Uncategorized

Fortyfikacje na półwyspie helskim

Zima daje wiele możliwości. Daje możliwość odwiedzenia miejsc, które w ciągu lata są tłumnie oblegane przez turystów. Takim miejscem jest półwysep helski, gdyż praktycznie od maja do końca wakacji tydzień w tydzień mamy możliwość poznania tego co oznaczają korki. Dlatego aby uniknąć zgiełku można wybrać się na zwiedzanie tamtejszych fortyfikacji poza sezonem. My odwiedziliśmy fortyfikacje w styczniu. Co prawda – było zimno i nie daliśmy rady obejść wszystkiego – na to trzeba by było kilku dni i roweru – ale przynajmniej można było „liznąć” tematyki fortyfikacji z czasów II wojny światowej, oraz późniejszych.

Miejscem, w którym można zrobić przystanek i zacząć zwiedzanie jest Muzeum Obrony Wybrzeża. Znajduje się ono tuż przed wjazdem do Helu, gdzie na poboczu znajduje się mały parking, tuż przed torami kolejki. Muzeum zostało otworzone wiosną 2006 roku i zgromadziło bardzo dużo eksponatów.

Muzeum powstało z inicjatywy sekcji „Zabytki Militarne” Stowarzyszenia „Przyjaciele Helu” – dzięki pomocy i wsparciu burmistrza Helu i władz gminy miejskiej Hel.

MOW eksponuje swoje wystawy w kilku wyremontowanych obiektach dawnej niemieckiej baterii artylerii nadbrzeżnej „Schleswig Holstein”, oraz na odrestaurowanym własnym staraniem stanowisku nr 4 przedwojennej baterii im. Heliodora Laskowskiego.

W 1940 roku zainstalowano w Helu trzy działa kalibru 406 mm, które były wykonane dla planowanych przed wybuchem wojny niemieckich pancerników typu „H” i nazwano je „Schleswig Holstein”. Działa te, po oddaniu strzałów próbnych przeniesiono z Helu do Francji, jako baterię Lindemann.

Działa kalibru 406 mm są największymi na świecie, jakie kiedykolwiek były instalowane w bateriach stacjonarnych. Działa tego kalibru były także stosowane m.in. na amerykańskichpancernikach typu Iowa. Istniały działa większych kalibrów, lecz były to działa japońskich pancerników, działa kolejowe, działa na podwoziach gąsienicowych lub działa doświadczalne.

We wnętrzach obiektów muzeum znajduje się ponad 15 stałych wystaw, oraz liczne eksponaty nawiązujące do historii militarnej Rejonu Umocnionego Hel, wsławionego 32 dniami obrony w 1939 roku, oraz do historii Polskiej Marynarki Wojennej.

Pierwszym z obiektów jest wielokondygnacyjna wieża kierowania ogniem, z punktem widokowym na szczycie. Drugim obiektem jest stanowisko ogniowe nr 2 (na tę baterię składają się trzy stanowiska ogniowe) pod armatę kalibru 406 mm. Jednopoziomowe, naziemne stanowisko ogniowe składa się z części koszarowej dla 88 marynarzy, gigantycznej działobitni i części amunicyjnej mieszczącej cztery podręczne magazyny – dwa magazyny pocisków i dwa magazyny ładunków miotających.

Dnia 11 listopada 2006 roku, w święto Niepodległości Polski – zarząd Muzeum Obrony Wybrzeża podjął uchwałę o nadaniu Muzeum Obrony Wybrzeża imienia komandora Zbigniewa Przybyszewskiego, bohaterskiego obrońcy Helu, straconego niewinnie w 1952 roku, w wyniku sfingowanego procesu przed stalinowskim sądem wojskowym[1].

W 2008 roku Muzeum Obrony Wybrzeża w Helu otwarło stałą wystawę poświęconą kpt. Karolowi Olgierdowi Borchardtowi oraz odtworzyło z pietyzmem jego mieszkanko zwane „Siódme niebo”.

W 2013 roku MOW otrzymało w użytkowanie szósty, ostatni z obiektów byłej baterii 406 mm Schleswig-Holstein. W jednym z magazynów amunicyjnych tej baterii otwarto w 2013 roku nowy dział MOW nazwany Muzeum Kolei Helskich[6].

