ani nie specjalnie pasuje do pory roku, bo po prostu wszystko jeszcze śpi – cała przyroda, drzewa, zwierzęta dalej zmagają się z mało przychylną aurą (koty marcują dopiero w marcu). Zakorzenioną w naszej kulturze formą tego święta są Sobótki, czyli noc świętojańska obchodzona w noc przesilenia letniego, kiedy to nasi przodkowie bawili się przy ogniskach (stąd nazwa Sobótka). Inną nazwą tego święta jest Noc Kupały (gdzie Kupała to nazwa bóstwa). Porównywalnym zabiegiem, który został wprowadzony już jakiś czas temu było obchodzenie Haloween w miejsce zaduszek, lub wszystkich świętych (zaduszki dobrze pamiętamy z Dziadów Mickiewicza, gdzie odprawiano gusła, przywoływano duchy itp. – wszystko ma korzenie w kulcie naszych praojców i pramatek). Zamiast tego proponuje się nam dziadowski substytut, pełny komercji, czerwonych serduszek, amorków i plastiku. Tak samo zresztą postrzega się obecnie miłość – po holywoodzku, jako pożądanie, uzależnienie się od siebie – „muszę cię mieć, albo będę nieszczęśliwy/a”…

Pomyśl o kimś, kogo bardzo kochasz, z kim jesteś bardzo blisko, o kimś, kto jest ci bardzo drogi i powiedz do niego w myślach: „Bardziej pragnę być szczęśliwy, niż mieć ciebie”. Zobacz, co się dzieje. „Wolę być szczęśliwy, niż mieć ciebie. Gdybym miał możliwość wyboru, bez wahania wybrałbym szczęście”. Ilu z was podczas wypowiadania tych słów czuło się egoistami? Sądzę, że wielu. Widzicie, co z nami
zrobiono? Zobaczcie, jak w was wdrukowano myślenie: „Jak mogę być takim egoistą”. Ale spójrzcie, kto tu jest egoistą. Wyobraź sobie osobę, która mówi do ciebie: „Jak możesz być takim egoistą, że wybierasz szczęście zamiast mnie?” Czy nie miałbyś ochoty wówczas jej odpowiedzieć: „Wybacz, ale jak możesz być takim egoistą, żeby wymagać ode mnie, bym wyżej cenił ciebie od szczęścia?”
Pewna kobieta opowiadała mi, że kiedy była dzieckiem, jej kuzyn-jezuita głosił rekolekcje w kościele jezuitów w Milwaukee. Każdą konferencję rozpoczynał słowami: – „Spełnieniem miłości jest poświecenie, jej miarą brak egoizmu”. Wspaniałe stwierdzenie.
Zapytałem ją: – Czy chciałabyś, abym cię kochał kosztem mego szczęścia?
– Tak – odparła.
Jakież to urzekające! Czyż to nie cudowne? Kochałaby mnie kosztem swego szczęścia, a ja kochałbym ją kosztem mego szczęścia. I tak mielibyśmy w konsekwencji dwie nieszczęśliwe istoty. Ale to nieważne, niech żyje miłość.

Anthony de Mello „Przebudzenie”

W ogóle co to jest za święty Walenty – patron chorych umysłowo. Widać ktoś kiedyś pomylił stany umysłu.

Audycja do wysłuchania autorstwa Wedrussy:

Czas – nie istnieje nic poza teraźniejszością.

Chcąc głębiej zastanowić się nad tym stwierdzeniem można wyobrazić sobie, że cała przyszłość i cała przeszłość jest tylko wytworem naszych wyobrażeń, które poprzez zmysły doszły do naszej świadomości lub poprzez wyobrażenia i oczekiwania zasilamy energią, aby tworzyć naszą przyszłość. Jako taka przeszłość i przyszłość praktycznie nie istnieją, gdyż są one wypadkową tego kim jesteśmy tu i teraz. Niestety liniowy sposób myślenia i wyobrażenia czasu niestety nie pomaga w tym, aby uzmysłowić sobie ten fakt…

„Czy zdarzyło ci się coś przeżyć, zrobić, pomyśleć albo poczuć kiedy indziej niż w Teraźniejszości? I czy sądzisz, że kiedykolwiek ci się zdarzy? Czy cokolwiek może się zdarzyć lub istnieć poza Teraźniejszością? Odpowiedź jest chyba oczywista?

