Przestrzeń

Informacje związane z przestrzenią i architekturą.

Fortyfikacje na półwyspie helskim

Zima daje wiele możliwości. Daje możliwość odwiedzenia miejsc, które w ciągu lata są tłumnie oblegane przez turystów. Takim miejscem jest półwysep helski, gdyż praktycznie od maja do końca wakacji tydzień w tydzień mamy możliwość poznania tego co oznaczają korki. Dlatego aby uniknąć zgiełku można wybrać się na zwiedzanie tamtejszych fortyfikacji poza sezonem. My odwiedziliśmy fortyfikacje w styczniu. Co prawda – było zimno i nie daliśmy rady obejść wszystkiego – na to trzeba by było kilku dni i roweru – ale przynajmniej można było „liznąć” tematyki fortyfikacji z czasów II wojny światowej, oraz późniejszych.

Miejscem, w którym można zrobić przystanek i zacząć zwiedzanie jest Muzeum Obrony Wybrzeża. Znajduje się ono tuż przed wjazdem do Helu, gdzie na poboczu znajduje się mały parking, tuż przed torami kolejki. Muzeum zostało otworzone wiosną 2006 roku i zgromadziło bardzo dużo eksponatów.

Muzeum powstało z inicjatywy sekcji „Zabytki Militarne” Stowarzyszenia „Przyjaciele Helu” – dzięki pomocy i wsparciu burmistrza Helu i władz gminy miejskiej Hel.

MOW eksponuje swoje wystawy w kilku wyremontowanych obiektach dawnej niemieckiej baterii artylerii nadbrzeżnej „Schleswig Holstein”, oraz na odrestaurowanym własnym staraniem stanowisku nr 4 przedwojennej baterii im. Heliodora Laskowskiego.

W 1940 roku zainstalowano w Helu trzy działa kalibru 406 mm, które były wykonane dla planowanych przed wybuchem wojny niemieckich pancerników typu „H” i nazwano je „Schleswig Holstein”. Działa te, po oddaniu strzałów próbnych przeniesiono z Helu do Francji, jako baterię Lindemann.

Działa kalibru 406 mm są największymi na świecie, jakie kiedykolwiek były instalowane w bateriach stacjonarnych. Działa tego kalibru były także stosowane m.in. na amerykańskichpancernikach typu Iowa. Istniały działa większych kalibrów, lecz były to działa japońskich pancerników, działa kolejowe, działa na podwoziach gąsienicowych lub działa doświadczalne.

We wnętrzach obiektów muzeum znajduje się ponad 15 stałych wystaw, oraz liczne eksponaty nawiązujące do historii militarnej Rejonu Umocnionego Hel, wsławionego 32 dniami obrony w 1939 roku, oraz do historii Polskiej Marynarki Wojennej.

Pierwszym z obiektów jest wielokondygnacyjna wieża kierowania ogniem, z punktem widokowym na szczycie. Drugim obiektem jest stanowisko ogniowe nr 2 (na tę baterię składają się trzy stanowiska ogniowe) pod armatę kalibru 406 mm. Jednopoziomowe, naziemne stanowisko ogniowe składa się z części koszarowej dla 88 marynarzy, gigantycznej działobitni i części amunicyjnej mieszczącej cztery podręczne magazyny – dwa magazyny pocisków i dwa magazyny ładunków miotających.

Dnia 11 listopada 2006 roku, w święto Niepodległości Polski – zarząd Muzeum Obrony Wybrzeża podjął uchwałę o nadaniu Muzeum Obrony Wybrzeża imienia komandora Zbigniewa Przybyszewskiego, bohaterskiego obrońcy Helu, straconego niewinnie w 1952 roku, w wyniku sfingowanego procesu przed stalinowskim sądem wojskowym[1].

W 2008 roku Muzeum Obrony Wybrzeża w Helu otwarło stałą wystawę poświęconą kpt. Karolowi Olgierdowi Borchardtowi oraz odtworzyło z pietyzmem jego mieszkanko zwane „Siódme niebo”.

W 2013 roku MOW otrzymało w użytkowanie szósty, ostatni z obiektów byłej baterii 406 mm Schleswig-Holstein. W jednym z magazynów amunicyjnych tej baterii otwarto w 2013 roku nowy dział MOW nazwany Muzeum Kolei Helskich[6].

Źródło : wikipedia.pl [Dostęp: 22.02.2016]

Reklamy

Gdynia – baseny na Polance Redłowskiej

Jako rodowity Gdynianin, postanowiłem rozpocząć cykl postów dotyczących konkretnych miejsc z historii miasta, oraz porównać to w jaki sposób wyglądają te miejsca obecnie. Być może zainspiruje to kogoś do dalszych poszukiwań dotyczących tematu historii miasta.