Źródło : wikipedia.pl [Dostęp: 22.02.2016]

Reklamy

Analogia pomiędzy zabijaniem zwierząt a działalnością SS

Czytając ostatnio książkę autorstwa Richarda Rhodes’a („Mistrzowie śmierci. Einsatzgruppen”) o Einsatzgruppen –  jednostkach SS, które mordowały na szeroką skalę ludność żydowskiego (i nie tylko) pochodzenia, natrafiłem na ciekawy tekst, który zawarty został w Epilogu wspomnianej książki i pokazuje analogię pomiędzy mordami dokonywanymi na ludności cywilnej, oraz na zwierzętach – pokazany został mechanizm, który zastosowany został podczas mordowania ludzi, tak aby poczucie odpowiedzialności za taki czyn był jak najmniejszy – innymi słowy, aby osoby, które dokonują takiego aktu, nie popadały w różnego rodzaju problemy psychiczne, które występują na skutek poczucia winy. Warto zapoznać się z fragmentem, ale także z całą książką Richarda Rhodes’a. Uważam, że w przytoczonym tekście jest dużo prawdy, ludzie chcą myśleć, że zabijanie zwierząt odbywa się w sposób humanitarny, a osoby które dokonują mordu na zwierzętach chcą myśleć, że tak naprawdę „ostateczny cios” nie został zadany przez nich. Jednak koniec końców odpowiedzialność leży także w konsumentach, którzy na co dzień poprzez wspieranie tego przemysłu robią zrzutę i sprawiają, że ów przemysł prosperuje, a zwierzęta idą na rzeź.