Nic nigdy nie zdarzyło się w przeszłości; wszystko zdarzyło się Teraz.

Nic nigdy nie zdarzy się w przyszłości; wszystko zdarzać się będzie Teraz.

To, co uważasz za przeszłość, jest zachowanym w umyśle pamięciowym śladem minionej Teraźniejszości. Ilekroć wspominasz przeszłość, wskrzeszasz ten ślad – i wskrzeszasz go teraz. Przyszłość to wyimaginowane Teraz, umysłowa projekcja. Kiedy przyszłość nadchodzi, pojawia się jako Teraźniejszość. Kiedy myślisz o przyszłości, myślisz o niej teraz. To jasne, że przeszłość i przyszłość same nie są rzeczywiste. Podobnie jak księżyc nie świeci własnym światłem, tylko odbija blask słońca, tak też przeszłość i przyszłość są tylko bladym odbiciem blasku, mocy i rzeczywistości wiekuistego Teraz. Ich rzekomo rzeczywiste istnienie zapożyczone jest od Teraźniejszości.”

Eckhart Tolle, „Potęga Teraźniejszości”, Galaktyka Sp. z o.o., Łódź 2010

Czy nie jest to takie proste? Przecież oczywistą sprawą jest, że przyszłość nigdy nie istniała i nie będzie istnieć. Jest tylko Teraz. To my kreujemy przyszłość poprzez nasze wyobrażenia i oczekiwania o niej.

Jako, że duża ilość ludzi posiada nastawienie pesymistyczne, żyje w strachu, który przecież jest niczym innym jak efektem obaw o swoją przyszłość (bo przecież nie boimy się przeszłości – ta może jedynie powodować u nas żal, apatię, złość, ale nie strach), powodują tym samym zgodnie z zasadami huny ziszczenie się tego co zasilają energią, czyli pesymistycznego wariantu swojej przyszłości, lub pesymistycznych wyobrażeń na jej temat.

„Czas nie przedstawia żadnej wartości, ponieważ jest urojeniem. To nie on wydaje ci się cenny, lecz jedyny punkt wyłączony z czasu: Teraźniejszość. Ta rzeczywiście jest cenna. Im bardziej skupiasz uwagę na czasie – na przeszłości i przyszłości – tym mniej dostrzegasz Teraźniejszość, chociaż to właśnie ona jest ze wszystkiego najcenniejsza.

Dlaczego? Po pierwsze – dlatego, że nic oprócz niej nie istnieje. Jest tylko Teraźniejszość. Wieczne teraz to jedyny stały czynnik – przestrzeń, w której toczy się całe twoje życie.

Życie trwa właśnie teraz. Nigdy jeszcze się nie zdarzyło, żeby twoje życie toczyło się kiedy indziej niż teraz i nigdy tak się nie zdarzy. Po drugie, Teraźniejszość to jedyny punkt, przez który możesz się wydostać poza wąskie ramy umysłu.”

Ibidem.

Ani przeszłość ani przyszłość tak naprawdę nie mają większego znaczenia patrząc się z perspektywy Istnienia w Teraz. Przeszłość już się zdarzyła, jest minioną Teraźniejszością i jedyne co można zrobić to wyciągnąć wnioski płynące z czasu zegarowego, ale bez wchodzenia w emocje i utożsamiania się z nimi, gdyż są one wytworem egotycznej jaźni, która np. w danym momencie odczuwa stratę, a ty utożsamiając się ze swoją egotyczną jaźnią zasilasz tą emocję. Przyszłość także nie ma większego znaczenia, nie można żyć uzależniając się od stawianych sobie celów – lepiej skupić się na Teraz – na drodze wiodącej do celu. Nie warto żyć w strachu, lęku – jest to efekt utożsamiania się z umysłem, którym kieruje ego – fałszywe „ja”, które ciągle się czegoś boi – straty, porażki, zranienia, śmierci. Dopóki utożsamiać się będziesz z tą fałszywą jaźnią dopóty będziesz odseparowany od źródła swojej prawdziwej mocy – prawdziwej Jaźni.