Dzisiaj odwiedziliśmy miejsce, które jakiś czas temu tętniło życiem, bo znajdowały się baseny miejskie. Miejscem tym jest Polanka Redłowska w Gdyni. Baseny zostały wybudowane w latach 50 ubiegłego wieku. Jeden z nich miał wymiary basenu o wymiarach 50×20 m, wyposażony był w wieżę do skoków o wysokości około 10 m. Drugi z basenów przeznaczony był dla dzieci i osób nie potrafiących pływać. Baseny napełniano wodą z Zatoki Gdańskiej, co było przyczyną częstych jego zamknięć przez Państwowego Inspektora Sanitarnego. Basen niszczał. W końcu po transformacji ustrojowej 1989 roku wszedł w zarząd miejskiego ośrodka sportu i rekreacji, podjęto próbę jego reanimacji, co się nie udało. Miał tu powstać także kompleks hotelowy, jednak plan również nie wypalił. Miejsce po basenach obecnie pozostaje klepiskiem, po bokach którego widoczne są jeszcze pozostałości podkonstrukcji trybun. Szkoda, że potencjał tego miejsca się marnuje. W mojej opinii miejsce to powinno służyć mieszkańcom a powrót do idei kąpieliska wydaje się być uzasadniony. Najprawdopodobniej skończy się na tym, że w tym atrakcyjnym miejscu powstanie kolejne ogrodzone osiedle dla burżujstwa z widokiem na wody Zatoki Gdańskiej.

 

redlowo2

Stare zdjęcie basenu pływackiego na Polance Redłowskiej w Gdyni

IMAG0505

Polanka Redłowska w dniu 10.01.2016. Widoczne po obu stronach skarpy były wcześniej trybunami.

Wzory i ornamenty w domach góralskich a symbol kwiatu życia

1. Wstęp

Niniejszy tekst nie jest artykułem, lecz swoistym felietonem – stanowi przemyślenia po odwiedzeniu Zakopanego i charakterystycznych obiektów wybudowanych w tzw. „stylu zakopiańskim„1, wykonanych głównie według projektu Witkiewicza (wynika to z tego, że obecnie te właśnie obiekty są udostępnione dla zwiedzania, – znajdują się w nich muzea). Zostanie wykazany związek pomiędzy ornamentami występującymi w elementach budynków, oraz symbolem kwiatu życia.

2. Ornamentyka

Moją uwagę zwróciły przede wszystkim elementy zlokalizowane w miejscach mało widocznych na pierwszy rzut oka – takich jak belka podstropowa, tzw. sosręb, a także trochę bardziej widocznych – np. nadprożu drzwiowym. Są to elementy konstrukcyjne których zasadą działania jest praca „na zginanie” mająca przenieść tzw. „momenty zginające” (pojęcia pochodzące z mechaniki budowli). Sosręb (sostrąb, siestrzan, stragarz) zgodnie z definicją2 jest to główna belka w stropie drewnianym. Biegnie w kierunku poprzecznym do pozostałych belek. Zazwyczaj ma większy przekrój. Elementy te pełnią zatem bardzo ważną funkcję z punktu widzenia statyki budynku i bezpieczeństwa jego użytkowania. Ornamenty te to tzw. „rozeta” – zazwyczaj sześciodzielny kwiat wpisany w okręgu, ale także występujący w formie kilku przenikających się rozet.

Podstawowe pytania jakie zadałem sobie widząc tego typu ornamenty to:

  • Kto je wykonał?

  • W jakim celu?

  • Co oznaczają?

 Odpowiedzi na te pytania wydają się oczywiste, ponieważ najczęściej w takich miejscach jak belka podstropowa wykonywany był znak mistrza ciesielskiego (gmerk), który wykonywał dany obiekt. Jednak znak ten powtarza się w tak wielu obiektach (nie tylko na podhalu), oraz w tak wielu miejscach w obrębie jednego domu, że uważam tego typu znak za uniwersalny ornament. Sosręby były pokrywane także sentencjami i życzeniami. Według mnie znaki stosowane na elementach domów, ale także na różnego typu przedmiotach użytkowych są tradycyjnymi ornamentami. Ich rodowód nie jest poznany i zapewne ginie w mrokach dziejów, więc nawet nie zamierzam zagłębiać się w te kwestie.

 Chciałbym jednak zwrócić uwagę na znaczne podobieństwo znaków wykonanych w przedstawionych przykładach do symbolu tzw. „kwiatu życia3”, oraz „ziarna życia4”, opisywanego przez Drunvalo Melchizedeka5. Symbol kwiatu życia, zgodnie z opisami autora, pojawiał się już w starożytnym Egipcie, ale także na całym świecie: Irlandii, Anglii, Izraelu, Chinach, Tybecie, Grecji, Japonii… pojawiają się także w rysunkach Leonarda da Vinci. W związku z tym jest to symbol uniwersalny, pojawiający się w wielu kulturach na przestrzeni wielu wieków i w różnych miejscach.