Francuska antropolog Noëlie Vialles w swojej książce Animal to Edible zajmuje się badaniem uboju zwierząt. Autorka zwraca uwagę na paralele „między masową rzezią zwierząt i dokonywanymi na podobnie ogromną skalę eksterminacjami ludzi”, gdyż sama niejednokrotnie była świadkiem takich porównań dokonywanych „przy wielu okazjach, w samych rzeźniach”. Vialles dowodzi, że w dzisiejszych czasach ubój zwierząt jest starannie organizowany w taki sposób, aby osłabić poczucie odpowiedzialności za konkretny akt zabijania. W tym celu czynność dzieli się między dwie osoby, które wykonują swoją pracę, nie widząc się, w dwóch osobnych pomieszczeniach, więc trudno stwierdzić, która faktycznie zabija zwierzę. Jedna osoba odpowiada za ogłuszanie zwierzęcia (za pomocą młota lub paralizatora), druga za spuszczanie krwi (przez poderżnięcie gardła). „W efekcie – pisze Vialles – nie dochodzi do «prawdziwego» zabijania, nie ma również osoby, która «faktycznie» zabija. Dzieląc czynność między dwie osoby, osłabia się poczucie odpowiedzialności i poczucie winy, nawet jeśli jest ono słabe i usilnie powstrzymywane”. Autorka porównuje ten mechanizm osłabiania poczucia odpowiedzialności do sytuacji, gdy w plutonie egzekucyjnym jeden ze strzelających ma w lufie ślepy nabój, więc „w momencie naciskania spustu każdy ze strzelających może wierzyć, że w rzeczywistości to nie on zabija lub przynajmniej nikt nie może mieć absolutnej pewności, że to właśnie on dopuścił się zbrodni”. W masakrach przeprowadzanych przez Einsatzgruppen na początku podobną rolę spełniało zabijanie przez wielu oprawców. Z czasem jednak, gdy zbrodnicza działalność Einsatzgruppen zataczała coraz szersze kręgi, mordy nabrały innego charakteru. To jednak również miało miejsce wcześniej w historii zabijania zwierząt. Jak pisze Vialles: W dawnych czasach, gdy rzezie zwierząt odbywały się na rynkach miast, rzeźnikom mającym na co dzień styczność z krwią przypisywano brutalne i okrutne cechy charakteru. Niezależnie od tego, w jaki sposób i jakimi środkami wykonywali swoją pracę, uważano, że „rzeźnicy utrzymują się z podrzynania zwierzętom gardeł, więc zawsze będą mieć, nawet w sensie metaforycznym, krew za paznokciami”. Przeniesienie rzeźni poza granice miast wprawdzie przyczyniło się do zerwania z wizerunkiem brutalnego, umazanego krwią rzeźnika, ale w rzeczywistości od tej pory ludzi tych kojarzono wyłącznie z aktem zarzynania zwierząt. Krew nie tylko plamiła ich ubrania, ale również odciskała piętno na ich moralności. Widok krwi zdawał się sprawiać, że ludzie byli jej jeszcze bardziej żądni, a krwawe temperamenty popychały ich w stronę tej krwawej profesji.762 Wyjściem z sytuacji było uprzemysłowienie uboju zwierząt. Rzecz jasna, industrializacja sposobu pozyskiwania mięsa oznaczała większą efektywność i korzyści finansowe. Przyczyniała się jednak również do poprawy psychicznego samopoczucia zabijających. Według Vialles: Fakt, że pierwszymi przemysłowymi liniami produkcyjnymi w rzeczywistości były rzeźnie w Chicago, daje nam do myślenia. […] Zdajemy sobie sprawę z faktu, że rozdzielenie wykonania jakiegoś zadania między większą liczbę ludzi sprawia, że spada ich poczucie odpowiedzialności za wykonanie tego zadania. Nie inaczej jest w przypadku zmian w metodach uboju zwierząt. Dzieląc wykonanie jakiejś czynności na kolejne, niewielkie etapy, skłonni jesteśmy pomniejszać ich znaczenie. Pracownicy rzeźni często podkreślają, że kiedy już ktoś „przywyknie, to przestaje zwracać uwagę i traktuje tę pracę jak każdą inną”. Emocjonalna pustka i brak utożsamiania się z wykonywaną pracą, w innych zawodach traktowane jak niepożądane efekty pracy przy linii produkcyjnej, tu wprost przeciwnie, stanowią warunek konieczny do „przywyknięcia do pracy”. Zwrot w stronę „humanitarnych” metod uśmiercania zwierząt, kolejny mechanizm napędowy współczesnych przemysłowych technologii uboju, pochodził nie od samych rzeźników, ale od angielskiej klasy średniej, w której odrazę budziła idea masowego uboju zwierząt. „Zmiany w [angielskim] prawie z 1835 roku sprzeciwiające się okrucieństwu wobec zwierząt – komentuje jeden z brytyjskich historyków – miały na celu zniwelowanie zarówno cierpienia niemych stworzeń, jak i «demoralizacji ludzi». […] Utworzenie SPCA może więc być postrzegane jako kolejny krok klasy średniej w stronę ucywilizowania klas niższych”. Usunięcie miejsc uboju zwierząt z widoku można porównać do usunięcia z widoku publicznych egzekucji, co stanowi kolejny etap w procesie cywilizacyjnym postępującym od czasów średniowiecznych. Wrażliwość Himmlera była właśnie tego rodzaju wrażliwością klasy średniej, groteskowo spotęgowaną brutalnością urzędnika o zapędach mordercy. Dążąc do wypracowania bardziej „humanitarnej” metody eksterminacji Żydów, opracował rozwiązanie podobne do (być może nawet oparte na) ulepszonej metody uboju zwierząt. Według Vialles zarówno dla Himmlera, jak i dla angielskich reformatorów z klasy średniej: Logika przemawiająca za uprzemysłowieniem rzeźni nie tylko zaspokajała konkretne technologiczno-ekonomiczne potrzeby branży. Zaspokojone również było współczesne poczucie wrażliwości: zwierzęta traktowane były przecież od tamtej pory w sposób humanitarny, mięso, którym zaspokajaliśmy nasz głód, pozyskiwano bez rozlewu krwi, pracownicy rzeźni traktowani byli jak „wszyscy inni pracujący”, a same rzeźnie postrzegano jak „zwyczajne fabryki, podobne do setek innych”. Himmlerowi również zależało na zabijaniu ofiar bez rozlewu krwi, a jego podwładnym z SS na wykonywaniu pracy takiej jak inni, co stanowiło podstawową przyczynę zamiany egzekucji wykonywanych przez Einsatzgruppen na ciężarówki, w których gazowano ludzi, i komory gazowe. Różnica między zabijaniem zwierząt i ludzi nie polega, niezależnie od tego, co sądzą obrońcy praw zwierząt, na stopniu premedytacji. Himmler zdawał sobie sprawę z daremności swojego projektu, w przeciwnym razie nie chełpiłby się do znudzenia „koniecznością” przeprowadzania masowych egzekucji, by uczynić esesmanów „twardymi”.