Zatem żyj w Teraz, wiem że to trudne, ale poprzez Uważność możesz próbować skupiać się w Teraz na krótkie chwile, gdzie będziesz obecny w Tu i Teraz, w pełni świadomy i uważny tego, co dzieje się w Tobie. Z czasem te krótkie chwile mogą zacząć się wydłużać. Możesz także medytować, zagłębiać się w chwili, w sobie i w swoim wnętrzu. Bardzo często umysł od razu stara się nas wyrwać z bezruchu, niczym pędzący pociąg przychodzą myśli, których nie można zdławić i nie warto tego robić – niech popłyną, a w momencie, gdy przepłyną powróć do obecności i uważności chwili.

Demon Kratos

Na dzisiaj fragment „Anastazji”.

Pochłonięci w codziennym wyścigu szczurów zapominamy o naszym prawdziwym przeznaczeniu, o tym do czego zostaliśmy stworzeni. To, że większość ludzi uważa, że codzienna praca, mozół i walka z rzeczywistością jest normalna wynika tylko i wyłącznie z ich programowania na etapie dzieciństwa i późniejszym przez społeczeństwo, media, ale także rodzinę. Anastazja obnaża przy pomocy pewnej przypowieści w jak sprytny sposób udało się ludzi bez użycia kajdan i bez poganiania ich batami zrobić niewolnikami w na pozór wolnym świecie. Wolnym na pozór, bo prawdziwa wolność nie ma nic wspólnego z tym, że borykamy się na co dzień z problemami spłaty kredytów, strachem o to, czy dostaniemy jutro należną nam zapłatę za prace i od której uzależniamy nasze przeżycie, a co najmniej od jej poziomu część ludzi uzależnia swoje szczęście.

DEMON KRATOS

Niewolnicy szli powoli jeden za drugim, a każdy niósł oszlifowany kamień. Czterech szeregów, każdy o długości półtora kilometra, z kamieniołomów do miejsca, gdzie zaczęto budowę miasta twierdzy, pilnowali strażnicy. Na dziesięciu niewolników przypadał jeden uzbrojony wojownik – strażnik. Obok idących niewolników, na szczycie trzynastometrowej, zbudowanej z oszlifowanych kamieni ludzkimi rękami góry, siedział Kratos – jeden z naczelnych kapłanów; w ciągu czterech miesięcy w milczeniu obserwował to, co się działo. Nikt go nie odciągał, nikt nawet spojrzeniem nie śmiał przerwać jego rozmyślań. Niewolnicy i straże traktowali sztuczną górę z tronem na szczycie jako nieodłączną część krajobrazu. A na człowieka – to siedzącego nieruchomo na tronie, to przechadzającego się po placu na szczycie góry – już nikt nie zwracał uwagi. Kratos postawił przed sobą zadanie: zreorganizować państwo, na tysiąclecie umocnić władzę kapłanów, podporządkować im wszystkich ludzi na Ziemi, czyniąc z nich – łącznie z władcami państw – kapłańskich niewolników.
Pewnego dnia Kratos zszedł na dół, pozostawiwszy na tronie swojego sobowtóra. Kapłan zmienił odzież, zdjął perukę. Nakazał naczelnikowi straży, aby zakuł go w łańcuch jak prostego niewolnika i postawił w szeregu za młodym i silnym niewolnikiem imieniem Nard.
Wpatrując się w twarze niewolników, Kratos zauważył, że ten młody człowiek ma spojrzenie dociekliwe i krytyczne, a nie błędne lub obojętne jak wielu. Twarz Narda była skupiona i zamyślona, to wzruszona. „Znaczy to że on nosi w sobie jakiś swój plan” – zrozumiał kapłan, lecz chciał się przekonać, jak dalece trafna była jego obserwacja…
Przez dwa dni Kratos śledził Narda, w milczeniu taszczył kamienie, siedział przy nim w czasie posiłku i spał obok na pryczy. Trzeciej nocy, gdy tylko padła komenda „Spać”, Kratos obrócił się do młodego niewolnika i szeptem pełnym goryczy i rozpaczy wypowiedział niewiadomo do kogo skierowane pytanie: „Czyż tak już będzie przez całą resztę życia?”.
Kapłan zobaczył: młody niewolnik drgnął i natychmiast odwrócił się twarzą do niego, jego oczy błyszczały. Migotały nawet przy mdłym świetle pochodni dużego baraku.
– To nie będzie trwać długo. Ja obmyśliłem plan. I ty staruszku, też możesz w nim uczestniczyć – wyszeptał młody niewolnik.
– Jaki plan ? – obojętnie i z westchnieniem zapytała kapłan.
Nard gorąco i z przekonaniem zaczął objaśniać:
– I ty staruszku, i ja, i my wszyscy wkrótce będziemy wolnymi ludźmi, a nie niewolnikami. Policz staruszku: na każdych dziesięciu niewolników przypada jeden strażnik. A piętnastu niewolnic, które przygotowują pożywienie, szyją odzież, też pilnuje jeden strażnik. Jeżeli o umówionej godzinie wszyscy rzucimy się na straże, to pokonamy je. Niech strażnicy będą uzbrojeni, a my zakuci w łańcuchy. Nas dziewięciu na każdego, a łańcuchy też można wykorzystać jako broń, podstawiając je pod uderzenie miecza. Rozbroimy wszystkich strażników, zwiążemy ich i przejmiemy broń.

