zabijanie zwierząt

Analogia pomiędzy zabijaniem zwierząt a działalnością SS

Czytając ostatnio książkę autorstwa Richarda Rhodes’a („Mistrzowie śmierci. Einsatzgruppen”) o Einsatzgruppen –  jednostkach SS, które mordowały na szeroką skalę ludność żydowskiego (i nie tylko) pochodzenia, natrafiłem na ciekawy tekst, który zawarty został w Epilogu wspomnianej książki i pokazuje analogię pomiędzy mordami dokonywanymi na ludności cywilnej, oraz na zwierzętach – pokazany został mechanizm, który zastosowany został podczas mordowania ludzi, tak aby poczucie odpowiedzialności za taki czyn był jak najmniejszy – innymi słowy, aby osoby, które dokonują takiego aktu, nie popadały w różnego rodzaju problemy psychiczne, które występują na skutek poczucia winy. Warto zapoznać się z fragmentem, ale także z całą książką Richarda Rhodes’a. Uważam, że w przytoczonym tekście jest dużo prawdy, ludzie chcą myśleć, że zabijanie zwierząt odbywa się w sposób humanitarny, a osoby które dokonują mordu na zwierzętach chcą myśleć, że tak naprawdę „ostateczny cios” nie został zadany przez nich. Jednak koniec końców odpowiedzialność leży także w konsumentach, którzy na co dzień poprzez wspieranie tego przemysłu robią zrzutę i sprawiają, że ów przemysł prosperuje, a zwierzęta idą na rzeź.