Komunikacja ze zwierzętami

Zastanawialiście się kiedyś czy możecie porozmawiać ze swoim pupilem? Często zdarza się tak, że zwierzęta zdają się czytać w naszych myślach i odczytują bezbłędnie nasze nastroje. Człowiek natomiast często jest zamknięty na płynące od zwierząt komunikaty. Wynika to najczęściej z naszego zamknięcia i skupieniu jedynie na słownych komunikatach, podczas gdy wspomniana komunikacja nie musi opierać się wyłącznie na słowach. Zdaje się to potwierdzać w przypadku dzieci, które nie znając jeszcze języka mówionego potrafią doskonale porozumiewać się ze zwierzętami. Również stosunek ludzi „pierwotnych” był niegdyś inny – żyli w zgodzie z naturą i jej cyklami, komunikowali się ze zwierzyną (tak jak indianie).

Anna Breytenbach z RPA w poniższym wykładzie prezentuje zasady komunikacji ze zwierzętami, wychodząc z założenia, że wszyscy jesteśmy zbudowani z tego samego „materiału”, czyli energii, która może przenikać przez cały wszechświat i dla której nie ma barier. Podstawą jest nasza otwartość, spokój wewnętrzny i wyciszenie a także umiejętność wizualizacji i myślenie obrazowe. Zastanawiająca jest opowieść o czarnej panterze Diablo, która przeżyła wiele złego z ręki człowieka i zamknęła się na wszelkie kontakty z nim, co doprowadziło do niebezpiecznych sytuacji. Anna w ciągu jednego dnia za pomocą komunikacji telepatycznej zdołała wytłumaczyć panterze, że nic jej nie grozi, a człowiek nie ma wobec niej złych zamiarów. Także odebrała od niej komunikaty, które sprawiły, że zarówno zmienił się stosunek ich podopiecznych jak i podopiecznych do pantery.

Materiał na pewno jest wart refleksji nad tym w jaki sposób człowiek uważając się za mądrzejszego i silniejszego sprawił, że tak wiele złego stało się jego udziałem, jeśli chodzi o relacje ze zwierzętami.

Kręgi kamienne w Odrach

Odry znajdują się niedaleko Czerska, miejscowości w powiecie Chojnickim w województwie Pomorskim. Jest to niewielka wieś, której historia powiązana jest z kręgami kamiennymi, które znajdują się w tutejszym lesie. Rezerwat Kamiennych Kręgów jest dobrze oznaczony i znaki drogowe powinny bez problemu doprowadzić do parkingu (uwaga: leśna droga oznaczona jest jako rowerowa, jednak turyści mogą wjeżdżać samochodami, jednak bardzo polecam przejść się leśną drogą – około 20 minut w jedną stronę).

odry-mapaRys. Mapa pokazująca usytuowanie Odr.

Odry-mapa2

Rys. Umiejscowienie rezerwatu przyrody Kręgi Kamienne w Odrach

W latach 50 XX wieku na podstawie rozporządzenia Ministra Środowiska i Gospodarki Drzewnej kamienne kręgi w Odrach zostały objęte ochroną – został utworzony rezerwat. Przez to być może dotrwały do czasów dzisiejszych.

Radiesteci stwierdzili na podstawie badań kręgów w Odrach, że ich ustawienie nie jest przypadkowe i doskonale wpasowuje się w radiestezyjną logikę. Twierdzą również, iż kamienne kręgi, szczególnie w Odrach i Węsiorach, charakteryzują się wyjątkowym nagromadzeniem energii. W Odrach rozmieszczenie kręgów odpowiada złotym i platynowym pasmom energetycznym. Częstotliwość tych pasm pokrywa się z widmem światła białego i jest nieszkodliwa dla ludzi oraz zwierząt (w przeciwieństwie do pasm szarych). Pasma te otaczają ziemię i przebiegają z północnego wschodu na południowy zachód. Przebieg ten zdeterminował układ astronomiczny istniejących w świecie kamiennych kręgów, wpisany jest w architekturę Majów i Inków oraz w przeszłości decydował o usytuowaniu… kościołów chrześcijańskich.

Kamienie ustawione w kręgi stanowią dla radiestetów ważną informację ze względu na tzw. promieniowanie kształtu. Jeśli w centrum koła, które promieniuje w kolorze białym, ustawiony zostanie kamień np. w radiestezyjnym kolorze niebieskim, nadaje on taki kolor całemu kręgowi. Każdy krąg ma inny kolor, zależny od tych radiestezyjnych kolorów kamieni, z jakich został zbudowany. Cżęść kręgów ma po dwa skupiska energii – oczka lub miniczakramy. Ustawione i spolaryzowane w odpowiedni sposób skupiają energię na kamieniu centralnym lub ponad nim. Kamienne kręgi tworzą zatem widzialny i niewidzialny krąg fal magnetycznych i elektromagnetycznych.