  Symbol reprezentuje cykl –

w środku Kwiatu Życia znajduje się siedem połączonych ze sobą kół, zwanych ziarnem życia. Z ziarna powstaje kwiat, a kwiat rodzi owoc. Według Melchizedeka Kwiat Życia zawiera w sobie wszystkie formuły matematyki, każde prawo fizyki, harmonię muzyczną i każdą biologiczną formę życia, łącznie z ludzkim ciałem. Znajdziemy w nim także platońskie bryły, będące wzorcami dla wszystkich atomów, pierwiastków, poziomów, wymiarów, dla wszystkiego co istnieje we wszechświecie w formie fal.6

W związku z powyższym symbole wykonane na elementach konstrukcyjnych i dekoracyjnych zaprezentowane na zdjęciach mogą stanowić reminescencję wiedzy przodków. Wiedzy, która cały czas istnieje w różnych częściach naszej planety i z powodzeniem jest stosowana na przestrzeni wieków – również w wieku XIX, kiedy to w większości powstały przedstawione obiekty. Należy tu podkreślić, że symbol kwiatu życia stanowi jedynie cząstkę znacznie większej i obszerniejszej wiedzy dotyczącej geometrii i świętej geometrii. Także dzisiaj wiedza ta jest stosowana przez wiele korporacji do opracowania swojej identyfikacji wizualnej – w tym logotypów. Znaki mają w sobie określony przekaz, są skonstruowane w sposób harmonijny lub dysharmonijny i tak samo oddziałują na otoczenie. Także symbolika kwiatu życia stanowi określony przekaz, nawet jeśli użyty nieświadomie, lub podświadomie przez ówczesnych budowniczych. Jako symbol pewnego cyklu, zamkniętego obiegu może stanowić symbol pełni, obfitości, pomyślności, a wpisanie w okrąg może świadczyć o tym, że mógł pełnić funkcje ochronne. Jakby nie patrzeć obiekty, w których został zastosowany przetrwały do dzisiaj wiele zawieruch minionych ponad stu lat.

3. Zakończenie i wnioski

Symbole, które przypadkowo zobaczyłem stanowiły dosyć duże zaskoczenie, ale jak wiedza o nich przetrwała aż do czasów witkiewiczowskich i stanowi dzisiaj żywe świadectwo obecności starożytnej (a co najmniej historycznej) wiedzy. Sceptycy powiedzą, że to tylko ornamenty, tradycyjne dla regionu, nie ma w nich drugiego dna. Optymiści zaś zauważą w nich coś więcej niż symbol i powiążą symbol kwiatu życia i rozety. Nie ma jednak wątpliwości, że podobieństwo między symbolami jest tak oczywiste, że wydaje się, nie może być jedynie kwestią przypadku.

Przypisy:

1 Za Wikipedia: Styl zakopiański, styl witkiewiczowski – styl architektoniczny wprowadzony przez Stanisława Witkiewicza w latach 90. XIX wieku. [dostęp 18 X 2015]

2 Za Wikipedia [dostęp 18 X 2015]

3 Ang. flower of life

4 Ang. seed of life

5 Melchizedek D.: Pradawna tajemnica kwiatu życia. Tom I. Wydawnictwo Centrum.

Arboretum Wirty

Kiedy masz ochotę odpocząć od miasta najczęściej kierujesz się na teren zielony – las, łąkę, nad morze itd. Nie od dzisiaj znane jest lecznicze działanie roślin i pozytywny wpływ jaki mają na psychikę człowieka. Być może dlatego np. szpitale psychiatryczne zawsze znajdowały się w towarzystwie parków.

W celach wypoczynkowych warto odwiedzić arboretum Wirty. Jest to wieś położona na Kociewiu, w powiecie starogardzkim około 1 godziny jazdy od Gdańska. Arboretum to nic innego jak ogród dendrologiczny, czyli miejsce w którym prowadzi się badania nad drzwami i krzewami.

wirty-mapa

Do Wirt najlepiej dostać się samochodem. Po przyjeździe mamy do dyspozycji parking – stąd kierujemy się do wejścia. Bilet normalny kosztuje (!) 2 zł. Jak za możliwość przebywania w takim miejscu jest to bardzo niska cena. W arboretum nie doświadczymy aż takiej różnorodności kwiatów, tak jak np. w ogrodzie botanicznym w Krakowie, gdzie kolorów było w nadmiarze, natomiast możemy zobaczyć różnorodność drzew i krzewów. Każdy gatunek posiada tabliczkę informującą o swoich cechach i miejscu występowania.

Spacerując wśród ścieżek trzeba także pójść nad jezioro i odwiedzić jeden z punktów widokowych, gdzie roztacza się panorama na drugi brzeg.

