Architektura

Gdynia – baseny na Polance Redłowskiej

Jako rodowity Gdynianin, postanowiłem rozpocząć cykl postów dotyczących konkretnych miejsc z historii miasta, oraz porównać to w jaki sposób wyglądają te miejsca obecnie. Być może zainspiruje to kogoś do dalszych poszukiwań dotyczących tematu historii miasta.

Dzisiaj odwiedziliśmy miejsce, które jakiś czas temu tętniło życiem, bo znajdowały się baseny miejskie. Miejscem tym jest Polanka Redłowska w Gdyni. Baseny zostały wybudowane w latach 50 ubiegłego wieku. Jeden z nich miał wymiary basenu o wymiarach 50×20 m, wyposażony był w wieżę do skoków o wysokości około 10 m. Drugi z basenów przeznaczony był dla dzieci i osób nie potrafiących pływać. Baseny napełniano wodą z Zatoki Gdańskiej, co było przyczyną częstych jego zamknięć przez Państwowego Inspektora Sanitarnego. Basen niszczał. W końcu po transformacji ustrojowej 1989 roku wszedł w zarząd miejskiego ośrodka sportu i rekreacji, podjęto próbę jego reanimacji, co się nie udało. Miał tu powstać także kompleks hotelowy, jednak plan również nie wypalił. Miejsce po basenach obecnie pozostaje klepiskiem, po bokach którego widoczne są jeszcze pozostałości podkonstrukcji trybun. Szkoda, że potencjał tego miejsca się marnuje. W mojej opinii miejsce to powinno służyć mieszkańcom a powrót do idei kąpieliska wydaje się być uzasadniony. Najprawdopodobniej skończy się na tym, że w tym atrakcyjnym miejscu powstanie kolejne ogrodzone osiedle dla burżujstwa z widokiem na wody Zatoki Gdańskiej.

 

redlowo2

Stare zdjęcie basenu pływackiego na Polance Redłowskiej w Gdyni

IMAG0505

Polanka Redłowska w dniu 10.01.2016. Widoczne po obu stronach skarpy były wcześniej trybunami.

Reklamy

Wzory i ornamenty w domach góralskich a symbol kwiatu życia

1. Wstęp

Niniejszy tekst nie jest artykułem, lecz swoistym felietonem – stanowi przemyślenia po odwiedzeniu Zakopanego i charakterystycznych obiektów wybudowanych w tzw. „stylu zakopiańskim„1, wykonanych głównie według projektu Witkiewicza (wynika to z tego, że obecnie te właśnie obiekty są udostępnione dla zwiedzania, – znajdują się w nich muzea). Zostanie wykazany związek pomiędzy ornamentami występującymi w elementach budynków, oraz symbolem kwiatu życia.

2. Ornamentyka

Moją uwagę zwróciły przede wszystkim elementy zlokalizowane w miejscach mało widocznych na pierwszy rzut oka – takich jak belka podstropowa, tzw. sosręb, a także trochę bardziej widocznych – np. nadprożu drzwiowym. Są to elementy konstrukcyjne których zasadą działania jest praca „na zginanie” mająca przenieść tzw. „momenty zginające” (pojęcia pochodzące z mechaniki budowli). Sosręb (sostrąb, siestrzan, stragarz) zgodnie z definicją2 jest to główna belka w stropie drewnianym. Biegnie w kierunku poprzecznym do pozostałych belek. Zazwyczaj ma większy przekrój. Elementy te pełnią zatem bardzo ważną funkcję z punktu widzenia statyki budynku i bezpieczeństwa jego użytkowania. Ornamenty te to tzw. „rozeta” – zazwyczaj sześciodzielny kwiat wpisany w okręgu, ale także występujący w formie kilku przenikających się rozet.

Podstawowe pytania jakie zadałem sobie widząc tego typu ornamenty to:

  • Kto je wykonał?

  • W jakim celu?

  • Co oznaczają?

 Odpowiedzi na te pytania wydają się oczywiste, ponieważ najczęściej w takich miejscach jak belka podstropowa wykonywany był znak mistrza ciesielskiego (gmerk), który wykonywał dany obiekt. Jednak znak ten powtarza się w tak wielu obiektach (nie tylko na podhalu), oraz w tak wielu miejscach w obrębie jednego domu, że uważam tego typu znak za uniwersalny ornament. Sosręby były pokrywane także sentencjami i życzeniami. Według mnie znaki stosowane na elementach domów, ale także na różnego typu przedmiotach użytkowych są tradycyjnymi ornamentami. Ich rodowód nie jest poznany i zapewne ginie w mrokach dziejów, więc nawet nie zamierzam zagłębiać się w te kwestie.

 Chciałbym jednak zwrócić uwagę na znaczne podobieństwo znaków wykonanych w przedstawionych przykładach do symbolu tzw. „kwiatu życia3”, oraz „ziarna życia4”, opisywanego przez Drunvalo Melchizedeka5. Symbol kwiatu życia, zgodnie z opisami autora, pojawiał się już w starożytnym Egipcie, ale także na całym świecie: Irlandii, Anglii, Izraelu, Chinach, Tybecie, Grecji, Japonii… pojawiają się także w rysunkach Leonarda da Vinci. W związku z tym jest to symbol uniwersalny, pojawiający się w wielu kulturach na przestrzeni wielu wieków i w różnych miejscach.