– Ach młodzieńcze – znów westchnął Kratos i na pozór obojętnie powiedział: – Twój plan jest nieprzemyślany: strażników, którzy nas obserwują, można rozbroić, lecz wkrótce władca przyśle nowych, być może nawet całą armię, i zabije zbuntowanych niewolników.
– Ja i o tym pomyślałem, staruszku. Trzeba wybrać taki czas, kiedy nie będzie armii. I ten czas nadchodzi. My widzimy, jak przygotowują armię do wymarszu. Szykują prowiant na trzy miesiące drogi, a to znaczy, że za trzy miesiące armia dotrze w wyznaczone miejsce i podejmie walkę. W bitwie osłabnie, lecz zwycięży, pojmie wielu nowych niewolników. Dla nich już buduje się nowe baraki. Powinniśmy zacząć rozbrajać straż, gdy tylko armia naszego władcy rozpocznie bitwę z inną armią. Gońcy będą potrzebować miesiąca, aby dostarczyć wiadomość o konieczności natychmiastowego powrotu. Osłabiona armia będzie wracać przez co najmniej trzy miesiące. W ciągu czterech miesięcy będziemy w stanie przygotować się do spotkania. Nas będzie nie mniej niż żołnierzy w armii. Pochwyceni niewolnicy zechcą być z nami, kiedy zobaczą co się wydarzyło. Ja wszystko zaplanowałem jak należy staruszku.
– Tak, młodzieńcze, ty ze swoim planem i ze swoimi myślami możesz strażników rozbroić i odnieść zwycięstwo nad armią –odpowiedział kapłan, już nieco bardziej ożywiony i dodał: Lecz co potem zaczną robić niewolnicy i co z władcami, strażnikami i żołnierzami ?
– O tym niewiele myślałem. I na razie przychodzi mi do głowy jedno: wszyscy, którzy byli niewolnikami staną się ludźmi wolnymi. Wszyscy zaś którzy dzisiaj nie są niewolnikami, będą nimi – jakby głośno myśląc, nie do końca pewien odpowiedział Nard.
– A kapłanów ? Powiedz mi młodzieńcze, kapłanów zaliczysz do niewolników czy do ludzi wolnych, kiedy zwyciężysz ?
– Kapłanów ? O tym też nie myślałem. Lecz teraz proponuję: niech kapłani zostaną, jak są. Słuchają ich niewolnicy, władcy. Choć trudno ich niekiedy zrozumieć, to jednak myślę, że są nieszkodliwi. Niech opowiadają o bogach, a my sami i tak wiemy, jak lepiej przeżyć swoje życie.
– Jak lepiej – to dobrze – odpowiedział kapłan i udał, że strasznie chce mu się spać.
Ale Kratos tej nocy nie spał. Rozmyślał. „Oczywiście – myślał – najprościej o spisku powiadomić władcę i schwycą młodzieńca – niewolnika, on ewidentnie był głównym inspiratorem. Lecz to nie rozwiąże problemu. Chęć oswobodzenia się zawsze w niewolnikach będzie tkwić. Pojawią się nowi przywódcy, będą opracowywać nowe plany, a skoro tak – główna groźba dla państwa zawsze będzie istnieć w jego wnętrzu”.