Wracając można kupić sadzonkę krzewu lub drzewa do własnego ogródka – ceny są niskie – od 3 do 6 zł za sadzonkę.

Do najciekawszych gatunków jakie możemy spotkać w Wirtach należą: Cyprysik groszkowy odm. Szpilkowa, Żywotnik japoński, Buk pospolity odm. Białobrzegi, Dąb szypułkowy odm. Purpurowa, Olsza szara odm. Strzępolistna, Orzech pośredni
Tulipanowiec amerykański odm. Żóltobrzega, Oliwnik, Wiśnia, Brawnik, Różanecznik, Magnolia.

Co więcej – dla wszystkich posiadaczy psów – istnieje możliwość wejścia na teren parku z pupilem, co prawda na smyczy i (zgodnie z regulaminem) w kagańcu, jednak ten ostatni w przypadku małych psów nie jest egzekwowany.

Dlaczego warto:

– blisko Trójmiasta – wystarczy pół dnia na ciekawą wycieczkę

– niska cena

– różnorodność gatunków drzew i krzewów

– bardzo dobre utrzymanie arboretum

– czyste powietrze

– możliwość kupienia sadzonki do własnego ogrodu

Bibliografia:

[1] http://www.wirty.pl/

[2] http://pl.wikipedia.org/wiki/Arboretum_Wirty

Majówka w Krakowie

O walorach tego miasta napisano już wiele. Kraków stanowi nierozerwalną część tożsamości Polaków z wspaniale zachowanymi zabytkami, folklorem, oraz stanowi jedno z centrów kultury i nauki. Co może stanowić zachętę by odwiedzić to miejsce? Niektórzy przecież byli tam już niejednokrotnie i nie mają ochoty zwiedzać po raz dziesiąty wyłożonych arrasami komnat na Wawelu. Kraków to przecież także wiele nieodkrytych miejsc, owianych tajemnicą, legendami, lub po prostu tych mniej znanych.

Do Krakowa warto pojechać pociągiem, tak aby nie martwić się o miejsce do parkowania – w centrum obowiązuje strefa płatnego parkowania, więc w efekcie podroży to wyjazd jeśli mamy zamiar nocować blisko centrum. Pociągi z Trójmiasta docierają do stolicy Małopolski w 5 godzin (Pendolino), więc jest to szybciej niż przeciętny czas podróży samochodem. Oszczędzamy na autostradzie, benzynie i późniejszych kosztach, a przede wszystkim można się zrelaksować w czasie podróży i zachować siły na późniejsze zwiedzanie. W samym Krakowie warto skorzystać z usług biur wynajmujących apartamenty – przeciętnie cena podobna do noclegu w hostelu na zachodzie Europy – ok 20 euro / dobę.

  • Dzień pierwszy „Żydowski Kazimierz i spotkanie z magiem”

Rano przywitała nas deszczowa pogoda. Dzień zaczęty od wycieczki na krakowski Kazimierz – dzielnicę, w której dominowała obecność Żydów, o czym świadczą zachowane synagogi, cmentarz żydowski i inne zabytki, a także od czasu do czasu szyldy sklepów ze znajomo brzmiącymi nazwiskami 🙂 Jest to pewien folklor tego miejsca, można poczuć klimat tej dzielnicy poprzez takie drobne detale, które pojawiają się w niektórych uliczkach. Warto odwiedzić ulicę Szeroką, a także okoliczne uliczki, w każdej jest coś ciekawego. Po obejściu całego Kazimierza w poszukiwaniu przyzwoitej kawiarni (w sumie nie znaleźliśmy), poszliśmy do kościoła ojców Paulinów, a następnie bulwarem nad Wisłą wróciliśmy na starówkę i rynek, gdzie w końcu znaleźliśmy dobrą kawiarnię z wyrobami z Wadowic.

Zastanawiając się co warto zwiedzić stwierdziliśmy, że można pójść na Wawel, ale raczej nie po to aby zwiedzać go dokładnie. Zakupiliśmy jedynie bilety do Smoczej Jamy, ale przedtem poszliśmy  na dziedziniec zamkowy (można wejść bez biletu). Instynktownie zacząłem szukać wejścia do podziemi, gdzie znajdują się ruiny nie istniejącego już kościoła św. Gereona. Niewiele osób wie o istnieniu takiego miejsca, a żadna informacja, która mogłaby wskazywać to miejsce nie istnieje, więc przeciętny turysta przejdzie sobie obok, nie zdając sobie sprawy z kilku rzeczy:

1. Historycznie, jest to kościół, który powstał najprawdopodobniej ok. XI wieku (budowla romańska) – trójnawowy, z transeptem. Najprawdopodobniej przed nim istniała inna budowla w jego miejscu (może inny kościół, przedromański). A przed nim… pewnie było to miejsce kultu pogańskiego… (przecież nie od dzisiaj wiadomo, że kościół przywłaszczał sobie miejsca kultu naszych pogańskich przodków).