  Symbol reprezentuje cykl –

w środku Kwiatu Życia znajduje się siedem połączonych ze sobą kół, zwanych ziarnem życia. Z ziarna powstaje kwiat, a kwiat rodzi owoc. Według Melchizedeka Kwiat Życia zawiera w sobie wszystkie formuły matematyki, każde prawo fizyki, harmonię muzyczną i każdą biologiczną formę życia, łącznie z ludzkim ciałem. Znajdziemy w nim także platońskie bryły, będące wzorcami dla wszystkich atomów, pierwiastków, poziomów, wymiarów, dla wszystkiego co istnieje we wszechświecie w formie fal.6

W związku z powyższym symbole wykonane na elementach konstrukcyjnych i dekoracyjnych zaprezentowane na zdjęciach mogą stanowić reminescencję wiedzy przodków. Wiedzy, która cały czas istnieje w różnych częściach naszej planety i z powodzeniem jest stosowana na przestrzeni wieków – również w wieku XIX, kiedy to w większości powstały przedstawione obiekty. Należy tu podkreślić, że symbol kwiatu życia stanowi jedynie cząstkę znacznie większej i obszerniejszej wiedzy dotyczącej geometrii i świętej geometrii. Także dzisiaj wiedza ta jest stosowana przez wiele korporacji do opracowania swojej identyfikacji wizualnej – w tym logotypów. Znaki mają w sobie określony przekaz, są skonstruowane w sposób harmonijny lub dysharmonijny i tak samo oddziałują na otoczenie. Także symbolika kwiatu życia stanowi określony przekaz, nawet jeśli użyty nieświadomie, lub podświadomie przez ówczesnych budowniczych. Jako symbol pewnego cyklu, zamkniętego obiegu może stanowić symbol pełni, obfitości, pomyślności, a wpisanie w okrąg może świadczyć o tym, że mógł pełnić funkcje ochronne. Jakby nie patrzeć obiekty, w których został zastosowany przetrwały do dzisiaj wiele zawieruch minionych ponad stu lat.

3. Zakończenie i wnioski

Symbole, które przypadkowo zobaczyłem stanowiły dosyć duże zaskoczenie, ale jak wiedza o nich przetrwała aż do czasów witkiewiczowskich i stanowi dzisiaj żywe świadectwo obecności starożytnej (a co najmniej historycznej) wiedzy. Sceptycy powiedzą, że to tylko ornamenty, tradycyjne dla regionu, nie ma w nich drugiego dna. Optymiści zaś zauważą w nich coś więcej niż symbol i powiążą symbol kwiatu życia i rozety. Nie ma jednak wątpliwości, że podobieństwo między symbolami jest tak oczywiste, że wydaje się, nie może być jedynie kwestią przypadku.

Przypisy:

1 Za Wikipedia: Styl zakopiański, styl witkiewiczowski – styl architektoniczny wprowadzony przez Stanisława Witkiewicza w latach 90. XIX wieku. [dostęp 18 X 2015]

2 Za Wikipedia [dostęp 18 X 2015]

3 Ang. flower of life

4 Ang. seed of life

5 Melchizedek D.: Pradawna tajemnica kwiatu życia. Tom I. Wydawnictwo Centrum.

Majówka w Krakowie

O walorach tego miasta napisano już wiele. Kraków stanowi nierozerwalną część tożsamości Polaków z wspaniale zachowanymi zabytkami, folklorem, oraz stanowi jedno z centrów kultury i nauki. Co może stanowić zachętę by odwiedzić to miejsce? Niektórzy przecież byli tam już niejednokrotnie i nie mają ochoty zwiedzać po raz dziesiąty wyłożonych arrasami komnat na Wawelu. Kraków to przecież także wiele nieodkrytych miejsc, owianych tajemnicą, legendami, lub po prostu tych mniej znanych.

Do Krakowa warto pojechać pociągiem, tak aby nie martwić się o miejsce do parkowania – w centrum obowiązuje strefa płatnego parkowania, więc w efekcie podroży to wyjazd jeśli mamy zamiar nocować blisko centrum. Pociągi z Trójmiasta docierają do stolicy Małopolski w 5 godzin (Pendolino), więc jest to szybciej niż przeciętny czas podróży samochodem. Oszczędzamy na autostradzie, benzynie i późniejszych kosztach, a przede wszystkim można się zrelaksować w czasie podróży i zachować siły na późniejsze zwiedzanie. W samym Krakowie warto skorzystać z usług biur wynajmujących apartamenty – przeciętnie cena podobna do noclegu w hostelu na zachodzie Europy – ok 20 euro / dobę.

  • Dzień pierwszy „Żydowski Kazimierz i spotkanie z magiem”

Rano przywitała nas deszczowa pogoda. Dzień zaczęty od wycieczki na krakowski Kazimierz – dzielnicę, w której dominowała obecność Żydów, o czym świadczą zachowane synagogi, cmentarz żydowski i inne zabytki, a także od czasu do czasu szyldy sklepów ze znajomo brzmiącymi nazwiskami 🙂 Jest to pewien folklor tego miejsca, można poczuć klimat tej dzielnicy poprzez takie drobne detale, które pojawiają się w niektórych uliczkach. Warto odwiedzić ulicę Szeroką, a także okoliczne uliczki, w każdej jest coś ciekawego. Po obejściu całego Kazimierza w poszukiwaniu przyzwoitej kawiarni (w sumie nie znaleźliśmy), poszliśmy do kościoła ojców Paulinów, a następnie bulwarem nad Wisłą wróciliśmy na starówkę i rynek, gdzie w końcu znaleźliśmy dobrą kawiarnię z wyrobami z Wadowic.