Przed Kratosem stało zadanie: opracować plan zniewolenia całego świata. On rozumiał: nie uda się osiągnąć celu tylko za pomocą fizycznej przemocy. Niezbędne jest psychologiczne oddziaływanie na każdego człowieka, na całe narody. Trzeba transformować ludzką myśl, wmówić każdemu, że niewolnictwo jest najwyższym dobrem. Trzeba uruchomić samorzutnie rozwijający się program, który będzie dezorientować całe narody w przestrzeni, czasie i pojęciach. A co najważniejsze – w adekwatnej percepcji rzeczywistości. Myśl Kratosa pracowała teraz szybciej, przestał odczuwać ciało, ciężkie kajdany na rękach i nogach. I nagle, jak przebłysk błyskawicy, powstał program. Jeszcze nie uszczegółowiony i nie do wytłumaczenia, lecz już odczuwalny i palący ogromną skalą swego zasięgu ! Kratos poczuł się samowładczym panem świata.

Kapłan leżał na pryczy zakuty w kajdany i sam się sobą zachwycał: „Jutro rano, kiedy poprowadzą wszystkich do pracy, dam umowny znak i naczelnik ochrony nakaże wyprowadzić mnie z szeregu niewolników, zdjąć kajdany. Uszczegółowię swój program, powiem kilka słów – i świat zacznie się zmieniać. Niewiarygodne ! Raptem kilka słów – i cały świat podporządkuje się mnie, mojej myśli. Bóg rzeczywiście dał człowiekowi siłę, która nie ma sobie równej we Wszechświecie, ta siła – to ludzka myśl. Ona tworzy słowa i zmienia bieg historii.
Sytuacja ułożyła się nadzwyczaj pomyślnie. Niewolnicy przygotowali plan powstania. Plan ten jest racjonalny i najwyraźniej może doprowadzić do pozytywnego dla nich rezultatu przejściowego. Lecz ja za pomocą zaledwie kilku zdań zmuszę nie tylko ich, lecz również potomków dzisiejszych niewolników, a i władców ziemskich do bycia niewolnikami przez nadchodzące tysiąc lat”.