Francuska antropolog Noëlie Vialles w swojej książce Animal to Edible zajmuje się badaniem uboju zwierząt. Autorka zwraca uwagę na paralele „między masową rzezią zwierząt i dokonywanymi na podobnie ogromną skalę eksterminacjami ludzi”, gdyż sama niejednokrotnie była świadkiem takich porównań dokonywanych „przy wielu okazjach, w samych rzeźniach”. Vialles dowodzi, że w dzisiejszych czasach ubój zwierząt jest starannie organizowany w taki sposób, aby osłabić poczucie odpowiedzialności za konkretny akt zabijania. W tym celu czynność dzieli się między dwie osoby, które wykonują swoją pracę, nie widząc się, w dwóch osobnych pomieszczeniach, więc trudno stwierdzić, która faktycznie zabija zwierzę. Jedna osoba odpowiada za ogłuszanie zwierzęcia (za pomocą młota lub paralizatora), druga za spuszczanie krwi (przez poderżnięcie gardła). „W efekcie – pisze Vialles – nie dochodzi do «prawdziwego» zabijania, nie ma również osoby, która «faktycznie» zabija. Dzieląc czynność między dwie osoby, osłabia się poczucie odpowiedzialności i poczucie winy, nawet jeśli jest ono słabe i usilnie powstrzymywane”. Autorka porównuje ten mechanizm osłabiania poczucia odpowiedzialności do sytuacji, gdy w plutonie egzekucyjnym jeden ze strzelających ma w lufie ślepy nabój, więc „w momencie naciskania spustu każdy ze strzelających może wierzyć, że w rzeczywistości to nie on zabija lub przynajmniej nikt nie może mieć absolutnej pewności, że to właśnie on dopuścił się zbrodni”. W masakrach przeprowadzanych przez Einsatzgruppen na początku podobną rolę spełniało zabijanie przez wielu oprawców. Z czasem jednak, gdy zbrodnicza działalność Einsatzgruppen zataczała coraz szersze kręgi, mordy nabrały innego charakteru. To jednak również miało miejsce wcześniej w historii zabijania zwierząt. Jak pisze Vialles: W dawnych czasach, gdy rzezie zwierząt odbywały się na rynkach miast, rzeźnikom mającym na co dzień styczność z krwią przypisywano brutalne i okrutne cechy charakteru. Niezależnie od tego, w jaki sposób i jakimi środkami wykonywali swoją pracę, uważano, że „rzeźnicy utrzymują się z podrzynania zwierzętom gardeł, więc zawsze będą mieć, nawet w sensie metaforycznym, krew za paznokciami”. Przeniesienie rzeźni poza granice miast wprawdzie przyczyniło się do zerwania z wizerunkiem brutalnego, umazanego krwią rzeźnika, ale w rzeczywistości od tej pory ludzi tych kojarzono wyłącznie z aktem zarzynania zwierząt. Krew nie tylko plamiła ich ubrania, ale również odciskała piętno na ich moralności. Widok krwi zdawał się sprawiać, że ludzie byli jej jeszcze bardziej żądni, a krwawe temperamenty popychały ich w stronę tej krwawej profesji.762 Wyjściem z sytuacji było uprzemysłowienie uboju zwierząt. Rzecz jasna, industrializacja sposobu pozyskiwania mięsa oznaczała większą efektywność i korzyści finansowe. Przyczyniała się jednak również do poprawy psychicznego samopoczucia zabijających. Według Vialles: Fakt, że pierwszymi przemysłowymi liniami produkcyjnymi w rzeczywistości były rzeźnie w Chicago, daje nam do myślenia. […] Zdajemy sobie sprawę z faktu, że rozdzielenie wykonania jakiegoś zadania między większą liczbę ludzi sprawia, że spada ich poczucie odpowiedzialności za wykonanie tego zadania. Nie inaczej jest w przypadku zmian w metodach uboju zwierząt. Dzieląc wykonanie jakiejś czynności na kolejne, niewielkie etapy, skłonni jesteśmy pomniejszać ich znaczenie. Pracownicy rzeźni często podkreślają, że kiedy już ktoś „przywyknie, to przestaje zwracać uwagę i traktuje tę pracę jak każdą inną”. Emocjonalna pustka i brak utożsamiania się z wykonywaną pracą, w innych zawodach traktowane jak niepożądane efekty pracy przy linii produkcyjnej, tu wprost przeciwnie, stanowią warunek konieczny do „przywyknięcia do pracy”. Zwrot w stronę „humanitarnych” metod uśmiercania zwierząt, kolejny mechanizm napędowy współczesnych przemysłowych technologii uboju, pochodził nie od samych rzeźników, ale od angielskiej klasy średniej, w której odrazę budziła idea masowego uboju zwierząt. „Zmiany w [angielskim] prawie z 1835 roku sprzeciwiające się okrucieństwu wobec zwierząt – komentuje jeden z brytyjskich historyków – miały na celu zniwelowanie zarówno cierpienia niemych stworzeń, jak i «demoralizacji ludzi». […] Utworzenie SPCA może więc być postrzegane jako kolejny krok klasy średniej w stronę ucywilizowania klas niższych”. Usunięcie miejsc uboju zwierząt z widoku można porównać do usunięcia z widoku publicznych egzekucji, co stanowi kolejny etap w procesie cywilizacyjnym postępującym od czasów średniowiecznych. Wrażliwość Himmlera była właśnie tego rodzaju wrażliwością klasy średniej, groteskowo spotęgowaną brutalnością urzędnika o zapędach mordercy. Dążąc do wypracowania bardziej „humanitarnej” metody eksterminacji Żydów, opracował rozwiązanie podobne do (być może nawet oparte na) ulepszonej metody uboju zwierząt. Według Vialles zarówno dla Himmlera, jak i dla angielskich reformatorów z klasy średniej: Logika przemawiająca za uprzemysłowieniem rzeźni nie tylko zaspokajała konkretne technologiczno-ekonomiczne potrzeby branży. Zaspokojone również było współczesne poczucie wrażliwości: zwierzęta traktowane były przecież od tamtej pory w sposób humanitarny, mięso, którym zaspokajaliśmy nasz głód, pozyskiwano bez rozlewu krwi, pracownicy rzeźni traktowani byli jak „wszyscy inni pracujący”, a same rzeźnie postrzegano jak „zwyczajne fabryki, podobne do setek innych”. Himmlerowi również zależało na zabijaniu ofiar bez rozlewu krwi, a jego podwładnym z SS na wykonywaniu pracy takiej jak inni, co stanowiło podstawową przyczynę zamiany egzekucji wykonywanych przez Einsatzgruppen na ciężarówki, w których gazowano ludzi, i komory gazowe. Różnica między zabijaniem zwierząt i ludzi nie polega, niezależnie od tego, co sądzą obrońcy praw zwierząt, na stopniu premedytacji. Himmler zdawał sobie sprawę z daremności swojego projektu, w przeciwnym razie nie chełpiłby się do znudzenia „koniecznością” przeprowadzania masowych egzekucji, by uczynić esesmanów „twardymi”.