Zastanawiając się co warto zwiedzić stwierdziliśmy, że można pójść na Wawel, ale raczej nie po to aby zwiedzać go dokładnie. Zakupiliśmy jedynie bilety do Smoczej Jamy, ale przedtem poszliśmy  na dziedziniec zamkowy (można wejść bez biletu). Instynktownie zacząłem szukać wejścia do podziemi, gdzie znajdują się ruiny nie istniejącego już kościoła św. Gereona. Niewiele osób wie o istnieniu takiego miejsca, a żadna informacja, która mogłaby wskazywać to miejsce nie istnieje, więc przeciętny turysta przejdzie sobie obok, nie zdając sobie sprawy z kilku rzeczy:

1. Historycznie, jest to kościół, który powstał najprawdopodobniej ok. XI wieku (budowla romańska) – trójnawowy, z transeptem. Najprawdopodobniej przed nim istniała inna budowla w jego miejscu (może inny kościół, przedromański). A przed nim… pewnie było to miejsce kultu pogańskiego… (przecież nie od dzisiaj wiadomo, że kościół przywłaszczał sobie miejsca kultu naszych pogańskich przodków).

2. Ezoterycznie, jest uważany za miejsce o silnym promieniowaniu energii subtelnych, oraz miejsce, w którym znajduje się tzw. czakram wawelski.

3. Dostęp do tego miejsca jest pilnowany przez władze, nie każdy ma do niego dostęp – świadczyć o tym może chociażby to, że nie ma prawie żadnych zdjęć pokazujących wnętrze tego kościoła, żadnej informacji na drzwiach, albo w przewodnikach.

Sam namęczyłem się, żeby znaleźć to miejsce, ale podpowiedź przyszła jak zwykle przypadkiem – miejsce to znane jest z silnego promieniowania energii, więc często stoją przy drzwiach ludzie, którzy „czerpią”. Tym razem także była taka osoba, okazało się, że jest to osoba, która zajmuje się ezoteryką, co pokazała nam wyjmując dłonie z założonymi srebrnymi pierścieniami z symbolami magicznymi takimi jak pentagram i inne. Chwila ciekawej rozmowy i zdecydowaliśmy się kontynuować zwiedzanie, bo nie było szans na zejście o odwiedzenie tego owianego tajemnicą miejsca…

Przyjrzeć się warto także renesansowemu gmachowi zamku królewskiego. Jego obecna forma jest efektem przebudowy zainicjowanej w XVI wieku przez Aleksandra Jagiellończyka. Na owy czas styl renesansowy był czymś zupełnie nowym, modnym – wszak styl ten już zadomowił się we Włoszech, skąd z opóźnieniem przyjechał do Polski.

Przykładem architektury renesansowej jest kaplica zygmuntowska będąca pierwszym w Polsce obiektem w pełni renesansowym o bogatym programie. Zaprojektowana została przez Bartolomeo Berecciego – florenckiego artystę. Niemiecki historyk sztuki August Ottmar Essenwein nazwał ją „perłą renesansu z tej strony Alp„. Konsekrowana została w 1533 roku. Jej dach stanowi miedziana kopuła lśniąca z daleka i ogniskująca wzrok osób znajdujących się przed zamkiem. W kaplicy znajdują się nagrobki Zygmunta I Starego, Zygmunta II Augusta, oraz Anny Jagiellonki.

Po obejrzeniu zamku poszliśmy do smoczej jamy – jaskini znajdującej się na Wzgórzu Wawelskim, związaną z legendą o smoku.

Jaskinia ta, jak i inne w obrębie wzgórza wawelskiego, znana była od dawna. Wspomina o nich już Jan Długosz, jednak pierwsza pisemna wzmianka o tej konkretnej jaskini pochodzi z I połowy XVI w. W 1565 król Zygmunt II August ze względów bezpieczeństwa polecił zamurować otwory, gdyż zamieszkiwali w nich włóczędzy, żebracy, biedota itp. Niedługo później jednak Smocza Jama znów była użytkowana, istniała tam ciesząca się szeroką sława karczma (opisał ją w wierszu Jan Andrzej Morsztyn), a nawet dom publiczny.

Pod koniec XVIII w. dolne wejście od strony Wisły zamurowano w związku z pracami fortyfikacyjnymi. Istniały dwa otwory w stropie, jeden z nich wykorzystał w 1829 Ambroży Grabowski w celu dostania się do jaskini; wnętrze jednak było zagruzowane, w miejscu, gdzie przebiegały nad Smoczą Jamą mury obronne, wymurowano podtrzymujące filary. Rok później otwory te zamurowano, jednak w 1842 Senat Wolnego Miasta Krakowa nakazał odgruzowanie jaskini i udostępnienie jej publiczności. Po zajęciu miasta przez Austriaków, dolny otwór ponownie zamurowano, wykuto również tunel stanowiący część systemu wodociągów, w 1918 wykorzystany do wybudowania kręconych schodów prowadzących do Smoczej Jamy; wtedy też zainstalowano oświetlenie elektryczne. W 1974 górnicy pod nadzorem naukowców z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie przystosowali jaskinię dla zwiedzających. [1]

smocza

Rys. Plan jaskini Smocza Jama [2]

Po zwiedzeniu jaskini można pójść na ulicę Podwale do pubu C.K. Browar – oferta składa się z kilku rodzajów warzonego na miejscu piwa.