2. Ezoterycznie, jest uważany za miejsce o silnym promieniowaniu energii subtelnych, oraz miejsce, w którym znajduje się tzw. czakram wawelski.

3. Dostęp do tego miejsca jest pilnowany przez władze, nie każdy ma do niego dostęp – świadczyć o tym może chociażby to, że nie ma prawie żadnych zdjęć pokazujących wnętrze tego kościoła, żadnej informacji na drzwiach, albo w przewodnikach.

Sam namęczyłem się, żeby znaleźć to miejsce, ale podpowiedź przyszła jak zwykle przypadkiem – miejsce to znane jest z silnego promieniowania energii, więc często stoją przy drzwiach ludzie, którzy „czerpią”. Tym razem także była taka osoba, okazało się, że jest to osoba, która zajmuje się ezoteryką, co pokazała nam wyjmując dłonie z założonymi srebrnymi pierścieniami z symbolami magicznymi takimi jak pentagram i inne. Chwila ciekawej rozmowy i zdecydowaliśmy się kontynuować zwiedzanie, bo nie było szans na zejście o odwiedzenie tego owianego tajemnicą miejsca…

Przyjrzeć się warto także renesansowemu gmachowi zamku królewskiego. Jego obecna forma jest efektem przebudowy zainicjowanej w XVI wieku przez Aleksandra Jagiellończyka. Na owy czas styl renesansowy był czymś zupełnie nowym, modnym – wszak styl ten już zadomowił się we Włoszech, skąd z opóźnieniem przyjechał do Polski.

Przykładem architektury renesansowej jest kaplica zygmuntowska będąca pierwszym w Polsce obiektem w pełni renesansowym o bogatym programie. Zaprojektowana została przez Bartolomeo Berecciego – florenckiego artystę. Niemiecki historyk sztuki August Ottmar Essenwein nazwał ją „perłą renesansu z tej strony Alp„. Konsekrowana została w 1533 roku. Jej dach stanowi miedziana kopuła lśniąca z daleka i ogniskująca wzrok osób znajdujących się przed zamkiem. W kaplicy znajdują się nagrobki Zygmunta I Starego, Zygmunta II Augusta, oraz Anny Jagiellonki.

Po obejrzeniu zamku poszliśmy do smoczej jamy – jaskini znajdującej się na Wzgórzu Wawelskim, związaną z legendą o smoku.

Jaskinia ta, jak i inne w obrębie wzgórza wawelskiego, znana była od dawna. Wspomina o nich już Jan Długosz, jednak pierwsza pisemna wzmianka o tej konkretnej jaskini pochodzi z I połowy XVI w. W 1565 król Zygmunt II August ze względów bezpieczeństwa polecił zamurować otwory, gdyż zamieszkiwali w nich włóczędzy, żebracy, biedota itp. Niedługo później jednak Smocza Jama znów była użytkowana, istniała tam ciesząca się szeroką sława karczma (opisał ją w wierszu Jan Andrzej Morsztyn), a nawet dom publiczny.

Pod koniec XVIII w. dolne wejście od strony Wisły zamurowano w związku z pracami fortyfikacyjnymi. Istniały dwa otwory w stropie, jeden z nich wykorzystał w 1829 Ambroży Grabowski w celu dostania się do jaskini; wnętrze jednak było zagruzowane, w miejscu, gdzie przebiegały nad Smoczą Jamą mury obronne, wymurowano podtrzymujące filary. Rok później otwory te zamurowano, jednak w 1842 Senat Wolnego Miasta Krakowa nakazał odgruzowanie jaskini i udostępnienie jej publiczności. Po zajęciu miasta przez Austriaków, dolny otwór ponownie zamurowano, wykuto również tunel stanowiący część systemu wodociągów, w 1918 wykorzystany do wybudowania kręconych schodów prowadzących do Smoczej Jamy; wtedy też zainstalowano oświetlenie elektryczne. W 1974 górnicy pod nadzorem naukowców z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie przystosowali jaskinię dla zwiedzających. [1]

smocza

Rys. Plan jaskini Smocza Jama [2]

Po zwiedzeniu jaskini można pójść na ulicę Podwale do pubu C.K. Browar – oferta składa się z kilku rodzajów warzonego na miejscu piwa.

  • Dzień drugi „Botaniczny raj i socrealistyczne migawki”

Wiosna w pełni, więc szkoda by było nie odwiedzić ogrodu botanicznego Uniwersytetu Jagiellońskiego. Znajduje się on na ulicy Mikołaja Kopernika, można dojść na pieszo ze starówki – czas przejścia to około 20-30 minut. Nie ma sensu rozpisywać się na temat gatunków roślin, które można tam zobaczyć – są to zarówno gatunki egzotyczne, jak i miejscowe, wszystkie okazy są bardzo zadbane, zlokalizowane albo w szklarniach albo na świeżym powietrzu. Jest to oaza spokoju w centrum aglomeracji i gdyby nie szum ruchu ulicznego gdzieś w oddali, można by zapomnieć, że jest się w mieście.