Rankiem na znak Kratosa naczelnik ochrony zdjął zeń kajdany. I już następnego dnia na jego plac obserwacyjny zostało zaproszonych pozostałych pięciu kapłanów i faraon. Kratos zaczął swoją mowę do zebranych:
– To co teraz usłyszycie, nie powinno być przez nikogo zapisane, ani przekazane dalej. Wokoło nas nie ma ścian i moich słów nie słyszy nikt poza wami. Wymyśliłem sposób zamieniania wszystkich ludzi żyjących na Ziemi w niewolników naszego faraona. Nie można tego uczynić nawet przy pomocy niezliczonych wojsk i wyczerpujących wojen. Lecz ja to uczynię kilkoma zdaniami. Miną w sumie dwa dni od ich wypowiedzenia, a przekonacie się, jak świat zacznie się zmieniać. Patrzcie: na dole długie szeregi zakutych w łańcuchy niewolników niosą po jednym kamieniu. Pilnuje ich mnóstwo żołnierzy. Im więcej niewolników, tym lepiej dla państwa – tak zawsze uważaliśmy. Ale im więcej niewolników, tym bardziej trzeba obawiać się ich buntu. Wzmacniamy straże. Musimy dobrze karmić swoich niewolników, bo inaczej nie będą mogli wykonywać ciężkiej fizycznej pracy. Lecz oni tak czy inaczej są leniwi i skłonni do buntu. Patrzcie, jak wolno się poruszają, a rozleniwiona straż nie popędza ich kańczugami i nie bije nawet zdrowych i silnych niewolników. Ale oni zaczną się poruszać o wiele szybciej. I nie będzie im potrzebna straż. Strażnicy też staną się niewolnikami. Dokonać czegoś podobnego można w następujący sposób. Niech dzisiaj przed zachodem heroldowie rozniosą dekret faraona, w którym będzie powiedziane:
„Z nastaniem świtu nowego dnia wszystkim niewolnikom darowana zostaje całkowita wolność. Za każdy kamień dostarczony do miasta wolny człowiek będzie otrzymywał jedną monetę. Monety można zamienić na jedzenie, odzież mieszkanie, pałac w mieście, czy samo miasto. Odtąd jesteście wolnymi ludźmi”.
Kiedy kapłani uświadomili sobie, co mówi Kratos, jeden z nich najstarszy wiekiem, powiedział:
– Jesteś demonem, Kratosie. To, co jest twoim zamysłem, spowije demonizmem mnóstwo ziemskich narodów.
– Niech będę demonem, a to co jest moim zamysłem, niech ludzie w przyszłości demokracja nazywają.

Dekret został niewolnikom ogłoszony o zachodzie, wprawiło ich to w zdumienie, a wielu nie spało w nocy, obmyślając nowe, szczęśliwe Zycie.
Rankiem następnego dnia kapłani i faraon ponownie weszli na plac na szczycie sztucznej góry. Obraz, który pojawił się przed ich oczyma poruszał wyobraźnię. Tysiące ludzi, byłych niewolników, na wyścigi ciągnęły te same kamienie, co wcześniej. Zalewając się potem, wielu niosło po dwa kamienie. Inni którzy mieli po jednym biegli, zostawiając za sobą unoszący się kurz. Niektórzy strażnicy też ciągnęli kamienie. Ludzie, którzy uważali siebie za wolnych – wszak zdjęto z nich kajdany – dążyli do zdobycia jak największej ilości upragnionych monet, aby zbudować swoje szczęśliwe życie.
Kratos jeszcze kilka miesięcy spędził na swoim placu, z satysfakcja obserwując to, co dzieje się na dole. A zmiany były kolosalne. Część niewolników połączyła się w niewielkie grupy, zbudowała wózki, i naładowawszy kamieniami do samej góry, pchała je oblewając się potem.
„Oni wymyślą jeszcze wiele urządzeń – z satysfakcją myślał po cichu Kratos – ot i już usługi wewnętrzne się pojawiły: roznosiciele wody i pożywienia. Niektórzy niewolnicy jedli wprost w biegu, nie chcąc tracić czasu na drogę do baraku, aby spożyć posiłek, i płacili przynoszącym otrzymywanymi monetami. Wiadomo, że i lekarze pojawili się wśród nich: w biegu wręcz udzielając pomocy poszkodowanym, i też za monety. Wybrano też kierujących ruchem. Wkrótce wybiorą sobie naczelników, sędziów. Niech wybierają: oni przecież będą się uważać za wolnych, a istota rzeczy nie uległa zmianie, oni jak dawniej targają kamienie …”
I pędza tak przez tysiąclecia – w tumanach kurzu, oblewając się potem, taszcząc ciężkie kamienie. Także i dzisiaj potomkowie tych niewolników wciąż tak gnają bez sensu…