  • Dzień drugi „Botaniczny raj i socrealistyczne migawki”

Wiosna w pełni, więc szkoda by było nie odwiedzić ogrodu botanicznego Uniwersytetu Jagiellońskiego. Znajduje się on na ulicy Mikołaja Kopernika, można dojść na pieszo ze starówki – czas przejścia to około 20-30 minut. Nie ma sensu rozpisywać się na temat gatunków roślin, które można tam zobaczyć – są to zarówno gatunki egzotyczne, jak i miejscowe, wszystkie okazy są bardzo zadbane, zlokalizowane albo w szklarniach albo na świeżym powietrzu. Jest to oaza spokoju w centrum aglomeracji i gdyby nie szum ruchu ulicznego gdzieś w oddali, można by zapomnieć, że jest się w mieście.

Poza bujną roślinnością, park jest także domem wielu zwierząt – ptaków i wiewiórek. Spotkane zwierzątka wydają się oswojone z obecnością człowieka, nie boją się i chętnie dają fotografować.

Czas potrzebny na zobaczenie wszystkich roślin i sfotografowanie ciekawszych okazów to około 2 – 2,5 godzin, ale w trybie ekspresowym można to zrobić szybciej… tylko pytanie czy warto?

Kraków to także historia najnowsza, choć już słusznie miniona. Nowa Huta to dzielnica, a właściwie miasto, które zostało zaprojektowane od podstaw – wybudowane w latach 1949 – 1951. W 1951 została włączona do Krakowa jako jego dzielnica. Zbudowano je dla pracowników Huty im. Lenina. Dostaliśmy się tam tramwajem nr 4 z ulicy Lubicz, do której bardzo łatwo można dojść z ogrodu botanicznego.

W maju 1952 ukończono projekt centralnej części miasta. Wiadomość o planie generalnym przygotowanym przez Tadeusza Ptaszyckiego ukazała się w „Architekcie” jednocześnie z nekrologiem Józefa Stalina (plac Centralny nazwano jego imieniem). Zaprojektowano budynki mieszkalne mierzące do ośmiu kondygnacji, przy czym najniższe dwie przeznaczono na cele handlowo–usługowe. Budownictwo administracyjne mieszczące siedziby partii, związki zawodowe i organizacje społeczne miało się koncentrować wokół placu Ratuszowego, a budynek Ratusza przewidywano dla siedziby Dzielnicowej Rady Narodowej. Przy placu Centralnym zogniskowano życie kulturalne, a w środkowej jego części projektowano monument (podobny do monumentu Waszyngtona) mający podkreślać charakter miasta i więź z kombinatem. W Domu Kultury, który zamykał plac od południa, planowano umieszczenie biblioteki, sali teatralnej, świetlicy, księgarni i restauracji. Dom Kultury i wkomponowana weń podwójna kolumnada stanowiły wejście na teren planowanego w miejscu dzisiejszych Łąk Nowohuckich ogromnego zalewu rekreacyjnego. Dużą wagę przywiązywano do urządzeń sportowych.

Arterie wyznaczają najważniejsze kierunki miasta: „oś huty”, dzisiejsza Aleja Solidarności jest „osią pracy”, „oś śródmieścia”, czyli Aleja Róż łączyć miała Plac Centralny z placem Ratuszowym. Dalszy, północny odcinek dzisiejszej Alei Róż stanowi promenadę spacerową. Pozostałe osie miały pełnić funkcję komunikacyjną łączącą centrum z peryferyjnymi osiedlami i Starym Krakowem. W listopadzie 1953 nadano nazwy najważniejszym arteriom: Lenina (dzisiejsza aleja Solidarności), Przodowników Pracy, Planu 6-letniego (dzisiejsza aleja Jana Pawła II), Rewolucji Październikowej (dzisiejsza aleja Andersa).

Pod względem stylistycznym architektura „staromiejskiego” zespołu Nowej Huty jest bardzo zróżnicowana i odpowiada charakterowi poszczególnych kwartałów i osiedli. Ciągi zwartej zabudowy placu Centralnego i najbliższe mu odcinki alei Andersa i Solidarności odwołują się wprost do postulatów architektury socrealistycznej. Pomiędzy zabudowaniami Centrum a prostymi domkami osiedli peryferyjnych wybudowano trzykondygnacyjne bloki o prostych bryłach, o niewiele różniącym się standardzie mieszkań. Ówczesne komentarze podkreślają, że zabudowa Nowej Huty nawiązuje do architektury Krakowa i stanowi pomost pomiędzy starym grodem a wielkim przemysłem. [3]

Uwagę zwraca bryła dawnego kina „Świt” funkcjonującego w latach 1953 – 2002. Kino to niegdyś mieściło dwie sale. Gdy zakończyło swoją działalność stało się bazarem obklejonym szyldami, dewastującymi elewację. Na skutek remontu można powiedzieć, że odzyskało część dawnego blasku, choć bannery supermarketu nie wyglądają w żaden sposób harmonijnie. Przywrócono także neon na szczycie kina, na wzór dawnego. Bardzo ładnie prezentuje się klatka schodowa z posadzką lastrikową, oraz elegancką balustradą. Uwagę przyciągają elementy wystroju wnętrza takie jak stare projektory pochodzące z Łódzkiej wytwórni sprzętu kinematograficznego, a ich tabliczki znamionowe świadczą o ich produkcji w latach 70-tych XX wieku. Na piętrze została zlokalizowana kawiarnia „Filmowa”, gdzie warto napić się espresso, a jak szczęście dopisze to być może uda się załapać na seans filmowy – jest duży ekran, oraz projektor. Szkoda, że takie budynki jak kino „Świt” zostały zapomniane, gdyż stanowią dobrze zaprojektowane obiekty, które nie stawiły czoła zmianom ustrojowym, zostały podeptane przez nową funkcję i elewacyjne doklejanki. Być może ich socrealistyczny rodowód stanowi o tym, że niektórzy nie dostrzegają w nich wartości, jednak porównując ich kameralny charakter z dzisiejszymi kinami mającymi charakter „przemysłowy” mogę stwierdzić, że wolę te stare… z widownią na kilkadziesiąt osób, wygodnymi fotelami i specyficznym zapachem widowni… tylko ile ich jeszcze w Polsce zostało?