Według nich, przez kręgi w Odrach przebiegają linie geomantyczne, łączące wszystkie kręgi na Ziemi. Podobno kręgi odrowskie stanowią też odwzorowanie Hiad z gwiazdozbioru Byka. Analogicznie kamienne kręgi w Węsiorach odpowiadają gwiazdozbiorowi Plejad. Odbicie obu skupisk gwiazd w postaci kręgów jest odwrócone, niczym lustrzane odbicie. (…)

Radiestezyjne badania kręgów zupełnie inaczej niż naukowe określają ich wiek. Podobno kręgi powstały ponad 4000 lat temu i nie mają nic wspólnego z Gotami, lecz stanowią inteligentny przekaz istniejącej wówczas cywilizacji. [1]

Badania Leszka Mateli potwierdzają szczególną moc kamiennych kręgów w Odrach – osiąga ono 120 000 jednostek w skali Bovisa (promieniowanie zdrowego człowieka to około 6 500 jednostek, więc w Odrach mamy do czynienia z mocą niemalże boską..

odry8Rys. Plan sytuacyjny kręgów kamiennych w Odrach wg. Stephana z 1915 r.

nmsc- kolory kregow

Rys. Radiestezyjny plan Kamiennych Kręgów na bazie planu niemieckiego astronoma i mierniczego Paula Stephana w 1915 r.

Każdy krąg posiada właściwy sobie kolor. Ponadto przez całe założenie przebiegają pasma energetyczne – złote – przez krąg V w kierunku południowo zachodnim i północno wschodnim, oraz platynowe przechodzące przez krąg V i IX. Odpowiednie kolory radiestezyjne poszczególnych kręgów to:

1 – biały

2 – brązowy

3 – jasnozielony

4 – czerwony

5 – niebieski

6 – beżowo-złocisty

7 – zielony

8 – karminowy

9 – śliwkowy

10 – żółto-złocisty

11 – —

12 – —

Na terenie rezerwatu znajduje się miejsce o bardzo dużym natężeniu energii – sięga ono 120 000 jednostek w skali Bovisa. Jest nim Elipsa oznaczona na poniższym planie (znajduje się w pobliżu kręgu X). Warto przysiąść tam na chwilę na ławce, aby się doenergetyzować.

nmsc-odry7Rys. Umiejscowienie kręgów i Elipsy.

Szczególna energia skupia się także w kręgu V znajdującym się na przecięciu pasm energetycznych. Krąg ten emituje niebieską energię, sprzyja medytacji i wyciszeniu.

Bardzo dużo teorii powstało na przestrzeni lat dotyczących kamiennych kręgów. O znaczeniu kręgów pisze także Pani Zofia Piepiórka, której artykuł dostępny jest pod poniższym adresem:

https://pl-pl.facebook.com/notes/zofia-piepi%C3%B3rka/mapa-zasi%C4%99g-strefy-3c-123-czyli-aktywny-system-obronny-ziemi-poszukiwany-czakram/504036236288920

Bibliografia:

[1] Breske A., Breske Z., Ellwart J.: Kamienne Kręgi Gotów. Małe vademecum turysty, Wydawnictwo REGION, Gdynia 2004-2011.

Słowiński Park Narodowy – kraina piasku.

Będąc w okolicach Łeby warto odwiedzić ziemię Słowińców i pochodzących od ich nazwy Słowiński Park Narodowy. Słowińcy to historyczna grupa etnograficzna, będąca w istocie odłamem ludności kaszubskiej, zamieszkującej do czasów powojennych tereny nad jeziorami Gardno i Łebsko (północno-zachodnia część województwa pomorskiego). Posługiwali się oni gwarą słowińską wchodzącą w skład dialektu północnokaszubskiego języka kaszubskiego.

spn

Chcąc rozpocząć wędrówkę najlepiej jest dojechać do Rąbki kawałek za Łebą. Tam wchodzimy na ścieżkę prowadzącą do Słowińskiego Parku Narodowego. Dojście do ruchomych wydm zajmuje około 1 – 1,5 godziny w zależności od tempa marszu (około 6 km w jedną stronę). Po drodze zwiedzić można wyrzutnie rakiet z okresu II wojny światowej.