Poza bujną roślinnością, park jest także domem wielu zwierząt – ptaków i wiewiórek. Spotkane zwierzątka wydają się oswojone z obecnością człowieka, nie boją się i chętnie dają fotografować.

Czas potrzebny na zobaczenie wszystkich roślin i sfotografowanie ciekawszych okazów to około 2 – 2,5 godzin, ale w trybie ekspresowym można to zrobić szybciej… tylko pytanie czy warto?

Kraków to także historia najnowsza, choć już słusznie miniona. Nowa Huta to dzielnica, a właściwie miasto, które zostało zaprojektowane od podstaw – wybudowane w latach 1949 – 1951. W 1951 została włączona do Krakowa jako jego dzielnica. Zbudowano je dla pracowników Huty im. Lenina. Dostaliśmy się tam tramwajem nr 4 z ulicy Lubicz, do której bardzo łatwo można dojść z ogrodu botanicznego.

W maju 1952 ukończono projekt centralnej części miasta. Wiadomość o planie generalnym przygotowanym przez Tadeusza Ptaszyckiego ukazała się w „Architekcie” jednocześnie z nekrologiem Józefa Stalina (plac Centralny nazwano jego imieniem). Zaprojektowano budynki mieszkalne mierzące do ośmiu kondygnacji, przy czym najniższe dwie przeznaczono na cele handlowo–usługowe. Budownictwo administracyjne mieszczące siedziby partii, związki zawodowe i organizacje społeczne miało się koncentrować wokół placu Ratuszowego, a budynek Ratusza przewidywano dla siedziby Dzielnicowej Rady Narodowej. Przy placu Centralnym zogniskowano życie kulturalne, a w środkowej jego części projektowano monument (podobny do monumentu Waszyngtona) mający podkreślać charakter miasta i więź z kombinatem. W Domu Kultury, który zamykał plac od południa, planowano umieszczenie biblioteki, sali teatralnej, świetlicy, księgarni i restauracji. Dom Kultury i wkomponowana weń podwójna kolumnada stanowiły wejście na teren planowanego w miejscu dzisiejszych Łąk Nowohuckich ogromnego zalewu rekreacyjnego. Dużą wagę przywiązywano do urządzeń sportowych.

Arterie wyznaczają najważniejsze kierunki miasta: „oś huty”, dzisiejsza Aleja Solidarności jest „osią pracy”, „oś śródmieścia”, czyli Aleja Róż łączyć miała Plac Centralny z placem Ratuszowym. Dalszy, północny odcinek dzisiejszej Alei Róż stanowi promenadę spacerową. Pozostałe osie miały pełnić funkcję komunikacyjną łączącą centrum z peryferyjnymi osiedlami i Starym Krakowem. W listopadzie 1953 nadano nazwy najważniejszym arteriom: Lenina (dzisiejsza aleja Solidarności), Przodowników Pracy, Planu 6-letniego (dzisiejsza aleja Jana Pawła II), Rewolucji Październikowej (dzisiejsza aleja Andersa).

Pod względem stylistycznym architektura „staromiejskiego” zespołu Nowej Huty jest bardzo zróżnicowana i odpowiada charakterowi poszczególnych kwartałów i osiedli. Ciągi zwartej zabudowy placu Centralnego i najbliższe mu odcinki alei Andersa i Solidarności odwołują się wprost do postulatów architektury socrealistycznej. Pomiędzy zabudowaniami Centrum a prostymi domkami osiedli peryferyjnych wybudowano trzykondygnacyjne bloki o prostych bryłach, o niewiele różniącym się standardzie mieszkań. Ówczesne komentarze podkreślają, że zabudowa Nowej Huty nawiązuje do architektury Krakowa i stanowi pomost pomiędzy starym grodem a wielkim przemysłem. [3]