  • Dzień 3 „Kulejący”

Trzeci dzień, to praktycznie dzień wyjazdu z Krakowa. Bolała mnie noga od chodzenia, więc zbyt dużo nie pozwiedzaliśmy. Za to można było posiedzieć w cieniu drzew na plantach pijąc kawę (dzień był słoneczny). Później ostatni widok na rynek, ratusz, kościół mariacki i opuszczamy Kraków.

Kraków jest miejscem, gdzie każdy może znaleźć coś dla siebie. Chcesz zjeść, popić – idziesz na stare miasto, tutaj czekają na Ciebie knajpy i restauracje (dużo obcokrajowców, których łatwiej znaleźć niż Polaka 🙂 Chcesz się wyciszyć – idziesz do ogrodu botanicznego. Wolisz Kraków tajemniczy? Są miejsca, które do dzisiaj kryją taką tajemnicę – jak kościół św. Gereona. Program rozrywkowy na 3 dni można zapełnić szybko. Nasz program został zrealizowany tylko w części – w planie był jeszcze Zakrzówek, kopce Kościuszki, Kraka, Wandy, podziemia rynku… będzie na następny raz.

PS. Do Trójmiasta wróciła z nami pasażerka – świnka. Pochodzi gdzieś z okolic Żywca :]

swinka

Bibliografia:

[1] Wikipedia, http://pl.wikipedia.org/wiki/Smocza_Jama_%28Krak%C3%B3w%29

[2] Szelerewicz M, Gorny A., 1986, „Jaskinie Wyzyny Krakowsko-Wielunskiej”, PTTK „Kraj”, Krakow-Warszawa

[3] Wikiedia, http://pl.wikipedia.org/wiki/Nowa_Huta_%28cz%C4%99%C5%9B%C4%87_Krakowa%29

Dom ze ścianami prostymi czy dom kopułowy?

Postanowiłem przyjrzeć się tematowi ekonomiki domów kopułowych i domów „tradycyjnych”. Pod uwagę chciałbym wziąć powierzchnię ścian zewnętrznych (powierzchnia ta ma wpływ na ilość ciepła, która przenika z wnętrza domu do zewnętrza), oraz kosztów materiału użytego do wybudowania takiej konstrukcji (np. cegła pełna).

Jako referencja posłuży nam kubatura 600 m3. Posłużymy się także podstawowymi wzorami matematycznymi.

Dom ze ścianami prostymi:

1. Dom o obrysie kwadratowym

– Q = 600 m3

– h = 6 m (dwie kondygnacje po 3 m wysokości każda)

– a (długość boku) = 10 m

– pole powierzchni zabudowy = 100 m2

– pole powierzchni całkowitej = 200 m2

– pole powierzchni ścian zewnętrznych = 4*10*6 = 240 m2′

– pole powierzchni stropu = 100 m2

– pole powierzchni przegród zewnętrznych = 340 m2

2. Dom o obrysie prostokątnym

– Q = 600 m3

– h = 6m (dwie kondygnacje po 3 m wysokości każda)

– a = 5 m

– a*b*h = 600

b = 600 / (a*h)

b = 600 / (5*6) = 20 m

– pole powierzchni zabudowy = 5*20 = 100 m2

– pole powierzchni całkowitej = 200 m2

– pole powierzchni ścian zewnętrznych = 2*5*6 + 2*20*6 = 60 + 240 = 300 m2

– pole powierzchni stropodachu = 100 m2

– pole powierzchni przegród zewnętrznych = 400 m2

3. Dom kopułowy

– Q = 600 m3

– korzystając ze wzoru na objętość kuli obliczamy jej promień

V = 4/3 Pi R(3)

R = 6,59 m

– pole powierzchni zabudowy : 136,36 m2

– pole powierzchi całkowitej : około 230 m2

– Pole powierzchni ścian zewnętrznych

P = 4 Pi R(2)

P = 12,56 * 6,59 (2) = 545,45

P / 2 (kopuła to pół sfery) = 272,72 m2

Wnioski :

Przy założeniu, że kubatura budynku wynosi 600 m3 najbardziej ekonomiczny pod względem ilości przegród zewnętrznych i materiału potrzebnego do ich wybudowana jest budynek w kształcie kopuły. Powierzchnia przegród zewnętrznych w stosunku do domu o obrysie kwadratu jest o 20 % mniejsza a w stosunku do analizowanego domu prostokątnego jest oo 32 % mniejsza. Mniejsza przegród oznacza mniejszą powierzchnię przenikania ciepła na zewnątrz budynku (oczywiście przy zastosowaniu materiału termoizolacyjnego o takich samych właściwościach izolacyjnych).