– Pewnie masz na myśli prostych niewolników, Anastazjo ? Chyba można się z tym zgodzić. Ale do kategorii niewolników nie można zaliczyć kierowników przedsiębiorstw, urzędników, przedsiębiorców.
– Widzisz między nimi różnicę, Władimirze, więc określ, na czy ona polega ?
– Na tym, że jedni pracują, taszczą kamienie jak niewolnicy, Inni kierują taszczeniem, a współcześnie procesem produkcyjnym.
– Ale kierowanie przecież też jest pracą, i to częstokroć bardziej skomplikowaną niż przenoszenie przez niewolnika kamieni.
– Ogólnie – tak, przedsiębiorcy muszą myśleć nieco więcej. Ich myśl jest zajęta pracą od rana do wieczora. Co w takim razie z faraonem, prezydentem, kanclerzem – to oni też niewolnicy ?
– Owszem tak. Niewolnikami stali się też kapłani, którzy dokonali tych fatalnych czynów.
– Lecz jeżeli są niewolnicy, powinni byli też być panowie niewolników. Kim są, skoro kapłanów do nich nie zaliczasz ?
– Władcą niewolników jest sztuczny świat stworzony przez ludzi. Strażnicy zaś siedzą u większości ludzi wewnątrz i chłoszczą ich kańczugami, zmuszając do zarabiania monet.
– Obraz żałosny i bez wyjścia – na to wygląda. W ciągu minionych tysiącleci powstawały i ginęły całe imperia, zmieniały się religie, prawa, a w rzeczy samej nic się nie zmieniło: człowiek tak jak był niewolnikiem, tak nim pozostał. Czyżby takiej sytuacji nie można było naprawić ?
-Można.
– Jak ? I kto jest zdolny to zrobić ?
– Obraz.
– Co to znaczy „obraz” ? Jaki?
– Taki obraz, który będzie przedstawiał inną sytuację. Sam pomyśl, Władimirze, ci ludzie, którzy za pośrednictwem pieniędzy rządzą dzisiaj światem, uważają, że szczęście człowiekowi może dać tylko władza i pieniądze. I większość ludzi, starających się zarabiać monety, utwierdza ich w tym przekonaniu. Jednak często, bardzo często zwycięzcy bezsensownego wyścigu cierpią. Zdobywają iluzoryczne szczyty i wyraźniej niż inny odczuwają cały bezsens swojego życia. Pokażę ci obrazek z przyszłości, a ty go opisz, niech stanie się rzeczywistością…

Władimir Megre „Nowa Cywilizacja. Anastazja. księga VIII, część I”,Wyd. Wis, Poznań 2006 s.52-57

 

Jako uzupełnienie powyższego tekstu zamieszczam film dokumentalny ze strony treboroka dotyczący współczesnego niewolnictwa

Radość istnienia

Ilekroć chcesz sprawdzić, czy przypadkiem nie dałeś się porwać nurtowi czasu psychicznego, możesz posłużyć się prostym kryterium. Zadaj sobie pytanie: czy w tym, co teraz robię, jest radość, swoboda i lekkość? Jeśli ich nie ma, znaczy to, że czas przesłania obecną chwilę, a życie jest dla ciebie brzemieniem albo walką.

Jeśli w tym, co robisz, nie ma radości, swobody i lekkości, niekoniecznie znaczy to, że musisz zacząć robic coś innego. Niekiedy wystarczy zmienić tylko sposób działania. „Jak” zawsze jest ważniejsze niż „co”. Spróbuj poświęcić znacznie więcej uwagi samemu działaniu aniżeli skutkowi, który chcesz dzięki niemu osiągnąć. W pełni skup się na tym co niesie z sobą teraźniejszość – cokolwiek by było. Skupienie wymaga zarazem pełnej zgody na to, co jest, bo nie zdołasz w pełni skupić się na czymś, przed czym jednocześnie się wzbraniasz. Gdy tylko uszanujesz Teraźniejszość, ulotni się cała niedola i mozół, a życie popłynie radośnie i swobodnie. Kiedy twoje działania wynikają ze świadomego kontaktu z obecną chwilą, we wszystkim, co robisz – nawet w najprostszych czynnościach – jest doskonałość, staranie i miłość.

Eckhart Tolle „Potęga Teraźniejszości”, Wydawnictwo Galaktyka Sp. z o.o.