Uwagę zwraca bryła dawnego kina „Świt” funkcjonującego w latach 1953 – 2002. Kino to niegdyś mieściło dwie sale. Gdy zakończyło swoją działalność stało się bazarem obklejonym szyldami, dewastującymi elewację. Na skutek remontu można powiedzieć, że odzyskało część dawnego blasku, choć bannery supermarketu nie wyglądają w żaden sposób harmonijnie. Przywrócono także neon na szczycie kina, na wzór dawnego. Bardzo ładnie prezentuje się klatka schodowa z posadzką lastrikową, oraz elegancką balustradą. Uwagę przyciągają elementy wystroju wnętrza takie jak stare projektory pochodzące z Łódzkiej wytwórni sprzętu kinematograficznego, a ich tabliczki znamionowe świadczą o ich produkcji w latach 70-tych XX wieku. Na piętrze została zlokalizowana kawiarnia „Filmowa”, gdzie warto napić się espresso, a jak szczęście dopisze to być może uda się załapać na seans filmowy – jest duży ekran, oraz projektor. Szkoda, że takie budynki jak kino „Świt” zostały zapomniane, gdyż stanowią dobrze zaprojektowane obiekty, które nie stawiły czoła zmianom ustrojowym, zostały podeptane przez nową funkcję i elewacyjne doklejanki. Być może ich socrealistyczny rodowód stanowi o tym, że niektórzy nie dostrzegają w nich wartości, jednak porównując ich kameralny charakter z dzisiejszymi kinami mającymi charakter „przemysłowy” mogę stwierdzić, że wolę te stare… z widownią na kilkadziesiąt osób, wygodnymi fotelami i specyficznym zapachem widowni… tylko ile ich jeszcze w Polsce zostało?

  • Dzień 3 „Kulejący”

Trzeci dzień, to praktycznie dzień wyjazdu z Krakowa. Bolała mnie noga od chodzenia, więc zbyt dużo nie pozwiedzaliśmy. Za to można było posiedzieć w cieniu drzew na plantach pijąc kawę (dzień był słoneczny). Później ostatni widok na rynek, ratusz, kościół mariacki i opuszczamy Kraków.

Kraków jest miejscem, gdzie każdy może znaleźć coś dla siebie. Chcesz zjeść, popić – idziesz na stare miasto, tutaj czekają na Ciebie knajpy i restauracje (dużo obcokrajowców, których łatwiej znaleźć niż Polaka 🙂 Chcesz się wyciszyć – idziesz do ogrodu botanicznego. Wolisz Kraków tajemniczy? Są miejsca, które do dzisiaj kryją taką tajemnicę – jak kościół św. Gereona. Program rozrywkowy na 3 dni można zapełnić szybko. Nasz program został zrealizowany tylko w części – w planie był jeszcze Zakrzówek, kopce Kościuszki, Kraka, Wandy, podziemia rynku… będzie na następny raz.

PS. Do Trójmiasta wróciła z nami pasażerka – świnka. Pochodzi gdzieś z okolic Żywca :]

swinka

Bibliografia:

[1] Wikipedia, http://pl.wikipedia.org/wiki/Smocza_Jama_%28Krak%C3%B3w%29

[2] Szelerewicz M, Gorny A., 1986, „Jaskinie Wyzyny Krakowsko-Wielunskiej”, PTTK „Kraj”, Krakow-Warszawa

[3] Wikiedia, http://pl.wikipedia.org/wiki/Nowa_Huta_%28cz%C4%99%C5%9B%C4%87_Krakowa%29

Dom ze ścianami prostymi czy dom kopułowy?

Postanowiłem przyjrzeć się tematowi ekonomiki domów kopułowych i domów „tradycyjnych”. Pod uwagę chciałbym wziąć powierzchnię ścian zewnętrznych (powierzchnia ta ma wpływ na ilość ciepła, która przenika z wnętrza domu do zewnętrza), oraz kosztów materiału użytego do wybudowania takiej konstrukcji (np. cegła pełna).

Jako referencja posłuży nam kubatura 600 m3. Posłużymy się także podstawowymi wzorami matematycznymi.

Dom ze ścianami prostymi:

1. Dom o obrysie kwadratowym

– Q = 600 m3

– h = 6 m (dwie kondygnacje po 3 m wysokości każda)

– a (długość boku) = 10 m

– pole powierzchni zabudowy = 100 m2

– pole powierzchni całkowitej = 200 m2

– pole powierzchni ścian zewnętrznych = 4*10*6 = 240 m2′

– pole powierzchni stropu = 100 m2

– pole powierzchni przegród zewnętrznych = 340 m2

2. Dom o obrysie prostokątnym

– Q = 600 m3

– h = 6m (dwie kondygnacje po 3 m wysokości każda)

– a = 5 m

– a*b*h = 600

b = 600 / (a*h)

b = 600 / (5*6) = 20 m

– pole powierzchni zabudowy = 5*20 = 100 m2

– pole powierzchni całkowitej = 200 m2

– pole powierzchni ścian zewnętrznych = 2*5*6 + 2*20*6 = 60 + 240 = 300 m2

– pole powierzchni stropodachu = 100 m2

– pole powierzchni przegród zewnętrznych = 400 m2

3. Dom kopułowy

– Q = 600 m3

– korzystając ze wzoru na objętość kuli obliczamy jej promień

V = 4/3 Pi R(3)

R = 6,59 m

– pole powierzchni zabudowy : 136,36 m2

– pole powierzchi całkowitej : około 230 m2

– Pole powierzchni ścian zewnętrznych

P = 4 Pi R(2)