Salino

Przenieśmy się na Kaszuby Północne. Miejsce, które opisze nie jest żadnym „miejscem mocy”, aczkolwiek wydaje się, że ma swoje korzenie w głębokim średniowieczu, a być może nawet wcześniej. Ulokowanie wyspy na jeziorze Salino dawało doskonałe możliwości obronne dla ówczesnych rezydentów, gdzie mieli doskonałe przedpole i widok na otaczające brzegi i zabezpieczenie przed najazdami z zewnątrz. Jezioro znajduje się mniej więcej w połowie drogi między linią brzegową Bałtyku a Lęborkiem, lub między Wejherowem i Łebą. Jest to mała wieś licząca niecałych stu mieszkańców.

mapa-salino

W 1956 r. na terenie grodziska prowadzono badania archeologiczne. Podczas wykopalisk znaleziono tutaj groby skrzynkowe z popielnicami twarzowymi i przedmiotami z brązu. Ponadto odkryto dwadzieścia odłamków naczyń glinianych. Według ekspertyzy archeologów Muzeum Pomorskiego w Gdańsku naczynia te wykonane zostały w drugiej fazie okresu wczesnośredniowiecznego i mogą być datowane na X-XI wiek. Sam gród pamiętał zapewne jeszcze wcześniejsze czasy, gdyż Salino zaliczano do najdawniejszych osad kasztelanii białogardzkiej, późniejszej ziemi lęborskiej. Na trudno dostępnej wyspie, około dwustu metrów od brzegu, mieściła się siedziba możnego władyki, gdzie w wypadku najazdu wrogów znajdowała schronienie miejscowa ludność.

Panorama jezioro salino 2

Panorama jezioro salino

Jak udało się ustalić (http://www.archeologia.his.ug.edu.pl/?id_cat=194&id_art=612&lang=pl) w lipcu 2011 oraz we wrześniu 2012 r. studenci Instytutu Archeologii i Etnologii Uniwersytetu Gdańskiego pod  wzięli udział w badaniach wykopaliskowych grodziska wczesnośredniowiecznego w Salinie

Grodzisko, położone na wyspie Jeziora Salińskiego, należy do największych tego typu obiektów na Pomorzu. We wczesnym średniowieczu gród stanowił prawdopodobnie jeden z najważniejszych ośrodków ziemi białogardzkiej – mimo tego źródła historyczne niemalże go pomijają. Dziś na wyspie pozostał relikt wału, biegnącego wzdłuż linii brzegowej, a także wąski cypel – ślad po grobli, łączącej niegdyś gród ze stałym lądem. Podczas dwóch miesięcy prac archeologicznych otworzono wykopy na majdanie (w jego centrum i przy wale) oraz na wale grodziska. Na majdanie odsłonięto palenisko i jamy gospodarcze, zaś na wale – w znacznym stopniu spaloną, drewniano-ziemną konstrukcję obronną. Zebrana ceramika (kilka tysięcy fragmentów) wskazuje na jedenastowieczną chronologię stanowiska. Wśród znalezisk są też m. in.: gliniany przęślik, fragment żarna, osełka i – nieznanego zastosowania – przedmiot brązowy z ornamentem drzewa życia.

wykop 2

Zdjęcie. Wykopaliska na wyspie ze śladami spalonego wału

wykop 3

Zdjęcie. Brązowy przedmiot znaleziony na wyspie


Już w XIII wieku znajdował się w Salinie kościół, w którym w roku 1286 urzędował prepozyt Michael de Saulin. Parafia salińska należała do najlepiej wyposażonych w średniowieczu; posiadała cztery włóki ziemi, to jest więcej niż 10% obszaru zajmowanego przez wieś.

W 1344 r. wielki mistrz krzyżacki Rudolph Koenig przekazał wieś Szpitalowi Świętego Ducha w Gdańsku. Prawa szpitala do tej posiadłości pozostawały w mocy aż do początków XVI wieku. W 1468 r. wieś łącznie z patronatem kościoła znalazła się w rękach niejakiego Poszkowskiego z Wódki (obecnie Witków), lecz już w 1493 r. z nadania księcia pomorskiego Bogusława X stała się własnością Wawrzyńca Krokowskiego (z Krokowej koło Pucka). Po jego śmierci w 1507 r. posiadłość przypadła w udziale jego synom Janowi i Jerzemu. Wieś pozostawała w rękach Krokowskich przez całe stulecie, dopiero w XVII odstąpili ją Solickim, od których z kolei przejęli ją Rexinowie w wieku XVIII.

W 1784 r. istniał jeszcze stary kościół, w którego podziemiach mieściły się groby szlacheckiej rodziny Prebenelów opiekujących się kościołem. W maju 1838 r. rozebrano stary kościół, aby już w czerwcu tego roku rozpocząć budowę nowego trzynawowego obiektu z kamienia, który przetrwał do dziś. Z dawnego wyposażenia pozostało kilka cennych zabytków: wapienna płyta grobowa z herbem i łacińskim napisem, XVIII-wieczna drewniana figura anioła i obraz olejny „Ukrzyżowanie”.