Dochodząc do wydm krajobraz nagle się zmienia. Las zanika i otwiera się ogromna przestrzeń piasku i wiatru. Można wejść na około 30-metrową ruchomą wydmę o nazwie Góra Łącka (jej nazwa pochodzi od wsi, która niegdyś tu istniała, lecz została zasypana przez piaski – o nazwie Łączka). Rozciąga się z niej dobry widok na okolicę, a krajobrazy przypominają pustynne pustkowia Sahary czy Gobi. Idąc dalej wytyczonym szlakiem dojść można do brzegu morza.

To co zwraca uwagę to niesamowity kontrast pomiędzy środowiskami – zielonym lasem a pustynią piasku. Widoki zmieniają się na przestrzeni kilkudziesięciu metrów.

Kotlety Gryczane

Czasami mam wrażenie, że kończą mi się pomysły na przygotowanie potraw 🙂 Wtedy rozglądam się po kuchni, otwieram wszystkie szafki i włącza mi się moja wyobraźnia 🙂 Od niedawna ( aby zaoszczędzić na wydawaniu pieniędzy na obiady co 2-3 dzień) zaczęłam kupować produkty „suche” w większych ilościach, więc dzisiaj prezentuję Wam kotlety gryczane. Mnie one najbardziej smakują z warzywami lub po prostu z jogurtem i świeżą pietruszką.

Składniki :

– 2 szklanki kaszy gryczanej niepalonej

-3 małe cebule

-2 ząbki czosnku

2 łyżki masła ( do podsmażenia cebuli)

1 łyżeczka soli morskiej 1 łyżeczka pieprzu ziołowego

– 4 jajka ( 2 do panierki)

-1 natka pietruszki

-2 łyżki otrąb pszennych

– bułka tarta

Kaszę wcześniej moczyłam około 2 h. Przepłukałam do czystej wody. Gotowałam około 45 min. Żeby kaszy nie przypalić ( a przypala się bardzo łatwo i szybko), gdy woda do końca nie wyparowała, wyłączam gaz, przygrywam i około 30 min. pozwalam jej „dojść”.

Przestudzoną kaszę mielę w blenderze, dodaję sól ,pieprz, jaja, otręby, podsmażoną cebulę z czosnkiem i wcześniej lekko posiekaną pietruszkę. Formuję kulki, obtaczam w jajku i bułce, wrzucam na patelnię z rozgrzana olivą i smażę lekko podsmażam, żeby tylko panierka się przyrumieniła. Voila :0) Smacznego.

gryczane

Początek stworzenia

Chciałbym się podzielić z wami wspaniałym opisem początku stworzenia opowiedzianym przez Anastazję w nagraniu Wedrussy. Opis jest o tyle ciekawy dla mnie, że filtrowany przez moją świadomość i intuicję jest według mnie prawdziwy (w dużej mierze opis ten jest metaforą, gdyż według mnie nie można mówić o tworzeniu wszechświata posługując się zwykłymi miarami czasu i przestrzeni, oraz pojęciami związanymi z biegunowością, gdyż na tym poziomie, o którym mówi Anastazja nie istnieje coś takiego jak czas – jest on efektem przyjęcia materii jako podstawowego budulca formującego wszechświat materialny, czyli obniżenia wibracji światła aż do przyjęcia przez nie gęstej formy cząsteczek).

Początek stworzenia opisany w Biblii jest według mnie daleko od prawdy, przede wszystkim dlatego, że Bóg wydaje się być personifikacją osoby, podczas gdy jest to przede wszystkim energia, która tworzy wszystko co jest obecne we wszechświecie. Poza tym w Biblii już na poziomie boskim występuje proces tworzenia związany czasem (a siódmego dnia… ), podczas gdy Bóg nie podlega prawom czasu, gdyż taka energia jaką On jest nie podlega tym prawom, co poziomy materialne i trójwymiarowy świat, w którym żyjemy, świat dualności, gdzie występuje dobro, zło, początek i koniec. Przenosząc świadomość na wyższe poziomy istnienia, wychodząc poza ramy ego i wchodząc w kontakt z wyższą jaźnią dostrzegamy brak uwarunkowania od paradygmatu dualności i liniowości czasu.