P = 12,56 * 6,59 (2) = 545,45

P / 2 (kopuła to pół sfery) = 272,72 m2

Wnioski :

Przy założeniu, że kubatura budynku wynosi 600 m3 najbardziej ekonomiczny pod względem ilości przegród zewnętrznych i materiału potrzebnego do ich wybudowana jest budynek w kształcie kopuły. Powierzchnia przegród zewnętrznych w stosunku do domu o obrysie kwadratu jest o 20 % mniejsza a w stosunku do analizowanego domu prostokątnego jest oo 32 % mniejsza. Mniejsza przegród oznacza mniejszą powierzchnię przenikania ciepła na zewnątrz budynku (oczywiście przy zastosowaniu materiału termoizolacyjnego o takich samych właściwościach izolacyjnych).

Kamienne kręgi w Węsiorach

Węsiory zlokalizowane są 19 km na północny zachód od Kościerzyny nad jeziorem Długim. Dojazd od strony Trójmiasta jest dosyć prosty – należy kierować się na Kartuzy a następnie na Bytów drogą 228. Po drodze mijamy liczne jeziora pojezierza Kaszubskiego – warto na chwilę przystanąć, aby zachwycić się krajobrazem np. pomiędzy jeziorem Brodno Mł. i Brodno Wlk. Po dojeździe do wsi Węsiory należy podążać zgodnie z drogowskazami kierującymi na rezerwat archeologiczny Kamienne Kręgi. Zlokalizowany jest on na południe od wsi. Na miejscu czeka parking, gdzie możemy zostawić samochód i pieszo udać się do rezerwatu.

wesiory mapa1

Rys. Lokalizacja Węsiorów w stosunku do Gdańska i proponowane drogi dojazdu

wesiory-mapa2

Rys. Umiejscowienie rezerwatu archeologicznego Kamienne Kręgi w stosunku do wsi Węsiory

Już na wejściu wita przyczepiona do drzewa zalaminowana kartka z wymownym tytułem „Ku przestrodze”, który opowiada historię

wesiory4

Rys. Plan sytuacyjny założenia

Stowarzyszenie Badań Kamiennych Kręgów w Gdyni w ten sposób opisuje kręgi w Węsiorach:

Tutejsze kamienne kręgi są miejscem mocy o szczególnej miękkiej energii, działającej jak pompa odsysająca chaos, zarówno z otoczenia jak też wszelkich organizmów żywych. Szczególnie kojąco wpływają na system nerwowy, przywracając równowagę potencjałów energetycznych przebywających w nich ludzi i zwierząt.

Kręgi kamienne to również pradawny kalendarz wyznaczający wschody słońca w przesilenia letnie i zimowe, jak też wschody księżyca w okresach pełni najbliższych przesileniom i równonocom. Niegdyś było to miejsce narad, spotkań i sądów plemiennych ludów, które zamieszkiwały te ziemie.

Wg legend kaszubskich zostały zbudowane przez Stolemów, mitycznych przybyszów z północy. Archeolodzy znaleźli tu również pochówki, z okresu wędrówki plemion Gotów w okresie I i II n.e.

Budowa kręgów mogła mieć jednak miejsce na wiele tysięcy lat przed Chrystusem. Wskazuje na to wiek szczególnego gatunku porostów na kamieniach, występującego jedynie w miejscach mocy.

Zarówno okoliczni mieszkańcy, jak i członkowie Stowarzyszenia Badań Kamiennych Kręgów, wielokrotnie obserwowali tu ciekawe zjawiska na niebie, mające związek z UFO, jak również interesujące układu gwiazd, np. tzw. zbieg wszystkich gwiazd nad kręgami, szczególnie w czasie równonocy wiosennej.

To tylko krótki wstęp do pełnej tajemnic i domysłów historii tego cudownego miejsca.

 Cmentarzysko zostało odkryte w latach 20 XX wieku, jednak badania rozpoczęto dopiero w 1956 roku pod kierunkiem dr Jerzego Kmiecińskiego. Przebadano 3 kamienne kręgi, 16 kurhanów i 110 pochówków ciałopalnych i szkieletowych. Spalone zwłoki złożone były w glinianych naczyniach (tzw. groby popielnicowe), a także chowano je w wykopanych w ziemi jamach (groby jamowe).

Groby szkieletowe w Węsiorach znajdują się wyłącznie w kamiennych kręgach i pod kurhanami. Co ciekawe, kamienne kręgi, na innych cmentarzyskach pozbawione raczej grobów, w Węsiorach je zawierają. Wyjątkiem jest wielki krąg sędziowski, usytuowany w górnej części rezerwatu. [1]

Bibliografia:

[1] Breske A., Breske Z., Ellwart J.: Kamienne Kręgi Gotów. Małe vademecum turysty, Wydawnictwo REGION, Gdynia 2004-2011.