Od 1700 roku przez ponad dwa stulecia historia Salina jest ściśle związana z nazwiskiem von Rexin, która przybyła w te okolice z Rzechcina w pow. słupskim (Rzechcino – niem. Rexin). Jako właściciele Salina rodzina ta przejęła od początku główny patronat nad kościołem. Jednak do współodpowiedzialności finansowej poczuwali się także i okoliczni właściciele majątków, przekazywali oni pokaźne sumy na bieżące potrzeby. W podziemiach starego kościoła (przed 1838 rokiem) znajdowała się krypta, w której chowano zmarłych z rodziny von Prebendow. W 1782 roku Anna von Prebendow, wdowa po von Putkammerze ofiarowała kościołowi 1000 florenów na utrzymanie rodowego grobowca. Major Anton von Gostkowski (zm. 1828 r. w Gardkowicach) zapisał w testamencie salińskiemu kościołowi 1000 talarów – za pieniądze te w znacznej części sfinansowano w 10 lat później budowę nowego kościoła.Obecny kościół w Salinie pochodzi z 1838 roku, wybudowano go dokładnie na miejscu starego. W tym czasie księdzem był Samuel Thomasius. To właśnie on 17 czerwca 1838 roku wkopał kamień węgielny pod nowe fundamenty. Z realizacją projektu uporano się już w listopadzie 1839 roku. Ze starego kościoła wykorzystano trzy dzwony – dwa ofiarował niegdyś Christoph von Prebendow z Chynowia; dzwony zostały odlane w Gdańsku, każdy z nich ważył 350 kg. Trzeci dzwon ufundował w 1749 roku von Rexin z Salina – niestety, podczas I wojny światowej dzwon ten musiał zostać oddany na przetop na cele wojenne. W 1924 roku kościół w Salinie doczekał się dwóch nowych dzwnów: jeden był potężny z brązu (750 kg), drugi ze stali.
Uroczyste poświęcenie nowego kościoła w Salinie miało miejsce 16 lutego 1840 roku. W księdze kościelnej ksiądz Hoffmann odnotował następujące informacje: „Sprzed dworu majora Ludwiga von Rexin ruszył w kierunku kościoła uroczysty pochód. Najstarsza córka pana majora, panna Selma, niosła na ozdobnej poduszce klucz od nowej świątyni. Za nią kroczyli: superintendent Thym z Lęborka z patronem kościoła Augustem von Rexin. Pięciu asystujących kapłanów niosło naczynia z wyposażenia ołtarza. Każdego kapłana trzymało pod ramię po dwóch właścicieli okolicznych majątków. Za nimi szli inni zaproszeni goście, nauczyciele z młodzieżą szkolną, cała wspólnota kościelna śpiewała pieśń >Sei Lob und Ehr dem höchsten Gut…< Po dojściu do kościoła cały pochód obszedł go najpierw raz naokoło i przy głośnym biciu dzwonów wszedł do wnętrza (…)”. Również w księdze kościelnej odnotowano informację, że król Fryderyk Wilhelm III przekazał na wyposażenie nowego kościoła dwa piękne żelazne lichtarze do ołtarza głównego oraz żelazny krzyż. Dziedzic von Rexin podarował ozdobną Biblię. Spośród naczyń z wyposażenia starego kościoła honorowe miejsce w nowym znalazł złoty kielich do komunikatów – kielich ten wykonał w 1700 roku gdański złotnik Franz Grützmacher.
6 września 1866 roku Friedrich Carl Alexander von Rexin ufundował kolorowe witraże w oknie za głównym ołtarzem. Miała to być jego ofiara wdzięczności za łaski Boże: 1) z okazji zaślubin porucznika von Milczewskiego z jego córką Elisabeth von Rexin; 2) za szczęśliwy powrót porucznika von Milczewski z wojny z Austrią; 3) za to, że von Rexinowi udało się cało ujść z życiem z wypadku powozem na drodze ze Zwartowa do Salina.
W 1863 roku panna Clementine von Koss ofiarowała 50 talarów na utrzymanie cmentarza. Teren cmentarza otoczono wałem, rowem i obsadzono żywopłotem z głogu. W 1873 roku potomkowie pastora Thomasiusa podarowali kościołowi olbrzymi mosiężny żyrandol. Za 2450 marek zakupiono w 1910 roku nowe organy i wbudowano je w starą obudowę. Z inicjatywy i pod nadzorem pastora Schwerin wzniesiono w 1913 roku mur wokół placu kościelnego. Czy na starych mapkach zaznaczone jest miejsce, na którym chowano osoby, które zmarły w wyniku panujących epidemii? Bowiem dwa razy spotkałam się z informacją, że tych ofiar nie chowano na cmentarzu, lecz w innym specjalnie na to wyznaczonym miejscu, tzw. „Pestbegräbnisplatz“ (w 1831 roku 14 osób ze Słuszewa, które zmarły na cholerę oraz w 1925 roku wiele osób z parafii, które zmarły na tyfus).

Udało się ustalić nazwiska następujących pastorów kościoła w Salinie:
1493 – katolicki duchowny Marten Czauwlin
1576 – ewangelicki ksiądz Gregorius Borkowsky
1615 – pastor Faelix
1636 – ksiądz Galus Lassenius (podczas wichrowej nocy 7 listopada 1644 roku ktoś podłożył ogień pod jego budynek – zabudowanie spaliło się doszczętnie, ksiądz zdołał się uratować)
1720 – pastor Johann Mayer
1725-1736 – pastor Johann Bobrik, rodowity Węgier. Ożenił on się z córką swego poprzednika. Po śmierci żony ożenił się jeszcze dwa razy. Z tych trzech małżeństw pochodziło 22 dzieci!
1736-1768 – Michel Danovius
1769-1814 – Samuel Wedecke
1815-1845 – Samuel Thomasius
1845-1852 – Karl Theodor Schneider
1852-1863 – Karl Friedrich Berg
1863-1896 – Philipp Ernst Bernhard Brenske
1896-1903 – Johannes Franz Wilhelm Knies (za jego czasów wybudowano w 1899 roku plebanię)
1903-1916 – Georg Schwerin
1918-1931 – Walter Hillebrand
1931-1940 – pastor Hoffmann (to dzięki jego zapiskom przetrwały te cenne informacje o historii salińskiego kościoła, bowiem księgi kościelne spłonęły w pożarze z 1936 roku)
1940-1945 – pastor Brunnemann ( w 1943 roku powołano go na wojnę; do 1945 roku najważniejsze obowiązki wypełniała jego żona).

kosciol-w-salinieRys. Kościół w Salinie kiedyś

Zdjęcie. Kościół w Salinie obecnie.


Ze spisu inwentarza, sporządzonego w 1784 r. dowiadujemy się, że oprócz kościoła istniał w Salinie młyn wodny, plebania i zamek. Zamek ten, a właściwie niewielki dworek, nazwany przez okoliczną ludność Szwedzkim Zameczkiem, zachował się do dziś i uważany jest za prawdziwy unikat wiejskiej architektury na terenie Pomorza Gdańskiego. Jest to parterowy budynek, ryglowy, z dwiema narożnicami, typowymi dla polskich dworków. Mansardowy dach pokryty jest trzciną. Obiekt ten usytuowany jest na wysokim brzegu jeziora pod osłoną starych drzew. Z jego istnieniem związana jest interesująca legenda z tajemniczą Białą Damą w roli głównej.

salino-dworekRys. Stara pocztówka przedstawiająca dwór alkierzowy w Salinie.

W historię Salina wpisała się również tutejsza szkoła. Najwcześniejsza wzmianka o szkole dotyczy 1815 r., kiedy to pożar strawił ówczesną plebanię, zabudowania gospodarcze oraz budynek szkolny. A więc już wtedy on istniał. Niestety nie wiemy od kiedy. Wiemy jedynie, że istniejący do dziś stary budynek z czerwonej cegły wzniesiony został w 1884r. Co działo się między tymi dwiema datami również pozostaje tajemnicą. Do 1945 r. szkoła pozostawała pod administracją niemiecką, a dopiero po wyzwoleniu rozpoczęła działalność jako placówka oświaty polskiej. Nie od razu jednak szkoła realizowała pełny program nauczania. W tych trudnych powojennych czasach warunki lokalowe pozostawiały wiele do życzenia. Dopiero w 1951 r. do budynku szkolnego doprowadzono elektryczność. Sześć lat później nauczyciele otrzymali mieszkania w domu położonym koło cmentarza. Dzięki temu w samej szkole zwolniły się dwa pomieszczenia i lekcje prowadzono w czterech salach, poza tym istniał pokój nauczycielski.

Zdjęcie. Budynek starej szkoły. Obecnie zamieszkany.

Ważny moment dla salińskiej szkoły nastąpił w 1961 r., kiedy to na potrzeby Ośrodka Kolonijno-Wczasowego wyremontowano budynek dawnej plebanii. Od tej pory obiekt nazywany był Domem Kolonijnym, a jego istnienie ściśle związane było z życiem szkoły. W 1962 r. przeprowadzono kapitalny remont starej szkoły. Mimo to, wobec wzrastających potrzeb, warunki lokalowe były wciąż niewystarczające, tym bardziej, że w obiekcie tym mieściło się również mieszkanie kierownika szkoły. Aby temu zaradzić, pierwszego września 1964 r. dzieci z klasy II i III rozpoczęły naukę w Domu Kolonijnym. Rok później na sale lekcyjne przeznaczono już cztery pomieszczenia w tym budynku. W 1969 r. wyprowadzają się stąd mieszkające tu dotychczas dwie rodziny i Szkoła Podstawowa przejmuje cały budynek.

Dzisiejsze oblicze Szkoła Podstawowa w Salinie zyskała w latach 1971-1972, kiedy to przy okazji remontu kapitalnego obydwu budynków w byłym Domu Kolonijnym wygospodarowano m. in. cztery małe pomieszczenia na pomoce naukowe oraz jedno dla potrzeb Spółdzielni Uczniowskiej. W dachu wstawiono okna, dzięki czemu duże pomieszczenie na piętrze można było przeznaczyć na świetlicę. Od tego czasu na budynek z czerwonej cegły mówiło się „stara szkoła”, a na budynek po przedwojennej plebanii – „nowa szkoła”.

Salino słynie z pięknego, staropolskiego dworu malowniczo ulokowanego na nadjeziornej skarpie. Dwór wystawili ok. 1758 ówcześni właściciele salińskiego majątku, Rexinowie. Pozostałości wałów i fosy otaczającej budynek świadczą, iż stanął on na miejscu warownej siedziby wcześniejszych właścicieli Salina, Krokowskich. Po wojnie wszedł w skład PGR-u, później służył za ośrodek wypoczynkowy i dom pracy twórczej. W 1987 r. częściowo spłonął, lecz został starannie odnowiony, a w 2004 r. nabyła go osoba prywatna. Dziś jest częścią gospodarstwa agroturystycznego.

Dwór jest budynkiem ryglowym, parterowym, krytym strzechą, o dwóch alkierzach (sypialniach) u naroży. Sielski wygląd przydają dworkowi rosnące obok malwy i pomnikowe drzewa. W głębi parku stoją ryglowe zabudowania gospodarcze i czworaki z XIX w., a także współczesne, choć stylowo nawiązujące do starej zabudowy obiekty agroturystyczne.

Domy z wikliny.

Krótki filmik Niezależnej telewizji z autorem i twórcą domów z wierzby. Budowa tego szkieletu zajęła budowniczym zaledwie kilka godzin. Teraz wyboraźmy sobie, że budowa domu kosztuje około 2000 zł /m2. Ten, który powstał (chociaż ma zaledwie kilka m2) nie kosztował nic. Oczywiście trzeba by go jeszcze docieplić od zewnątrz, wyprawić gliną itp. Jest to alternatywne spojrzenie na budownictwo.